24.09.2023, 23:33 ✶
Atreus był jednym z aurorów, którzy zostali przysłani do Doliny w nocy, kiedy tylko jej zaalarmowani mieszkańcy powiadomili Ministerstwo. Mimo jednak spędzonych w domku godzin, podczas których próbowali znaleźć jakieś sensowne tropy, jedyne co gromadzili to frustracja. Jedno można było przyznać śmierciożercom, posprzątali po sobie cholernie dobrze, pracownikom Ministerstwa pozostawiając niewiele z czym mogli pracować. Cała ta sprawa natomiast śmierdziała na kilometr i nie pozwalała myśleć o czymkolwiek innym jak prostym fakcie, że albo jakiś urzędnik sypnął, albo zwyczajnie był poplecznikiem Czarnego Pana i zrobił to z własnej woli.
Atreus stał w korytarzu domku, którym jeszcze do niedawna ukrywano Barlow i palił papierosa, prowadząc leniwą rozmowę z drugim aurorem. Oboje byli zmęczeni i fizyczne i psychicznie, bo tkwili tutaj od drugiej nad ranem, próbując cykonywać jakieś umysłowe fikołki, które podpowiedziałyby im cokolwiek, ale zamiast tego przychodziło tylko więcej rozczarowania. Czekali więc, aż z polecenia Ministerstwa pojawi sie obiecany im widmowidz, który będzie w stanie wyciągnąć cokolwiek z miejsca zbrodni, którym była praktycznie cała ta cholerna kryjówka. Ciało Jasona już dawno zostało odesłane do antropologów, a jego wspomnienie dziwnie leżało Atreusowi na duszy. Znał człowieka, ale to nie jakaś bliska więź z nim powodowała to dziwne uczucie pustki, a zwykła ludzka świadomość, że on też mógł tak skończyć, gdyby przydzielono go do tej ochrony. Czasem zwyczajnie zapominał, że oprócz tego że w tej robocie można było zostać rannym, to do ryzyka wliczał się także przymiotnik 'śmiertelny'.
Ich koleżanka po fachu znajdowała się na tyłach domu, tam właśnie próbując coś zdziałać, kiedy dało się usłyszeć głoś z zewnątrz, oznajmiający przybycie wsparcia. Bulstrode uśmiechnął się pod nosem z niedowierzaniem, zapewniając kolegę, że on się tym zajmie i wyszedł przez budynek.
- A kogo to moje oczy widzą - rzucił, uśmiechając się do Brenny szelmowsko. - Chociaż jeśli mam być szczery, to akurat twój widok mnie absolutnie nie dziwi - po części tak było. Miał wrażenie, że Longbottom była wszędzie tam, gdzie działo się coś podejrzanego lub niebezpiecznego. Ta sytuacja natomiast, idealnie wpisywała się w tę pierwszą kategorię. - Zapraszam, może uda ci się coś zobaczyć, bo jak mam być szczery, to gnoje postarały się o to, żeby nie było za łatwo - rzucił z pewnym niesmakiem, zaraz też spoglądając za nią. - Wood. - kiwnął głową, witając się z rudą brygadzistką bez większego przekonania. Od czasu Balu Charytatywnego była u niego na cenzurowanym, nawet jeśli praktycznie nie rozmawiali ze sobą. Mimo lekkiego, charakterystycznego uśmiechu na jego twarzy, był wyraźnie zmęczony. Nie spał tej nocy w ogóle, dobijając do doby na nogach, nawet jeśli nikomu to specjalnie nie służyło. Przytrzymał drzwi wejściowe, wpuszczając obydwie kobiety do środka, a zanim je zamknął, rzucił papierosa na ziemię, przydeptując go w kurzu przez progiem. Potem pierwsze gdzie je skierował, to pomieszczenie gdzie znaleziono Jasona.
Atreus stał w korytarzu domku, którym jeszcze do niedawna ukrywano Barlow i palił papierosa, prowadząc leniwą rozmowę z drugim aurorem. Oboje byli zmęczeni i fizyczne i psychicznie, bo tkwili tutaj od drugiej nad ranem, próbując cykonywać jakieś umysłowe fikołki, które podpowiedziałyby im cokolwiek, ale zamiast tego przychodziło tylko więcej rozczarowania. Czekali więc, aż z polecenia Ministerstwa pojawi sie obiecany im widmowidz, który będzie w stanie wyciągnąć cokolwiek z miejsca zbrodni, którym była praktycznie cała ta cholerna kryjówka. Ciało Jasona już dawno zostało odesłane do antropologów, a jego wspomnienie dziwnie leżało Atreusowi na duszy. Znał człowieka, ale to nie jakaś bliska więź z nim powodowała to dziwne uczucie pustki, a zwykła ludzka świadomość, że on też mógł tak skończyć, gdyby przydzielono go do tej ochrony. Czasem zwyczajnie zapominał, że oprócz tego że w tej robocie można było zostać rannym, to do ryzyka wliczał się także przymiotnik 'śmiertelny'.
Ich koleżanka po fachu znajdowała się na tyłach domu, tam właśnie próbując coś zdziałać, kiedy dało się usłyszeć głoś z zewnątrz, oznajmiający przybycie wsparcia. Bulstrode uśmiechnął się pod nosem z niedowierzaniem, zapewniając kolegę, że on się tym zajmie i wyszedł przez budynek.
- A kogo to moje oczy widzą - rzucił, uśmiechając się do Brenny szelmowsko. - Chociaż jeśli mam być szczery, to akurat twój widok mnie absolutnie nie dziwi - po części tak było. Miał wrażenie, że Longbottom była wszędzie tam, gdzie działo się coś podejrzanego lub niebezpiecznego. Ta sytuacja natomiast, idealnie wpisywała się w tę pierwszą kategorię. - Zapraszam, może uda ci się coś zobaczyć, bo jak mam być szczery, to gnoje postarały się o to, żeby nie było za łatwo - rzucił z pewnym niesmakiem, zaraz też spoglądając za nią. - Wood. - kiwnął głową, witając się z rudą brygadzistką bez większego przekonania. Od czasu Balu Charytatywnego była u niego na cenzurowanym, nawet jeśli praktycznie nie rozmawiali ze sobą. Mimo lekkiego, charakterystycznego uśmiechu na jego twarzy, był wyraźnie zmęczony. Nie spał tej nocy w ogóle, dobijając do doby na nogach, nawet jeśli nikomu to specjalnie nie służyło. Przytrzymał drzwi wejściowe, wpuszczając obydwie kobiety do środka, a zanim je zamknął, rzucił papierosa na ziemię, przydeptując go w kurzu przez progiem. Potem pierwsze gdzie je skierował, to pomieszczenie gdzie znaleziono Jasona.