24.09.2023, 15:32 ✶
Nie wyglądał jak duch. Wydawał się prawdziwy – przynajmniej przez moment. Był jednak przy tym niematerialny i niósł ze sobą dziwne uczucie chłodu… które towarzyszyło Brenne i teraz, kiedy znikł między drzewami, a ona zdążyła dwukrotnie zmienić formę.
Zdawało się przenikać aż do kości. To było zimno, którego nawet ona nie potrafiła zignorować, chociaż wciąż sięgała po tak zimne ręce przyjaciół z Limbo.
– Nie – powiedziała Brenna cicho, wciąż w półklęku, wciąż zapatrzona w mrok lasu. Gdy Mavelle rzuciła lumos, ona też machnęła różdżką, ale nie próbowała przywołać światła. Z jej różdżki posypały się złociste iskry, zawirowały wokół niej. Czy jednak zaklęcie zostało rzucone niepoprawnie, czy nie było tu żadnych śladów, które można by znaleźć… nic nie zobaczyły. – Sądzisz, że to może mieć… coś wspólnego… z tym co się dzieje? – stwierdziła, powoli się podnosząc. – Wy wychodzicie z Limbo. Drzewo wyrasta na polanie ogni. Pojawiają się widma. Mugole widzą jakieś dziwne rzeczy. Cholera, to jakby rwała się granica między naszym światem… a czymś jeszcze? – powiedziała, dość nieporadnie, jakby nie potrafiła ubrać w słowa tych wszystkich myśli, które kłębiły się jej w głowie.
Po czym odwróciła się, chwyciła kuzynkę za zimną rękę i pociągnęła ją z powrotem, szybkim marszem, tam skąd przyszły. Nie tylko nie mogły w ciemnościach zostać tutaj, w oddaleniu od bezpiecznego miejsca.
Jeżeli działy się tak dziwne rzeczy, musiały pilnować wejścia do kryjówki Erika.
– Musimy potem wspomnieć o tym reszcie – oświadczyła cicho. Brenna wiele rzeczy kryła, ale nie lubiła niepotrzebnych tajemnic. A to była niepotrzebna tajemnica. Każdy w domu powinien wiedzieć, co zobaczyły i każdy powinien być gotowy…
…na co?
Może to tylko złudzenie.
Może to tylko duch.
Wciągnęła w płuca chłodne, nocne powietrze. Słońce już znikło za horyzontem, księżyc w pełni błyszczał na ciemnym niebie. Jedynym źródłem światła poza jego bladym blaskiem była teraz różdżką w ręku Mavelle.
– Może to dziwne, ale zdawało mi się, że kogoś szukał – szepnęła. – I może to głupia propozycja, skoro nie miał głowy, ale dałabyś radę narysować jego sylwetkę? Ubranie?
Zdawało się przenikać aż do kości. To było zimno, którego nawet ona nie potrafiła zignorować, chociaż wciąż sięgała po tak zimne ręce przyjaciół z Limbo.
– Nie – powiedziała Brenna cicho, wciąż w półklęku, wciąż zapatrzona w mrok lasu. Gdy Mavelle rzuciła lumos, ona też machnęła różdżką, ale nie próbowała przywołać światła. Z jej różdżki posypały się złociste iskry, zawirowały wokół niej. Czy jednak zaklęcie zostało rzucone niepoprawnie, czy nie było tu żadnych śladów, które można by znaleźć… nic nie zobaczyły. – Sądzisz, że to może mieć… coś wspólnego… z tym co się dzieje? – stwierdziła, powoli się podnosząc. – Wy wychodzicie z Limbo. Drzewo wyrasta na polanie ogni. Pojawiają się widma. Mugole widzą jakieś dziwne rzeczy. Cholera, to jakby rwała się granica między naszym światem… a czymś jeszcze? – powiedziała, dość nieporadnie, jakby nie potrafiła ubrać w słowa tych wszystkich myśli, które kłębiły się jej w głowie.
Po czym odwróciła się, chwyciła kuzynkę za zimną rękę i pociągnęła ją z powrotem, szybkim marszem, tam skąd przyszły. Nie tylko nie mogły w ciemnościach zostać tutaj, w oddaleniu od bezpiecznego miejsca.
Jeżeli działy się tak dziwne rzeczy, musiały pilnować wejścia do kryjówki Erika.
– Musimy potem wspomnieć o tym reszcie – oświadczyła cicho. Brenna wiele rzeczy kryła, ale nie lubiła niepotrzebnych tajemnic. A to była niepotrzebna tajemnica. Każdy w domu powinien wiedzieć, co zobaczyły i każdy powinien być gotowy…
…na co?
Może to tylko złudzenie.
Może to tylko duch.
Wciągnęła w płuca chłodne, nocne powietrze. Słońce już znikło za horyzontem, księżyc w pełni błyszczał na ciemnym niebie. Jedynym źródłem światła poza jego bladym blaskiem była teraz różdżką w ręku Mavelle.
– Może to dziwne, ale zdawało mi się, że kogoś szukał – szepnęła. – I może to głupia propozycja, skoro nie miał głowy, ale dałabyś radę narysować jego sylwetkę? Ubranie?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.