24.09.2023, 00:24 ✶
Już za czasów pokoju niewypalanie całego drzewa nie było takie proste, ale teraz? Teraz zdecydowanie potrzeba było o wiele więcej rozwagi, większego uwypuklania bieli i czerni, minimalizowanie szarości. Przynajmniej w kwestii, komu można ufać, a komu nie.
Bo jeśli chodziło o działania, jakich się podejmowano… cóż, tu już brodzili w otchłaniach szarości. Nie każdy czyn był krystalicznie dobry, nawet jeśli dokonany w najlepszych możliwych intencjach. Nawet to jej wytknięto w Limbo: serca nie są czyste, ale intencje…
Zadrżała lekko, z tłumionego śmiechu.
- Zwłaszcza że, obawiam się, dostał tę porcję muffin, dla których zabrakło boczku – dodała niby to śmiertelnie poważnym tonem. Mhm, zabrakło, mhm, może jeszcze przypadkiem te „wybrakowane” wypieki trafiły na bardzo konkretne biurka?
Odetchnęła głębiej. Carrow. Carrow był lepszy niż Rookwood i… ciekawe, jak blisko był spokrewniony z tym Carrowem, na którego natknęła się na bagnach? Z drugiej strony, Bones tutaj akurat nie zdawała sobie sprawy z tego, kim tak naprawdę był trup z Mokradeł, więc też trudno, żeby patrzyła na Samuela równie podejrzliwie, jak na Rookwooda.
Co nie znaczyło, że była skłonna bezwarunkowo zaoferować jakiekolwiek zaufanie. Bo w momencie, gdy Warownia stała się azylem, pojawiło się o wiele więcej sekretów, które należało chronić. A to, niestety, wiązało się również z przyjrzeniem się tym, którzy kręcili się wokół bardzo, bardzo blisko.
- Dopiero co straciła ojca – przypomniała odruchowo, choć przecież Brenna zdecydowanie musiała o tym pamiętać – I może po prostu potrzebuje więcej czasu? – bo rany przecież leczył czas, zwłaszcza tego rodzaju.
Nie, nigdy nie miały one w pełni zniknąć, pozostawiając po sobie blizny – ale przynajmniej ból ulegał stępieniu...
!pęknięcia
Bo jeśli chodziło o działania, jakich się podejmowano… cóż, tu już brodzili w otchłaniach szarości. Nie każdy czyn był krystalicznie dobry, nawet jeśli dokonany w najlepszych możliwych intencjach. Nawet to jej wytknięto w Limbo: serca nie są czyste, ale intencje…
Zadrżała lekko, z tłumionego śmiechu.
- Zwłaszcza że, obawiam się, dostał tę porcję muffin, dla których zabrakło boczku – dodała niby to śmiertelnie poważnym tonem. Mhm, zabrakło, mhm, może jeszcze przypadkiem te „wybrakowane” wypieki trafiły na bardzo konkretne biurka?
Odetchnęła głębiej. Carrow. Carrow był lepszy niż Rookwood i… ciekawe, jak blisko był spokrewniony z tym Carrowem, na którego natknęła się na bagnach? Z drugiej strony, Bones tutaj akurat nie zdawała sobie sprawy z tego, kim tak naprawdę był trup z Mokradeł, więc też trudno, żeby patrzyła na Samuela równie podejrzliwie, jak na Rookwooda.
Co nie znaczyło, że była skłonna bezwarunkowo zaoferować jakiekolwiek zaufanie. Bo w momencie, gdy Warownia stała się azylem, pojawiło się o wiele więcej sekretów, które należało chronić. A to, niestety, wiązało się również z przyjrzeniem się tym, którzy kręcili się wokół bardzo, bardzo blisko.
- Dopiero co straciła ojca – przypomniała odruchowo, choć przecież Brenna zdecydowanie musiała o tym pamiętać – I może po prostu potrzebuje więcej czasu? – bo rany przecież leczył czas, zwłaszcza tego rodzaju.
Nie, nigdy nie miały one w pełni zniknąć, pozostawiając po sobie blizny – ale przynajmniej ból ulegał stępieniu...
!pęknięcia