23.09.2023, 21:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2023, 21:56 przez Florence Bulstrode.)
Florence w przeciwieństwie do brata była aż nazbyt porządna i zorganizowana. Jedzenie owoców prosto z drzewa nie było w jej stylu. Właściwie zrywanie ich o świcie w ogrodzie także: była mimo wszystko nieodrodną córką Londynu, której życie koncentrowało się w mieście i nigdy nie pragnęła uciec na wieś. Od czasu do czasu lubiła jednak odmianę, a to miejsce miało specjalne miejsce w jej sercu.
– Nie. Byłam tylko te kilka miesięcy we Francji – przyznała Florence. Może nawet rozważyłaby zostanie w Paryżu na dłużej, gdyby nie bariera językowa. Nie była w stanie naprawdę dobrze opanować francuskiego, a tam nie każdy mówił po angielsku, praca w paryskim szpitalu była więc trudna, nawet jeżeli wiele się nauczyła. Irytowało ją zresztą to, że nie opanowała języka, bo nie przywykła do porażek.
Poza tym, oczywiście, tęskniła za rodziną, zwłaszcza za braćmi.
– Masz ochotę się tam wybrać? Pewnie pożyczy ci klucze. I myślę, że takie rzeczy przytrafiają się tylko naszej mamie – powiedziała, zwracając na niego spojrzenie, a kąciki jej ust mimowolnie wygięły się w uśmiechu. – Bałam się zapytać, co postawiła przeciwko temu domkowi. Mam nadzieję, że nie to miejsce – dodała, opadając na ławkę, i zsypując zerwane z drzewa czereśnie na spódnicę na swoich kolanach. Normalnie już wyciągałaby różdżkę, by czym prędzej wysuszyć rąbki wilgotnego materiału, ale było w tej okolicy coś takiego, że nawet jej wygórowane wymagania odnośnie własnego, schludnego wyglądu, odrobinę się rozluźniały.
Sięgnęła po jeden z owoców – tak, miała ich więcej, ale nie wątpiła, że gdy Atreus upora się z własnymi, zacznie podkradać i te – i wsunęła go do ust. Machnęła różdżką, wyczarowując miseczkę na pestki, bo nie należała do osób, które będą rzucać nimi w koło, sprawdzając, jak daleko polecą. Przez chwilę obserwowała ptaki, nawołujące się w żywopłocie, nim zwróciła spojrzenie jasnych oczu ku bratu.
Było to coś, co łączyło całą trójkę Bulstrodów. Wszyscy mieli oczy jasne, przenikliwe, i spojrzenia wszystkich sięgały nieco dalej niż mogłoby się wydawać komuś, kto ich nie zna.
– Dziękuję, że tu ze mną przyjechałeś. Zdaje mi się, że nam obojgu potrzeba chwili wytchnienia – zaczęła Generał Ład i Porządek, wysyłając oto szpiegów do obozu wroga nim rozpocznie niecny atak.
– Nie. Byłam tylko te kilka miesięcy we Francji – przyznała Florence. Może nawet rozważyłaby zostanie w Paryżu na dłużej, gdyby nie bariera językowa. Nie była w stanie naprawdę dobrze opanować francuskiego, a tam nie każdy mówił po angielsku, praca w paryskim szpitalu była więc trudna, nawet jeżeli wiele się nauczyła. Irytowało ją zresztą to, że nie opanowała języka, bo nie przywykła do porażek.
Poza tym, oczywiście, tęskniła za rodziną, zwłaszcza za braćmi.
– Masz ochotę się tam wybrać? Pewnie pożyczy ci klucze. I myślę, że takie rzeczy przytrafiają się tylko naszej mamie – powiedziała, zwracając na niego spojrzenie, a kąciki jej ust mimowolnie wygięły się w uśmiechu. – Bałam się zapytać, co postawiła przeciwko temu domkowi. Mam nadzieję, że nie to miejsce – dodała, opadając na ławkę, i zsypując zerwane z drzewa czereśnie na spódnicę na swoich kolanach. Normalnie już wyciągałaby różdżkę, by czym prędzej wysuszyć rąbki wilgotnego materiału, ale było w tej okolicy coś takiego, że nawet jej wygórowane wymagania odnośnie własnego, schludnego wyglądu, odrobinę się rozluźniały.
Sięgnęła po jeden z owoców – tak, miała ich więcej, ale nie wątpiła, że gdy Atreus upora się z własnymi, zacznie podkradać i te – i wsunęła go do ust. Machnęła różdżką, wyczarowując miseczkę na pestki, bo nie należała do osób, które będą rzucać nimi w koło, sprawdzając, jak daleko polecą. Przez chwilę obserwowała ptaki, nawołujące się w żywopłocie, nim zwróciła spojrzenie jasnych oczu ku bratu.
Było to coś, co łączyło całą trójkę Bulstrodów. Wszyscy mieli oczy jasne, przenikliwe, i spojrzenia wszystkich sięgały nieco dalej niż mogłoby się wydawać komuś, kto ich nie zna.
– Dziękuję, że tu ze mną przyjechałeś. Zdaje mi się, że nam obojgu potrzeba chwili wytchnienia – zaczęła Generał Ład i Porządek, wysyłając oto szpiegów do obozu wroga nim rozpocznie niecny atak.