24.09.2023, 01:44 ✶
- Słyszałaś w ogóle o nim wcześniej? Co parę lat sobie wypływa i przemieszcza wzdłuż wybrzeża, a po paru dniach znika - skłamałby twierdząc, że ta sprawa sama w sobie go nie ciekawiła i że zainteresowanie napędzało tylko przeczucie. Kto w sumie nie chciałby rozwikłać sprawy statku widmo?
- Brzmi niemal sielankowo - podsumował krótko, mimowolnie chcąc jakoś wywinąć się z rozmawiania o tym. Juz wczorajszego dnia, kiedy otrzymał od siostry list, zaczął odliczać te wspomniane przez nią dwa tygodnie. Przytoczony przez Florence scenariusz nie groził jemu i Brennie, bo spodziewał sie, że obydwoje zwyczajnie odetchną ulgą, wreszcie wolni od nieustannego poczucie zagrożenia czy tego charakterystycznego przyciagania, które przecież i tak wydawało sie już nie tak intensywne jak na początku. A może zwyczajnie sie już do niego przyzwyczaił?
Wyciagnął do niej dłonie po podawane mu czereśnie, nadstawiajac je tak, żeby mu je przesypać. Tak, żeby nie musiała dotykać jego lodowatych dłoni. Nie chciał dać po sobie poznać tego, co go męczyło, w jej przypadku zwyczajnie nie chcąc dokładać jej kolejnych zmartwień.
Szkoda tylko, że postanowiła zajrzeć mu do głowy.
Wspiął się szybko po schodach, ściskając różdżkę w dłoni, a kiedy znalazł się na górze, spojrzał na dwie kobiety, które wcześniej biegły przed nim. Czuł ten nieznośny niepokój, a jego spojrzenie na moment zatrzymało sie na jednej z nich, krótko ściętej szatynce, zanim przemknęło gdzies wyżej, obejmując zawilgotniałe, pokryte mułem i pąklami. Coś przeleciało przez pomieszczenie, ale jego spojrzenie podążyło za nagłym ruchem, zamiast tego zatrzymując się na czarnej, kłębiącej się masie energii, która tkwiła ponad nimi na schodach atrium.
Śnijcie.
Atreus zaczął od wybrania czereśni o najgłębszym kolorze, pestki to wrzucając do miseczki, to znowu nimi plując.
- Nie ma o czym rozmawiać - pokręcił głową. - Nie ma o czym, bo błądzimy po omacku. Ja błądzę po omacku. Nie ważne ile dowiadujemy się na temat Beltane i zimnycj, to wciąż za mało. - na moment zamilkł, a mięśnię szczęki napięły się, kiedy powtarzał w głowie te słowa. Kiedy mimowolnie uciekał do rozmowy z Laurentem, który mówił mu, że robi za mało, jednocześnie twierdząc, że może zrobić wszystko. - Na prawdę próbuję, ale niektórym to wyraźnie nie wystarcza - warknął wręcz, marszcząc brwi i koncentrując wzrok na żywopłocie. Bo przecież nie patrzył na nią. Nie mógł.
- Brzmi niemal sielankowo - podsumował krótko, mimowolnie chcąc jakoś wywinąć się z rozmawiania o tym. Juz wczorajszego dnia, kiedy otrzymał od siostry list, zaczął odliczać te wspomniane przez nią dwa tygodnie. Przytoczony przez Florence scenariusz nie groził jemu i Brennie, bo spodziewał sie, że obydwoje zwyczajnie odetchną ulgą, wreszcie wolni od nieustannego poczucie zagrożenia czy tego charakterystycznego przyciagania, które przecież i tak wydawało sie już nie tak intensywne jak na początku. A może zwyczajnie sie już do niego przyzwyczaił?
Wyciagnął do niej dłonie po podawane mu czereśnie, nadstawiajac je tak, żeby mu je przesypać. Tak, żeby nie musiała dotykać jego lodowatych dłoni. Nie chciał dać po sobie poznać tego, co go męczyło, w jej przypadku zwyczajnie nie chcąc dokładać jej kolejnych zmartwień.
Szkoda tylko, że postanowiła zajrzeć mu do głowy.
Wspiął się szybko po schodach, ściskając różdżkę w dłoni, a kiedy znalazł się na górze, spojrzał na dwie kobiety, które wcześniej biegły przed nim. Czuł ten nieznośny niepokój, a jego spojrzenie na moment zatrzymało sie na jednej z nich, krótko ściętej szatynce, zanim przemknęło gdzies wyżej, obejmując zawilgotniałe, pokryte mułem i pąklami. Coś przeleciało przez pomieszczenie, ale jego spojrzenie podążyło za nagłym ruchem, zamiast tego zatrzymując się na czarnej, kłębiącej się masie energii, która tkwiła ponad nimi na schodach atrium.
Śnijcie.
Atreus zaczął od wybrania czereśni o najgłębszym kolorze, pestki to wrzucając do miseczki, to znowu nimi plując.
- Nie ma o czym rozmawiać - pokręcił głową. - Nie ma o czym, bo błądzimy po omacku. Ja błądzę po omacku. Nie ważne ile dowiadujemy się na temat Beltane i zimnycj, to wciąż za mało. - na moment zamilkł, a mięśnię szczęki napięły się, kiedy powtarzał w głowie te słowa. Kiedy mimowolnie uciekał do rozmowy z Laurentem, który mówił mu, że robi za mało, jednocześnie twierdząc, że może zrobić wszystko. - Na prawdę próbuję, ale niektórym to wyraźnie nie wystarcza - warknął wręcz, marszcząc brwi i koncentrując wzrok na żywopłocie. Bo przecież nie patrzył na nią. Nie mógł.