Philip nigdy nie żałował swoim przyjaciołom dostępu do wszelkiego alkoholu i nie zrobiłby tego tym razem. Nigdy nie było tak, że musiał oszczędzać na czymkolwiek i alkohol również należał do tego rodzaju dóbr, których nie szczędził swoim przyjaciołom, zwłaszcza podczas takich rozmów, jak ta którą właśnie odbywali.
— Znasz moje stanowisko w tej sprawie. Dobrze znam te pytania. Słyszę je przy okazji wszystkich świąt spędzanych w domu rodzinnym. Philipie, a kiedy przyprowadzisz do domu dziewczynę albo już nawet narzeczoną? I tak dalej, i tak dalej. Ale nie tędy droga. Jakbym chciał zadowolić matkę i ojca albo świat to ożeniłbym się z jakąkolwiek kobietą. Dla przykładu z Lorettą. Strasznie to zagmatwane. Poza byciem wielką ciotą to jednak kierują nim szlachetne pobudki. — Nadal obstawał przy swoim, uważając że z tego nic dobrego nie wyniknie. Podczas wszystkich rodzinnych świąt i ogólnych wizyt w swoim domu rodzinnym jego bliscy przesłuchiwali go ze skutecznością z jaką Aurorzy przesłuchują schwytanych przestępców. Zdecydowanie to wszystko było za bardzo skomplikowane, nawet dla osoby, która nigdy nie była w prawdziwym, poważnym związku.
— To nie powinno być trudne. Jakby nie znalazł się jeden kapłan chcący udzielić podwójnego ślubu to można spróbować z dwoma różnymi. Z pewnością oni udzielają tyle ślubów, że nie pamiętają tych wszystkich twarzy. Oczywiście, że mówiliśmy o Giovannim. Ale o Tobie też możemy, czyż nie? Znam Was obu. — Posiadanie wiedzy o przypadłości swojego przyjaciela nie było dla niego niczym łatwym. Starał to sobie tłumaczyć po swojemu i podchodzić do Giovanniego i Jonathana względnie w odmienny sposób. Nie podobał mu się ten sarkazm. Natomiast słyszalna w głosie tego mężczyzny gorycz zdawała się go martwić.
— Nie uważam tak. Oczywiście, że o nim myślę i również chcę dla niego dobrze, nawet jak tego za bardzo tego nie popieram. — Trudno było o tym wszystkim zapomnieć, przejść nad tym do porządku dziennego. Chcąc dobrze dla swojego przyjaciela chciał przestrzec go przed zawieraniem małżeństwa z takich, a nie innych pobudek. Oczywiście, decyzja nie należała do niego i co będzie to będzie. Oby tylko Giovanni tego nie żałował. Choć to mogło uczynić go szczęśliwym, co byłoby akurat wspaniałe.
— Odprowadzę Cię. Nie dam się. Na jedną noc nie potrzebuję porządnej. Do zobaczenia. — Zawołał podnosząc się z pewnym ociąganiem, wywołanym przez to, że leżał na nim psidwak. Musiał się spod niego dostać i ułożyć na kanapie. Dopiero po tym podążył za nim do drzwi wyjściowych.