Nie miał pojęcia. Jasne.
To pewnie jeszcze była jego wina; naprawdę tylko tego sformułowania brakowało w tej chorej rozmowie, zbyt prywatnej jak na tak publiczne miejsce, w którym się znajdowali. Dlaczego baby zawsze musiały wszystko tak cholernie komplikować? Dlaczego kluczyły i meandrowały, wszystko komplikując zamiast powiedzieć wprost? Logan zmrużył wściekle oczy, a tkwił wciąż uparcie ze spojrzeniem wciąż wbitym w ładną twarz Loretty, choć ona nie patrzyła na niego. Usłyszał głośniejszy szum własnej krwi odbijający się echem w uszach, poczuł wyraźniejszy puls.
— To mnie kurwa oświeć — rzucił, głosem dziwnie zbliżonym do warczenia dzikiego psa i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że irytacja zaczyna przeradzać się w czystą złość spowodowaną tą bezcelową dyskusją. Że jeszcze trochę i może stać się coś nieprzewidzianego, czego wolałby uniknąć, kiedy stali na środku Alei Horyzontalnej. Przełknął ślinę, wziął wdech i przez chwilę przetrzymywał powietrze w płucach. Jego tętno wreszcie nieco się uspokoiło i dopiero wtedy Logan dodał spokojniejszym, zimnym jak lód tonem głosu: — Chętnie posłucham o czym jeszcze nie mam pojęcia.
Że się spieszył do fryzjera na umówioną wcześniej cudem godzinę, że musi odebrać szatę potrzebną na polowanie i wszystko to robił na ostatnią chwilę, bo lada chwila mieli zamykać sklepy — o tym zdążył dawno zapomnieć. Nagle znalazł się czas na tą chorą rozmowę, jeśli tylko Lestrange była w stanie cokolwiek wyjaśnić.
Skrzywił się brzydko, kiedy go przeprosiła tonem tak dobitnym, a jednocześnie dziwnie słabym. Dwa razy pod rząd. Dlaczego zachowywała się jak pies skomlący o przebaczenie? Zwłaszcza, że zaraz po tym kajaniu się Loretta przeszła do oskarżeń. Logan zamrugał szybciej. C o ? Nic z tego nie rozumiał.
— Ale ja nie staram się wciskać ci na chodniku kitu o tym, jak to zawsze starałem się ciebie chronić — wypalił, nie zdążywszy się nawet zastanowić czy jest sens dać się wciągnąć w tą niezrozumiałą grę.
W rozgrzebywanie starych spraw, które on przecież uważał za zamknięte i pogrzebane od lat. Ona też powinna, skoro ewidentnie były dla niej bolesne i powodowały łzy, bo po co miałaby to teraz rozgrzebywać zamiast odwrócić się na pięcie i odejść bez słowa, skoro ją tak o k r u t n i e zranił? Czy to możliwe, żeby mimo wypowiadanych słów Loretta wciąż… Wciąż o nim myślała? Ta niespodziewana myśl go uderzyła. Kiedy na chwilę przymknął powieki, przed oczami zobaczył krwistą czerwień. Otworzył je ułamek sekundy później.
— Więc tak, kawał skurwysyna ze mnie, Lestrange. Faktycznie wiedziałem i wykorzystywałem tą wiedzę — odezwał się. Dobierał słowa nieostrożnie, bez zwykłego dla siebie namysłu i dopiero po nich zrobił krótką pauzę. A kiedy chciałem mieć ciebie naprawdę, ciebie już przy mnie nie było. Jak ironiczny mógł być los? — To nie jest odpowiednie miejsce i czas na taką rozmowę.
Nie zaproponował przeniesienia się w inne. Jego tętno uparcie nie chciało dać się uspokoić, a on nie mógł ryzykować wybuchu. Potrzebował samotności. Przestrzeni.
just wanna bury them