24.09.2023, 21:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2023, 22:45 przez Brenna Longbottom.)
– Jestem pewna – powiedziała cicho Brenna, a jej twarz przez moment nic nie wyrażała. Pytanie Laurenta było ważne, ale i tak godziło głęboko w coś we wnętrzu Brenny. – Zginął wcześniej. Zanim dopadły go widma.
Mavelle spotkała go w Limbo.
I obie widziały jego śmierć. Jedna z nich we wspomnieniu, które przeżyła jako własne. Druga w kręgu widmowidzenia, spoglądając na śmierciożercę, na ogień i czające się na granicy lasu potwory. Ale to były rzeczy, o których Brenna nie chciała i nie mogła rozmawiać. Na pewno nie tutaj, nie teraz, nie pośród tylu osób. Zresztą, niewiele miało to do rzeczy w przypadku obecnego tematu rozmowy, skoro nie zginął zabity przez widma... to jego śmierć nie była przedmiotem dyskusji.
Trzeba przyznać, że relacja Laurenta trochę Brennę zaskoczyła, bo nie spodziewała się, że sprawa tak go zainteresowała. Do tej pory nawet nikt nie wiedział za wiele o widmach – Brygada dostała parę zgłoszeń od osób, które natknęły się na nie w lesie, ale to było tyle. Dopiero dziś przypadek Mildred Found oraz zaginięcie małego Charliego zasugerowały, że… jest w tym coś więcej. Nie oczekiwała też aż tak szczegółowego sprawozdania, sama udzielając go do pewnego stopnia odruchowo, bo… to po prostu był Patrick. Gdy zadawał pytania, odruchowo odpowiadała i to wyczerpująco. A zawsze mówiła dużo (to znaczy prawie zawsze, jeżeli akurat sytuacja nie była absolutnie nieodpowiednia do mówienia do wypowiadania tych wszystkich głupotek, jakie zazwyczaj wylatywały z jej ust). I nie chciała wykluczać Victorii, która tu mieszkała i była aurorką. To mocno Lestrange dotyczyło. Nawet jeżeli nie planowała się przyznać, co dokładnie zobaczyła w chacie.
Nie odpowiedziała jednak odnośnie raportów. Nie miała zamiaru obiecywać czegoś takiego. W jej oczach takie rzeczy powinny iść przez Ministerstwo – i to mimo tego, że tak jakby działała w podziemnej organizacji.
– My – mruknęła na pytanie odnośnie migracji zwierząt i natknięcia się na takie. – Ehem… ta historia o błotoryju – powiedziała, posyłając Lestrange blady uśmiech. – Chociaż zakładałyśmy, że przegnała je wichura – dodała dla porządku. Wcale nie była pewna, że umknęły przed widmami. – Poza tym, widziałeś artykuł z relacji o poszukiwaniach w Kniei? Natknęli się na jakieś uciekające, dziwne zwierzęta… dziennikarze. Możemy spróbować do nich napisać i dopytać do szczegóły. Widziałam zdjęcia uciekającego stada, były podpisane nazwiskiem autorki – rzuciła do Stewarda. Nie była pewna, czy autorka fotografii zechce cokolwiek tutaj ruszyć
Nie skomentowała zakazu wstępu do Kniei. Też wydawało się jej, że taki wkrótce się pojawi – chociaż już bolała ją głowa na samą myśl o tym, w jaki sposób mieliby go wyegzekwować.
– Po prawdzie też tak sądzę – przyznała Patrickowi, kiedy wspomniał o Voldemorcie. W głowie kłębiło się jej wiele teorii, ale na razie żadnej z nich nie wygłaszała na głos. Musiała skonsultować je ze specjalistami. Przede wszystkim spirytystami. Może Jamil albo Sebastian? W żyłach obu płynęła krew Trelawneyów, a to dawało im nieco… szerszą percepcję. [b]
Mavelle spotkała go w Limbo.
I obie widziały jego śmierć. Jedna z nich we wspomnieniu, które przeżyła jako własne. Druga w kręgu widmowidzenia, spoglądając na śmierciożercę, na ogień i czające się na granicy lasu potwory. Ale to były rzeczy, o których Brenna nie chciała i nie mogła rozmawiać. Na pewno nie tutaj, nie teraz, nie pośród tylu osób. Zresztą, niewiele miało to do rzeczy w przypadku obecnego tematu rozmowy, skoro nie zginął zabity przez widma... to jego śmierć nie była przedmiotem dyskusji.
Trzeba przyznać, że relacja Laurenta trochę Brennę zaskoczyła, bo nie spodziewała się, że sprawa tak go zainteresowała. Do tej pory nawet nikt nie wiedział za wiele o widmach – Brygada dostała parę zgłoszeń od osób, które natknęły się na nie w lesie, ale to było tyle. Dopiero dziś przypadek Mildred Found oraz zaginięcie małego Charliego zasugerowały, że… jest w tym coś więcej. Nie oczekiwała też aż tak szczegółowego sprawozdania, sama udzielając go do pewnego stopnia odruchowo, bo… to po prostu był Patrick. Gdy zadawał pytania, odruchowo odpowiadała i to wyczerpująco. A zawsze mówiła dużo (to znaczy prawie zawsze, jeżeli akurat sytuacja nie była absolutnie nieodpowiednia do mówienia do wypowiadania tych wszystkich głupotek, jakie zazwyczaj wylatywały z jej ust). I nie chciała wykluczać Victorii, która tu mieszkała i była aurorką. To mocno Lestrange dotyczyło. Nawet jeżeli nie planowała się przyznać, co dokładnie zobaczyła w chacie.
Nie odpowiedziała jednak odnośnie raportów. Nie miała zamiaru obiecywać czegoś takiego. W jej oczach takie rzeczy powinny iść przez Ministerstwo – i to mimo tego, że tak jakby działała w podziemnej organizacji.
– My – mruknęła na pytanie odnośnie migracji zwierząt i natknięcia się na takie. – Ehem… ta historia o błotoryju – powiedziała, posyłając Lestrange blady uśmiech. – Chociaż zakładałyśmy, że przegnała je wichura – dodała dla porządku. Wcale nie była pewna, że umknęły przed widmami. – Poza tym, widziałeś artykuł z relacji o poszukiwaniach w Kniei? Natknęli się na jakieś uciekające, dziwne zwierzęta… dziennikarze. Możemy spróbować do nich napisać i dopytać do szczegóły. Widziałam zdjęcia uciekającego stada, były podpisane nazwiskiem autorki – rzuciła do Stewarda. Nie była pewna, czy autorka fotografii zechce cokolwiek tutaj ruszyć
Nie skomentowała zakazu wstępu do Kniei. Też wydawało się jej, że taki wkrótce się pojawi – chociaż już bolała ją głowa na samą myśl o tym, w jaki sposób mieliby go wyegzekwować.
– Po prawdzie też tak sądzę – przyznała Patrickowi, kiedy wspomniał o Voldemorcie. W głowie kłębiło się jej wiele teorii, ale na razie żadnej z nich nie wygłaszała na głos. Musiała skonsultować je ze specjalistami. Przede wszystkim spirytystami. Może Jamil albo Sebastian? W żyłach obu płynęła krew Trelawneyów, a to dawało im nieco… szerszą percepcję. [b]
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.