23.09.2023, 23:52 ✶
Brenna znała wszystkie zasady dobrych manier, bo matka z wielkim uporem wbijała je do głowy córki. Tyle że znajomość niekoniecznie oznaczała stosowania. Jako dziecko miała je za głupie i lekceważyła celowo. Teraz zaczynała powoli uczyć się, jaki mają sens – i dlaczego dla dobra swojej rodziny w pewnych sytuacjach powinna ich przestrzegać – ale… właśnie w pewnych sytuacjach. Poza nimi wciąż była tą rozczochraną dziewczynką z podrapanymi kolanami, i to mimo tego, że skończyła już siedemnaście lat i w teorii była dorosła.
Kiedy Rowle spojrzał na nią z rozbawieniem, mrugnęła do niego ukradkiem, nie chcąc, aby Adel to dostrzegła. Bardzo zadowolona, po pierwsze, że to docenił, po drugie, że się nie oburzył. Gauntowie byli w końcu potomkami Slytherina, więc niektórzy Ślizgoni traktowali ich jak bogów… czego Brenna zupełnie nie rozumiała, bo pęd do utrzymania czystej krwi sprawił, że na członków tego rodu spadło wiele chorób, a ostatni z głównej linii uchodzili za absolutnych szaleńców.
– Och… – Adelajda spojrzała na chłopaka z wyraźnym zaskoczeniem. Wydawało się, że dotąd nie przyszło jej to do głowy. Brenna, która przykucnęła, by podnieść upuszczonego wcześniej cukierka, też zamarła, zadarła głowę gwałtownym gestem. Ramiona jej jakby zesztywniały, wyraz twarzy spoważniał. Wyglądało na to, że i ona, nawet jeżeli poznała tę historię wcześniej, dotąd tego nie rozpatrywała. – Może… Może masz rację? – powiedział duch powoli, wyraźnie zbity z tropy. Adel wydawała się zagubiona, i zerkała to na niego, to na Brennę, jakby oczekiwała jakichś wyjaśnień. – Może to był jakiś ród, rywalizujący z moim.
– Tacy dumni ze swojej czystej krwi, a gotowi podkładać nogi reszcie – powiedziała Brenna z goryczą, podnosząc się.
– Być może ktoś skrzywdził moją siostrę – stwierdziła cicho Adelajda, opuszczając głowę. – A ja nie zdołałam jej ochronić.
– To nie twoja wina! – zapewniła pośpiesznie Brenna, pochylając się, by zajrzeć kobiecie w oczy. – Skąd mogłaś wiedzieć?
– Powinnam była – westchnęła Adelajda. Po czym uniosła głowę i uśmiechnęła się smutno. – Ale to nieważne, prawda? Upłynęły setki lat. Ktokolwiek to zrobił, jeżeli ktoś to zrobił, dawno zabrał go czas. Tak, jak zniszczył naszą posiadłość.
Brenna wsunęła dłonie do kieszeni, zakołysała się, pięta – palce, jakby nie umiała ustać w bezruchu, a jednocześnie nietypowo dla siebie, nie wiedziała, co powiedzieć. Bo upłynęły setki lat, a jednocześnie osoba, która tego wszystkiego doświadczyła, stała przecież tuż przed nimi.
– Szukam mojej siostry, chłopcze – powiedziała w końcu Adelajda, zwracając spojrzenie na Esme. Zdawała się smutna, może bo Rowle uświadomił jej coś, o czym nie pomyślała przez setki lat, a może na wspomnienie siostry. – Nie mogę iść dalej bez niej, a ona nigdy się nie pojawiła – dodała, z jej ust wydobyło się westchnienie. Może to ten oddech ducha sprawił, że Brenna wzdrygnęła się, jakby nagle zrobiło się jej zimno. – Dziękuję wam za odwiedziny, moi drodzy. Ale teraz chyba chcę zostać sama i przemyśleć kilka spraw… – dodała Adelajda, po czym odwróciła się i przeniknęła przez ścianę grobowca.
Brenna patrzyła za nią przez chwilę z dziwną miną, po czym szarpnęła kosmyk swoich brązowych włosów.
– Do licha, przyjaźnienie się z duchami jednak jest bardzo skomplikowane, i to nie tylko dlatego, że nie mogę zabrać ją na herbatę – stwierdziła w końcu, po czym otrząsnęła się z zamyślenia i po prostu spojrzała na Esme z uśmiechem. Jakby nigdy nic. – A ty właściwie dlaczego wybrałeś akurat cmentarz?
Kiedy Rowle spojrzał na nią z rozbawieniem, mrugnęła do niego ukradkiem, nie chcąc, aby Adel to dostrzegła. Bardzo zadowolona, po pierwsze, że to docenił, po drugie, że się nie oburzył. Gauntowie byli w końcu potomkami Slytherina, więc niektórzy Ślizgoni traktowali ich jak bogów… czego Brenna zupełnie nie rozumiała, bo pęd do utrzymania czystej krwi sprawił, że na członków tego rodu spadło wiele chorób, a ostatni z głównej linii uchodzili za absolutnych szaleńców.
– Och… – Adelajda spojrzała na chłopaka z wyraźnym zaskoczeniem. Wydawało się, że dotąd nie przyszło jej to do głowy. Brenna, która przykucnęła, by podnieść upuszczonego wcześniej cukierka, też zamarła, zadarła głowę gwałtownym gestem. Ramiona jej jakby zesztywniały, wyraz twarzy spoważniał. Wyglądało na to, że i ona, nawet jeżeli poznała tę historię wcześniej, dotąd tego nie rozpatrywała. – Może… Może masz rację? – powiedział duch powoli, wyraźnie zbity z tropy. Adel wydawała się zagubiona, i zerkała to na niego, to na Brennę, jakby oczekiwała jakichś wyjaśnień. – Może to był jakiś ród, rywalizujący z moim.
– Tacy dumni ze swojej czystej krwi, a gotowi podkładać nogi reszcie – powiedziała Brenna z goryczą, podnosząc się.
– Być może ktoś skrzywdził moją siostrę – stwierdziła cicho Adelajda, opuszczając głowę. – A ja nie zdołałam jej ochronić.
– To nie twoja wina! – zapewniła pośpiesznie Brenna, pochylając się, by zajrzeć kobiecie w oczy. – Skąd mogłaś wiedzieć?
– Powinnam była – westchnęła Adelajda. Po czym uniosła głowę i uśmiechnęła się smutno. – Ale to nieważne, prawda? Upłynęły setki lat. Ktokolwiek to zrobił, jeżeli ktoś to zrobił, dawno zabrał go czas. Tak, jak zniszczył naszą posiadłość.
Brenna wsunęła dłonie do kieszeni, zakołysała się, pięta – palce, jakby nie umiała ustać w bezruchu, a jednocześnie nietypowo dla siebie, nie wiedziała, co powiedzieć. Bo upłynęły setki lat, a jednocześnie osoba, która tego wszystkiego doświadczyła, stała przecież tuż przed nimi.
– Szukam mojej siostry, chłopcze – powiedziała w końcu Adelajda, zwracając spojrzenie na Esme. Zdawała się smutna, może bo Rowle uświadomił jej coś, o czym nie pomyślała przez setki lat, a może na wspomnienie siostry. – Nie mogę iść dalej bez niej, a ona nigdy się nie pojawiła – dodała, z jej ust wydobyło się westchnienie. Może to ten oddech ducha sprawił, że Brenna wzdrygnęła się, jakby nagle zrobiło się jej zimno. – Dziękuję wam za odwiedziny, moi drodzy. Ale teraz chyba chcę zostać sama i przemyśleć kilka spraw… – dodała Adelajda, po czym odwróciła się i przeniknęła przez ścianę grobowca.
Brenna patrzyła za nią przez chwilę z dziwną miną, po czym szarpnęła kosmyk swoich brązowych włosów.
– Do licha, przyjaźnienie się z duchami jednak jest bardzo skomplikowane, i to nie tylko dlatego, że nie mogę zabrać ją na herbatę – stwierdziła w końcu, po czym otrząsnęła się z zamyślenia i po prostu spojrzała na Esme z uśmiechem. Jakby nigdy nic. – A ty właściwie dlaczego wybrałeś akurat cmentarz?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.