Temat widm bardzo nurtował Geraldine Yaxley. Zaczęło się od tego, że sama na jedno wpadła, kiedy przeszukiwała las po tym, co wydarzyło się podczas Beltane. Spotkanie należało do jednego z tych, o którym nie dało się zapomnieć. Chłód, który wtedy ogarnął jej ciało i strach, który je przeszywał było czymś, co nie spotkało jej jeszcze nigdy dotąd. Udało im się zwiać przed tymi stworami, jednak nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Między innymi chłopiec, którego szukała w lesie. Udało mu się przeżyć, jednak jakim kosztem? Znaleźli go starszego o wiele lat. Tyle, że dusza, dusza się nie zmieniła, tylko ciało. Zastanawiała się dlaczego. W tym wszystkim było bardzo wiele niewiadomych, co jedynie zachęcało ją do tego, żeby wziąć udział w ekspedycji, którą organizował Laurent.
Wiedziała, że jest to niebezpieczne, bo spotkała ofiarę tych stworów, nie powodowało to jednak, że uważała, że wyjście do lasu to zły pomysł. Szczególnie, że każdy z nich był profesjonalistą. Czuła, że to idealny moment, aby się zaangażować. W końcu mogła zaistnieć, może zostanie zapamiętana jako ktoś więcej niż morderca niewinnych stworzeń, bo często słyszała, że właśnie tym jest.
Yaxley teleportowała się na miejsce o umówionej godzinie. Wsadziła sobie papierosa w usta i go odpaliła, kiedy Laurent zaczął swoją mowę powitalną. Ona nie należała do dobrych mówców, zdecydowanie wolała słuchać i po prostu działać, ale dobrze było, że ktoś zamierzał to zrobić, mimo, że ten pompatyczny ton uważała nawet za trochę zbędny.
Przywitała również Sebastiana całkiem silnym uściskiem ręki wcześniej gasząc peta. Yaxley wyglądała na osobę gotową na wycieczkę w sam środek lasu. Była ubrana w lekką kurtkę, skórzaną, buty, które miała na stopach wydawały się ważyć sporo za dużo, jak na taką wycieczkę, jednak potrzebowała mieć pewność, że żaden stwór nie upierdoli jej w nogę. Do tego spodnie - sztruksowe. Na ramię miała narzucony plecak, w którym znajdowały się kanapki, woda i broń, cały zestaw noży, z którego korzystała. Przy pasie mężczyźni mogli dostrzec srebrny sztylet. Nie sądziła, że taka broń może jej pomóc z tym, z czym przyjdzie im walczyć, jednak czuła się bezpieczniej, kiedy miała ją obok. Włosy zaplotła w długi warkocz, żeby jej nie przeszkadzały.
- Ja widziałam. - Powiedziała krótko, zastanawiała się, czy to trochę nie za dużo powiedziane, ale chyba nie. - Pojawiły się w lesie po Beltane, kiedy przeszukiwałam Knieję. Wtedy nie miałam pojęcia, co to jest. Momentalnie ogarnęło mnie i mojego towarzysza uczucie zimna, chłód, który można było poczuć w każdej części ciała. - Próbowała im opowiedzieć o tym, co przeżyła, wcale nie było to takie proste. - Uciekliśmy, bo robiło się niebezpiecznie. - Chwilę wcześniej próbował ich zeżreć wielki pająk, więc pozostawało im tylko spierdalać, gdzie pieprz rośnie, aby nie zostać posiłkiem dla tych stworzeń.
- Znalazłam też w lesie chłopca. Ofiarę tych stworzeń. Powinniście o tym wiedzieć. On się postarzał, o jakieś pięćdziesiąt lat, jego ciało. Dusza została nietknięta, nadal był dzieckiem. - Jeśli by ich spotkało coś podobnego to pewnie byliby już dziadkami, albo zamienili się w proch.
Przeniosła spojrzenie na Atreusa zadał bardzo konkretne pytanie, na które niestety nie umiała odpowiedzieć. - Wydaje mi się, że najlepiej by było, gdybyśmy jednego odizolowali od reszty i wtedy metodą prób i błędów po prostu sprawdzili, co działa. - Nie mieli pewności, co może okazać się trafnym rozwiązaniem.