• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [12.06.1972] Just like You

[12.06.1972] Just like You
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
24.09.2023, 17:13  ✶  

Zdawał sobie sprawę z tego, że wrażliwość na świat potrafiła być siłą. Zamieniał ją w broń, kiedy mógł. Dopasowywał się do ludzi, starał się ich wycenić i wejść pod ich skórę, zanim sobie uświadomili, co robi. I tak jakimś cudem... było mało osób, które potrafiły odmówić Laurentowi Prewettowi. Okazywało się, że niestety było też całkiem sporo tych, którzy życzyli mu źle i chcieli jego krzywdy. Świat nie trwał w balansie, nigdy nie miał trwać. Czy to nieprzychylne mrugnięcie gwiazd, niedobry układ Venus względem Jowisza, czy może nagły atak Śmierciożerców mogły sprawić, że twoje pozornie spokojne życie spadało w całkowitą ruinę. On zaś przede wszystkim chciał żyć. Nie tak "byle jak". Chciał żyć na poziomie, chciał być doceniany, chciał miłości! Wiele miłości, wielu rozkochanych spojrzeń, westchnień i wyczekiwania - właśnie na niego. Żeby czuł się potrzebny. Chciany. Potrzebował tak wielu elementów łagodności i złożoności pozytywnych doświadczeń, że chyba trafnym byłoby przyrównanie go do kanarka odchowanego w złotej klatce. Owszem, mógł latać. Ale jego drobne skrzydła zbyt łatwo było złamać. Pojawiał się byle nacisk i wszystko spadało na niego przygniatając do dna. Miał szczęście, że były osoby, które mogły o niego zadbać. A czy miał szczęście, że jego ojcem był akurat Edward Prewett..? Bez niego by nie istniał, więc pewnie tak. Tylko czemu to musiało w sobie zawierać taką ponurą i przykrą historię?

- Jesteś całkowicie niemożliwy... - Słychać było zmęczenie w jego głosie, ale powiedział to z rozczuleniem i delikatnym żartem na jego wygłupy. Słowne wygłupy. Edward był niemożliwy - dla niego nie było słowa "niemożliwe". Potrafił dostrzegać okazje wszędzie i wykorzystywać słabość, by przekuć je w swoją tarczę. Podobało mu się to, co mówił. Brzmiało tak walecznie, tak odważnie, tak... dokładnie tak, jak zrobiłby Edward Prewett. Walczył. Stanął naprzeciwko wyzwaniu. A nie to... to, co on. Nie chciał zostawać w tyle i pozwalać, żeby tragedia kontrolowała jego życie. - Dziekuję. - Pociągnął nosem i zamrugał jeszcze kilka razy, przecierając ponownie już suche oczy. Ale znacie ten moment? Kiedy po zbyt długim płakaniu wasze rzęsy są sklejone, a oczy tak wymęczone, że nadal wydaje wam się, jakby było co wycierać? To był ten moment. Zastanawiał się nad słowami ojca, krążyły one po jego głowie. Wyobrażał sobie, widział oczyma wyobraźni, że coś takiego robi... i nie potrafił tej wizji nawet doprowadzić do końca. Zrobić krzywdę innemu człowiekowi, utopić go. Z tym panem morza to chyba naprawdę przesadzał... były potężniejsze istoty żyjące w wodach niż selkie. Nawet jeśli, wbrew słodkiemu wyglądowi i całkowitej bezbronności na lądzie, były bardzo predatorami oceanów i mórz.

- Dlatego przyjechałem. - Przyznał, jednocześnie zapewniając ojca, że donikąd się nie wybiera. To znaczy - wybierał, ale zamierzał tutaj nocować. Bo tak jak mówił - nie zamierzał wywrócić swojego życia do góry nogami. Było zbyt wiele rzeczy do zrobienia. - Pamiętaj, co mi obiecałeś. - Przypomniał się, jeśli chodzi o Minister Magii. - Potrzebne będzie odpowiednie poparcie, żeby przekonać Minister Magii do zezwolenia używania białej magii przez aurorów i brygadzistów. Znasz odpowiednie osoby, więc... pomóż mi. - Odetchnął, wykładając się na tym fotelu. Albo wręcz zapadając w niego. Taki zmęczony, pobladły, wykończony ostatnimi wydarzeniami wyglądał teraz naprawdę mizernie. - Chciałbym, żeby Śmierciożercy zniknęli z tego świata... - Wyszeptał swoją myśl prawie machinalnie, spoglądając na listy, które teraz przechodziły przez ojcowskie dłonie i pióro, które tańczyło między jego palcami. Biedna Pandora pewnie dostanie zawału...



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Edward Prewett (3378), Laurent Prewett (5148)




Wiadomości w tym wątku
[12.06.1972] Just like You - przez Laurent Prewett - 07.09.2023, 10:13
RE: [12.06.1972] Just like You - przez Edward Prewett - 07.09.2023, 20:48
RE: [12.06.1972] Just like You - przez Laurent Prewett - 07.09.2023, 22:45
RE: [12.06.1972] Just like You - przez Edward Prewett - 08.09.2023, 22:17
RE: [12.06.1972] Just like You - przez Laurent Prewett - 08.09.2023, 22:57
RE: [12.06.1972] Just like You - przez Edward Prewett - 09.09.2023, 21:50
RE: [12.06.1972] Just like You - przez Laurent Prewett - 09.09.2023, 22:58
RE: [12.06.1972] Just like You - przez Edward Prewett - 14.09.2023, 21:32
RE: [12.06.1972] Just like You - przez Laurent Prewett - 14.09.2023, 23:05
RE: [12.06.1972] Just like You - przez Edward Prewett - 17.09.2023, 17:01
RE: [12.06.1972] Just like You - przez Laurent Prewett - 17.09.2023, 18:03
RE: [12.06.1972] Just like You - przez Edward Prewett - 18.09.2023, 12:38
RE: [12.06.1972] Just like You - przez Laurent Prewett - 18.09.2023, 13:35
RE: [12.06.1972] Just like You - przez Edward Prewett - 24.09.2023, 16:44
RE: [12.06.1972] Just like You - przez Laurent Prewett - 24.09.2023, 17:13
RE: [12.06.1972] Just like You - przez Edward Prewett - 24.09.2023, 18:10

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa