23.09.2023, 23:41 ✶
- A co jeśli granie rycerza okaże się kluczem do naszego zwyciestwa - zapytał podchwytliwie, spoglądając na brata z lekkim, szelmowskim uśmiechem czajacym się w kącikach ust. Może powinien czuć się urażony faktem, że brat zwyczajnie oskarżał go o zdradę, ale z drugiej strony był gotowy zwyczajnie podłożyć mu nogę, jeśli oznaczało, że brat nie wygra. Remis w takich warunkach wydawał jedynym akceptowalnym rozwiązaniem, a gdyby Mark miał mu to za złe, cóż, nie pierwszy nie ostatni raz, ale przecież byli braćmi, wybaczali sobie takie rzeczy.
Wystarczyło spojrzenie.
Widział ją już wcześniej, bo rpzecież trudno było, żeby po takim czasie przynajmniej raz nie minęli się gdzieś. Kiedy ją jednak zobaczył, dziwne uczucie uderzylo go nagle. To przeczucie, że to o niej cały czas do tej pory nawijał Mark. Że to ona była jego celem. Mimowolnie otaksował ją spojrzeniem, jakby w wyglądzie dopatrując się czegoś, co wywołało w nim tak okropną chęć chronienia ją. Tak obcą, tak... nie jego? Może w jakiś dziwny sposób, kiedy tak mijali się dzień w dzień na statku, coraz bardziej wpadała mu w oko, a on nawet nie zwrócił na to uwagi? Może to był ten moment opisywany w książkach, kiedy widziało się miłość swojego życia?
Nieco zmieszany przeniósł spojrzenie na towarzyszącego jej mężczyznę, jego akurat kojarząc o wiele lepiej. Typ, który nigdy nie chciał grać w karty, a jednocześnie czaił się przy stolikach, niczym szczur dopatrując się okazji, szukając przewagi by może kiedyś dzięki temu ugrać cos dla siebie.
Atreus poprawił mankiety, spoglądając na brata kątem oka, już w o wiele bardziej naturalny dla siebie sposób. O wiele bardziej bezczelnie.
- Bierz go tygrysie - odpowiedział równie cicho i skrycie, obserwując parę, chcąc wiedzieć gdzie właściwie zmierzają.
Wystarczyło spojrzenie.
Widział ją już wcześniej, bo rpzecież trudno było, żeby po takim czasie przynajmniej raz nie minęli się gdzieś. Kiedy ją jednak zobaczył, dziwne uczucie uderzylo go nagle. To przeczucie, że to o niej cały czas do tej pory nawijał Mark. Że to ona była jego celem. Mimowolnie otaksował ją spojrzeniem, jakby w wyglądzie dopatrując się czegoś, co wywołało w nim tak okropną chęć chronienia ją. Tak obcą, tak... nie jego? Może w jakiś dziwny sposób, kiedy tak mijali się dzień w dzień na statku, coraz bardziej wpadała mu w oko, a on nawet nie zwrócił na to uwagi? Może to był ten moment opisywany w książkach, kiedy widziało się miłość swojego życia?
Nieco zmieszany przeniósł spojrzenie na towarzyszącego jej mężczyznę, jego akurat kojarząc o wiele lepiej. Typ, który nigdy nie chciał grać w karty, a jednocześnie czaił się przy stolikach, niczym szczur dopatrując się okazji, szukając przewagi by może kiedyś dzięki temu ugrać cos dla siebie.
Atreus poprawił mankiety, spoglądając na brata kątem oka, już w o wiele bardziej naturalny dla siebie sposób. O wiele bardziej bezczelnie.
- Bierz go tygrysie - odpowiedział równie cicho i skrycie, obserwując parę, chcąc wiedzieć gdzie właściwie zmierzają.