24.09.2023, 00:26 ✶
Szczerze wątpił, że ich ojciec jakkolwiek by się na Enidę. Może się przyzwyczaił, a może dostrzegał jaki dryg miała do kart. A może też zwyczajnie jej ufał w kwestii nie zastawiania ważnych rodowych posiadłości i tajemnic. Zawsze Atreusa fascynowało, jak tak różni ludzie mogli się tak świetnie dogadywać i czasem zwyczajnie myślał, że ich matka któregoś dnia stwierdziła, że to właśnie będzie jej mąż, a Percival zwyczajnie nie miał siły z nią kłócić.
- Hmm... kojarzysz ten statek widmo co wypływa co jakis czas? Perła Morza czy coś takiego. Podobno ma się pojawić za parę dni u brzegów, więc pewnie dużo spraw z nią związanych zajmie mi grafik - powiedział jakby nigdy nic, nie zamierzając ani trochę wspominać o tym, co właściwie czuł na myśl o tym. Miał nawet wymyślone kłamstwo, gdyby dopytywała, bo wizja kogoś z Departamentu Tajemnic brzmiała przecież prawdopodobnie. I o wiele lepiej niż to dziwne, nieprzyjemne uczucie, że widmowy statek wynurzy się z wody . Nie był pewien skąd ono się brało, ale było równie irytujace co te momenty, kiedy Brenna robiła coś mało mądrego.
Odwrócił od niej wzrok, wpatrując sie znowu w krajobraz przed nimi. W drzewa i krzewy oblane złocistymi promieniami ostrego, porannego słońca, które pobłyskiwało dodatkowo w rosie.
- No tak, Beltane - powiedział jakby nigdy nic, jakby w ogóle go ten temat nie ruszał, przegryzając kolejną czereśnię i przez chwilę stukając zębami o pestkę, zanim ją wypluł, daleko pod drzewo.
- Czy ja wiem? Nie bardziej jak zwykle - na moment tylko na nią spojrzał, uśmiechając się lekko. - Papierkowa robota poszła w górę, pełno jest zgłoszeń odnośnie tego nieudanego rytuału, albo udanego, zależy co komu przeszkadza akurat. Do tego Knieję trzeba było zamknąć, bo grasują w niej jakies widma?? - machnął ręką, jakby brak mu było siły na to wszystko. - Dzień jak codzień, dzień pod dniu - westchnął, z niezadowoleniem uświadamiając sobie, że miał zatrważające tempo zjadania tych czereśni i jemu samemu została zaledwie garstka. - Nie zazdroszczę każdemu, który musi sie z tym aktualnie użerać. - tak samo jak nie zazdrościł każdemu, kto oprócz niego trafił do Limbo, bo teraz, kiedy tak siedział na słońcu, które powinno przyjemnie ogrzewać skórę, jak zwykle czuł przeszywające zimno. Kiedy był mały, dobra zabawa było wkładanie lodowatych dłoni pod koszulę brata lub siostry, ale teraz? Teraz nie było mu do śmiechu.
- Hmm... kojarzysz ten statek widmo co wypływa co jakis czas? Perła Morza czy coś takiego. Podobno ma się pojawić za parę dni u brzegów, więc pewnie dużo spraw z nią związanych zajmie mi grafik - powiedział jakby nigdy nic, nie zamierzając ani trochę wspominać o tym, co właściwie czuł na myśl o tym. Miał nawet wymyślone kłamstwo, gdyby dopytywała, bo wizja kogoś z Departamentu Tajemnic brzmiała przecież prawdopodobnie. I o wiele lepiej niż to dziwne, nieprzyjemne uczucie, że widmowy statek wynurzy się z wody . Nie był pewien skąd ono się brało, ale było równie irytujace co te momenty, kiedy Brenna robiła coś mało mądrego.
Odwrócił od niej wzrok, wpatrując sie znowu w krajobraz przed nimi. W drzewa i krzewy oblane złocistymi promieniami ostrego, porannego słońca, które pobłyskiwało dodatkowo w rosie.
- No tak, Beltane - powiedział jakby nigdy nic, jakby w ogóle go ten temat nie ruszał, przegryzając kolejną czereśnię i przez chwilę stukając zębami o pestkę, zanim ją wypluł, daleko pod drzewo.
- Czy ja wiem? Nie bardziej jak zwykle - na moment tylko na nią spojrzał, uśmiechając się lekko. - Papierkowa robota poszła w górę, pełno jest zgłoszeń odnośnie tego nieudanego rytuału, albo udanego, zależy co komu przeszkadza akurat. Do tego Knieję trzeba było zamknąć, bo grasują w niej jakies widma?? - machnął ręką, jakby brak mu było siły na to wszystko. - Dzień jak codzień, dzień pod dniu - westchnął, z niezadowoleniem uświadamiając sobie, że miał zatrważające tempo zjadania tych czereśni i jemu samemu została zaledwie garstka. - Nie zazdroszczę każdemu, który musi sie z tym aktualnie użerać. - tak samo jak nie zazdrościł każdemu, kto oprócz niego trafił do Limbo, bo teraz, kiedy tak siedział na słońcu, które powinno przyjemnie ogrzewać skórę, jak zwykle czuł przeszywające zimno. Kiedy był mały, dobra zabawa było wkładanie lodowatych dłoni pod koszulę brata lub siostry, ale teraz? Teraz nie było mu do śmiechu.