Starożytne runy. Czyli jednak były gdzieś używane. Dla Martina stanowiły one początek nauki języków obcych. Chociaż główniej wybierał te bardziej praktyczne, jak niemiecki, czy francuski.
— Nie, nic nie szkodzi — odpowiedział. Absolutnie nie przeszkadzała mu gadatliwość Sarah. Wręcz uspokajało go to skakanie z tematu na temat. Nie musiał się wyjątkowo skupiać na jej słowach. Nie musiał wysilać się na odpowiedzi. Dziewczyna była jak rwąca rzeka, a on płynął sobie po powierzchni jak jesienny listek. Bez żadnych zobowiązań zajmującej konwersacji. Bez żadnych oczekiwań. Cóż, może nie do końca. W końcu Sarah miała pewne wyobrażenia co do niego, a nawet poprosiła go konkretną wypowiedź.
Zastanowił się chwilę, ale tylko krótką chwilą. Z jakiegoś powodu słowa same napłynęły mu na usta.
— Alter alterum docet. Można pomyśleć, że to ja jestem usługodawcą, ale z biegiem tej konwersacji powoli przemieniam się w usługobiorcę. To, co powiedziałem, oznacza "jeden uczy drugiego". Każdy z nas jest zarówno nauczycielem, jak i uczniem. Nie zgodzić się z tym może tylko ten, kto nie potrafi dostrzec nauki otrzymanej od innych. Ale... z pewnością nie o rzucenie sentencji tu chodziło, a płynną konwersację... Veniam deprecari. Nimis pudet me coniecto.
Czy on właśnie powiedział więcej niż jedno zdanie pod rząd? Czy jego usta wykrzywione były w lekkim uśmiechu? Czyżby właśnie był dumny z siebie, że z pomocą Sarah odkrył w sobie nowe możliwości?
@Sarah Macmillan