Co takiego było, że Nicholas nie zapomniał? Osobowość Laurenta. Zaintrygował go swoją poezją, uległością, wyglądem i ogólnie całym sobą. Stwierdzając, że jedno spotkanie, było za mało. Z jakiegoś powodu myśli wokół osoby Prewetta wracały do jego umysłu. Nicholas nie szukał miłości. Jak już wcześniej określał ją uciążliwym balastem emocjonalnym, była utrapieniem. Wystarczyło przecież dobrze się zabawić, zaspokoić swoje pragnienia i żyć dalej w poczuciu spełnienia. Bez żadnych zobowiązań, wierności jednej osobie. Czemu nie skorzystać ze wszystkiego, co jest nam dostępne? A nawet zakazywane? Nie miłość go tutaj przywiodła. A ciekawość, chęć sprawdzenia jak Laurent sobie radzi. Choć tylko z początku interes miał być związany z abraksanami, zmieniło się w temat o ich samych. O przeszłości, która miała być przez gospodarza tego miejsca zapomniana. Nicholas nie zapomniał. Co chciał, to dostawał. Co chciał, to brał, ale też dawał. Niczego nie robił za darmo.
Podziękował? Nic wielkiego Yaxley nie zrobił. Tylko przyznał rację słowom głoszonym przez innych czarodziei, którzy mieli styczność z Prewettem, aby stwierdzić u jego dar poetycki w mowie. Obrazowaniu i kolorowaniu świata, jaki według niego ludzie powinni widzieć. Jedynie Nicholas, pozostawał w swoim zimnym obrazie śmierci. Przywykł do tego i nie chciałby zmieniać.
Nicholas nie chciał niczego udowadniać ani usprawiedliwiać. Zachował odpowiedź dla siebie, nie chcąc zbyt mocno zagłębiać się w temat, doszukując się niewiadomego. Nie chciał też pogłębiać za bardzo relacji między nimi. Ważne, że się w jakimś stopniu dogadują i rozumieją. Każdy z nich ma swoje cele i obowiązki względem rodziny. Jeżeli nie samego siebie. Dlatego temat został zakończony niewiadomą. Tajemnicą owianą w ukrytych słowach, czynach, niewypowiedzianych, nie ukazanych. Po tym jak Laurent wyraził swoje zdanie na temat interpretacji, Nicholas nie odpowiedział już nic. Ich uwaga została przeniesiona na przybyłego i radosnego jarczuka. Zapanowała chwilowa cisza, w której Prewett zaspokoił potrzeby pieszczot i zabaw istoty zwierzęcej. Kiedy stworzenie postanowiło podejść bliżej, Nicholas schylił się aby dać mu powąchać swoją dłoń i otrzymać zgodę na pogłaskanie.
Pieśń. Jaką tym razem zamierzał mu zaśpiewać? Nicholas z jarczuka przeniósł spojrzenie na Laurenta. Zawstydził się? Miał już łagodniejsze nastawienie do jego mrocznej osoby? Szybko ulegał ciemnej aurze, jaka mogła otoczyć jego tęczową mieszankę barw.
Po tych słowach, zbliżył się do niego bardziej. Jeżeli Laurent nie przystąpił kroku w tył, aby dać znać o zachowaniu dystansu, Nicholas pochwycił jego podbródek jak wtedy, pochylił się i złączył ich usta. Pocałunek był krótki, ale namiętny. Przerwawszy go, skierował swoje usta do jego ucha.
- Daj znać, kiedy będziesz gotów.
Szepnął mu do ucha i odsunął się puszczając jego podbródek. Cofnął się.
- Wyślij mi wiadomość, kiedy wypijemy wspólnie kawę.
Według Nicholasa, formalności zostały w ten sposób zakończone. Do sprawy abraksanów, mogą wrócić w następnym, najbliższym czasie. Nie spieszyło mu się. Odchodząc, spojrzał w stronę abraksanów o archanielskich imionach, składając ukłon Michaelowi, jeżeli go wciąż obserwował.
Yaxley oddalił się, aby opuścić to miejsce.