Quidditch stanowił naprawdę odpowiedni temat do prowadzenia męskich rozmów, począwszy od ostatnich dokonań poszczególnych drużyn, przez wyczyny zawodników, obstawianie wyników meczów i próbach ich ustawiania, modele mioteł a skończywszy na omawianiu życia prywatnego sportowców, wymianie plotek i obyczajowych skandalach, które rozegrały się w obrębie loży honorowej. Jak widać w tym szlachetnym sporcie każdy znajdzie coś dla siebie. Oczywiście, o większości tych rzeczy Philip był w stanie rozprawiać dłużej, niż przez trzydzieści minut. Dopasowywał się do sytuacji, nawet jeśli czasem nie miał ochoty na dłuższe rozmowy o większości z tych rzeczy.
Zawsze wiedział jak skomentować dokonania rywali Zjednoczonych z ostatniego meczu, jak odpowiednio docenić wyczyny poszczególnych zawodników, jak odnieść się do zadawanych mu pytań odnośnie zakładów (obstawiajcie zawsze Zjednoczonych z Puddlemere, nie zawiedziecie się) i ustawianych meczów. Quidditch to wiekowy, szlachetny sport. Unikał za to omawiania życia prywatnego swoich kolegów po fachu i wypowiadania się o skandalach.
Sam bardzo często był na ustach wszystkich poprzez swoje liczne romanse z kobietami, z którymi nigdy przesadnie się nie krył. Bardziej się pilnował w kwestii swojego zainteresowania innymi mężczyznami przez to, że żyli w bardzo nieprzyjaznych czasach. Ujawnienie światu tego rodzaju ekscesów, których się dopuszczał co jakiś czas, nie wpłynęłoby dobrze na wypracowywaną przez lata reputację gwiazdy sportu, legendarnego szukającego Zjednoczonych z Puddlemere i na jego dalsze perspektywy zawodowe.
Doskonale wiedział, że jego spektakularna kariera sportowa nie będzie trwała przez całe życie i może ją zakończyć kontuzja, ale również nieubłagany upływ czasu. Po zakończeniu sportowej kariery, które zawsze będzie na niego czekać, zamierzał zająć się trenowaniem zawodników grających w barwach jakiejkolwiek drużyny. Ze swoją reputacją, pozycją i zgromadzonym bogactwem mógłby z powodzeniem cieszyć się swoją wcześniejszą, sportową emeryturą, jednak potrzebował celu w życiu. To wciąż była jego pasja i praca. A także uwielbiał sławę, bycie szeroko rozpoznawalnym, blask reflektorów i to nawet pomimo tego, że sława to nie tylko blaski, ale również i cienie.
— Proszę, przejdźmy na "ty". Wystarczy Philip. Mogę mówić Ci po imieniu? Bellamy czy Bell? — Od tego należało zacząć, że Philip nieszczególnie przepadał za stosowaniem oficjalnych zwrotów i unikał ich, jak tylko mógł. W stosunku do gospodarza tego bankietu odnosił się oficjalnie, bo tego od niego oczekiwano. To był przejaw dobrego wychowania z jego strony. — Wyjątkowo mi się udało. — Dodał ze szczerym uśmiechem, podkreślającym dołeczki w jego policzkach.
— Bardzo. Następnego dnia zamierzam się wybrać na dłuższy spacer. Pozostałe widoki są bardzo obiecujące. — Potrafił docenić piękno krajobrazu, nadal podtrzymując to, że takich widoków nie oferował nawet najdroższy hotel. Nie był jednak sobą, gdyby choćby nie napomknął o zupełnie nowych perspektywach na spędzenie tego wieczoru.
— Jesteś synem gospodarza, a mam wrażenie, że nie widziałem Cię wcześniej. Jestem tutaj od wczoraj. Nie uczestniczyłeś w naszej rozmowie odnośnie mioteł, więc raczej Quidditch nie jest twoim hobby. Masz jakieś? Moim jest chociażby fotografia. — Popijając małymi łyczkami szampana starał się podtrzymywać rozmowę, skoro nadarzyła się ku niej okazja i może ten bankiet okaże się nieco ciekawszy.