24.09.2023, 00:38 ✶
– Ściągasz – roześmiała się Brenna. – Ode mnie Stanley dostał kiedyś pączka bez nadzienia – dodała, posyłając kuzynce szelmowski uśmiech.
Otworzyła usta, by powiedzieć, że wie, że rozumie – i że przecież nie naciska. Bo nie naciskała. Próbowała dać Danielle przestrzeń. Po prostu jednocześnie miotała się, ponieważ wcale nie była pewna, czy to dawanie przestrzeni to nie zostawianie jej samej sobie. Starała się być obok i sygnalizować, że jakby coś…
Czasem tak mało rozumiała ludzi.
Nie zdążyła jednak, bo przed nimi pojawił się…
…ktoś.
Z ust Brenny wyrwał się zduszony okrzyk, kiedy dostrzegła sylwetkę bez głowy. Nie rozpoznała Greybacka – nawet jeżeli kiedyś go spotkała, to w tej chwili była zbyt zaskoczona, aby być w stanie zrozumieć, z kim ma do czynienia. Zresztą dłoń Brygadzistki natychmiast sięgnęła do kieszeni, palce zacisnęły się na różdżce, a protego rozświetliło półmrok w tej samej chwili, w której mężczyzna na nie wpadł… tyle że… nawet nie chodziło o to, że nie zdążyła – a chyba by się i tak spóźniła, bo był szybki, nazbyt szybki – ale że protego nie mogło go zatrzymać. Przemknął pomiędzy nimi, wypełniając ciało Brenny chłodem, tak jak wtedy, kiedy przeniknął przez nią duch, albo gdy trochę za długo obejmowała Mavelle na dachu.
Brenna obróciła się.
Wahała się tylko przez ułamek sekundy – i to wahanie wynikało wyłącznie z tego, że za plecami zostawiała kryjówkę brata, przy której zwykle wiernie pełniła straż. Ale to było coś, czego po prostu nie mogła zignorować. Duchy nie były czymś niezwykłym w ich świecie, tyle że to nie był duch, nie wyglądał na ducha, przynajmniej nie na pierwszy rzut oka. Brenna spojrzała na kuzynkę, ale nic nie powiedziała. Runęła do przodu, przemieniając się w pół ruchu, już nie kobieta, a wilczyca, rzuciła się w ślad za mężczyzną, dalej i dalej, aż znikł między drzewami.
Choć masa woni bombardowała czuły, wilczy nos, to nie czuła jego zapachu. I chociaż ruszyła za nim szybko, to… to kiedy wbiegł między drzewa, już nie mogła go zobaczyć. Przyhamowała, i zmieniła się, czekając, aż dogoni ją kuzynka, chociaż wpatrywała się przed siebie, tam gdzie sylwetka rozpłynęła się w ciemnościach zapadającej nocy.
Otworzyła usta, by powiedzieć, że wie, że rozumie – i że przecież nie naciska. Bo nie naciskała. Próbowała dać Danielle przestrzeń. Po prostu jednocześnie miotała się, ponieważ wcale nie była pewna, czy to dawanie przestrzeni to nie zostawianie jej samej sobie. Starała się być obok i sygnalizować, że jakby coś…
Czasem tak mało rozumiała ludzi.
Nie zdążyła jednak, bo przed nimi pojawił się…
…ktoś.
Z ust Brenny wyrwał się zduszony okrzyk, kiedy dostrzegła sylwetkę bez głowy. Nie rozpoznała Greybacka – nawet jeżeli kiedyś go spotkała, to w tej chwili była zbyt zaskoczona, aby być w stanie zrozumieć, z kim ma do czynienia. Zresztą dłoń Brygadzistki natychmiast sięgnęła do kieszeni, palce zacisnęły się na różdżce, a protego rozświetliło półmrok w tej samej chwili, w której mężczyzna na nie wpadł… tyle że… nawet nie chodziło o to, że nie zdążyła – a chyba by się i tak spóźniła, bo był szybki, nazbyt szybki – ale że protego nie mogło go zatrzymać. Przemknął pomiędzy nimi, wypełniając ciało Brenny chłodem, tak jak wtedy, kiedy przeniknął przez nią duch, albo gdy trochę za długo obejmowała Mavelle na dachu.
Brenna obróciła się.
Wahała się tylko przez ułamek sekundy – i to wahanie wynikało wyłącznie z tego, że za plecami zostawiała kryjówkę brata, przy której zwykle wiernie pełniła straż. Ale to było coś, czego po prostu nie mogła zignorować. Duchy nie były czymś niezwykłym w ich świecie, tyle że to nie był duch, nie wyglądał na ducha, przynajmniej nie na pierwszy rzut oka. Brenna spojrzała na kuzynkę, ale nic nie powiedziała. Runęła do przodu, przemieniając się w pół ruchu, już nie kobieta, a wilczyca, rzuciła się w ślad za mężczyzną, dalej i dalej, aż znikł między drzewami.
Choć masa woni bombardowała czuły, wilczy nos, to nie czuła jego zapachu. I chociaż ruszyła za nim szybko, to… to kiedy wbiegł między drzewa, już nie mogła go zobaczyć. Przyhamowała, i zmieniła się, czekając, aż dogoni ją kuzynka, chociaż wpatrywała się przed siebie, tam gdzie sylwetka rozpłynęła się w ciemnościach zapadającej nocy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.