24.09.2023, 00:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.09.2023, 00:49 przez Florence Bulstrode.)
Prawdopodobnie oznajmienie Percivalowi, że po prostu musi się z nią ożenić, było nawet w stylu matki. Ale Florence wątpiła też, by ten walczył szczególnie mocno albo ustąpił tylko z braku siły. Ostatecznie ona i Orion całkiem przypominali ojca, a jednak chyba żadne z nich nie dałoby się tak potraktować, gdyby absolutnie nie chciało. Atreus z kolei… cóż, Florence zawsze uważała, że nawet jeżeli chciał kontynuować dziedzictwo ojca, to w wielu rzeczach wdał się w matkę. I właściwie nie myliła się, choć tego nie wiedziała, wystarczyło spojrzeć na historię z Elaine…
– Nie jestem pewna. Śniłam ostatnio o jakimś statku… ale mówiąc szczerze… nie myślałam o tym wiele – powiedziała ostrożnie. Skoro Atreus tak zwracał na to uwagę, być może ona też powinna? Spojrzała na niego badawczo, próbując jeszcze raz – choć już ostatni, bo jeśli przyszłość nie chciała się objawić… czasem tak widać miało być.
– Też przychodzą do mnie osoby z tego rytuału. Dla niektórych to błogosławieństwo, dla innych przekleństwo. Wiesz, pierwsza para, dla których to złamałam, zaskoczyła mnie. Wszystko się udało, a on, chociaż wcześniej trzymał dystans od swojej partnerki… wybuchł radością. Objął ją. Zdawał się chętny nosić ją na rękach – stwierdziła i wyciągnęła ku Atreusowi dłoń z kilkoma czereśniami widząc, że zdążył uporać się już z większością własnych. – Atreus, wiem, że to cię dręczy – powiedziała wreszcie wprost. – I nie mam na myśli wypełniania raportów oraz widm z Kniei. Chcę, żebyś wiedział, że gdybyś chciał o tym porozmawiać, to zawsze jestem. A jeżeli nie ja, być może powinieneś pomyśleć o kimś innym – stwierdziła, tonem bardzo miękkim, w jej przypadku zarezerwowanym wyłącznie dla krewnych i najbliższych przyjaciół. Nie Laurent, podejrzewała, że na pewno nie przyjaciele – miała wrażenie, że przed nimi nigdy nie chciałby okazać czegoś, co uznałby za słabość – i jeśli nie ona, to może Orion? Łączyła ich szczególna więź, wszak obaj byli mężczyznami i pełnili ten sam zawód: Florence kochała obu braci z całego serca, ale wiedziała, że ich więź jest inna niż ta z nią.
– Nie jestem pewna. Śniłam ostatnio o jakimś statku… ale mówiąc szczerze… nie myślałam o tym wiele – powiedziała ostrożnie. Skoro Atreus tak zwracał na to uwagę, być może ona też powinna? Spojrzała na niego badawczo, próbując jeszcze raz – choć już ostatni, bo jeśli przyszłość nie chciała się objawić… czasem tak widać miało być.
– Też przychodzą do mnie osoby z tego rytuału. Dla niektórych to błogosławieństwo, dla innych przekleństwo. Wiesz, pierwsza para, dla których to złamałam, zaskoczyła mnie. Wszystko się udało, a on, chociaż wcześniej trzymał dystans od swojej partnerki… wybuchł radością. Objął ją. Zdawał się chętny nosić ją na rękach – stwierdziła i wyciągnęła ku Atreusowi dłoń z kilkoma czereśniami widząc, że zdążył uporać się już z większością własnych. – Atreus, wiem, że to cię dręczy – powiedziała wreszcie wprost. – I nie mam na myśli wypełniania raportów oraz widm z Kniei. Chcę, żebyś wiedział, że gdybyś chciał o tym porozmawiać, to zawsze jestem. A jeżeli nie ja, być może powinieneś pomyśleć o kimś innym – stwierdziła, tonem bardzo miękkim, w jej przypadku zarezerwowanym wyłącznie dla krewnych i najbliższych przyjaciół. Nie Laurent, podejrzewała, że na pewno nie przyjaciele – miała wrażenie, że przed nimi nigdy nie chciałby okazać czegoś, co uznałby za słabość – i jeśli nie ona, to może Orion? Łączyła ich szczególna więź, wszak obaj byli mężczyznami i pełnili ten sam zawód: Florence kochała obu braci z całego serca, ale wiedziała, że ich więź jest inna niż ta z nią.
Rzut Z 1d100 - 29
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 81
Sukces!
Sukces!