Figg pomimo swojej nieśmiałości potrafiła postawić granice. Nie miała z tym większego problemu, chociaż było to dla niej nieco niekomfortowe. Mężczyźni w pewien sposób ją trochę przerażali. Otaczało ją całkiem spore grono przyjaciół właśnie tej płci, jednak nadal czuła pewien dystans. Do większości poza Erikiem, ktory był jej niczym brat, z którym znała się już tyle lat, że traktowała go zupełnie inaczej. Był to zdecydowanie inny poziom znajomości. Cała reszta nie wzbudzała w niej aż takiego wielkiego zaufania. Mogła z nimi porozmawiać, podroczyć się trochę, ale nigdy nie ściągała maski, odgradzała się wysokim murem i dopuszczała ich wyłącznie tam, gdzie tego chciała. Taki odruch obronny, żeby przypadkiem nie pozwolić się komuś do siebie za bardzo zbliżyć.
- Czasem po prostu czyjaś obecność wystarcza. - Sama świadomość, że jest obok. Tak po prostu, bez zbędnych słów, które nie były w stanie wyrazić zbyt wiele. Dobrze było sobie pomilczeć czasami.
- Tak, dokładnie o to mi chodzi. - Nie zawsze przecież trzeba było wypluwać z siebie wszystkie swoje myśli, to też było męczące, ale najzwyczajniej być obok.
- Pięknie powiedziane mój drogi. - Uśmiechnęła się jeszcze do niego, bo tak ładnie mówił. Widać było, że jest w stanie słowem bardzo wiele zdziałać. Nie wszyscy byli takimi doskonałymi mówcami, Prewett każde słowo wypowiadał w idealnym momencie. Widać było, że potrafi nim manipulować. Trochę mu zazdrościła, widać było, że przychodzi mu to z ogromną lekkością.
Panna Figg miała już jednak dość ulotności. Coraz bardziej doceniała stałe elementy swojego życia, powodowały one jej komfort. Sama świadomość, że coś będzie zawsze obok niej. Nie potrzebowała chwilowych wzruszeń, była na innym etapie życia, doceniała to, czego nie można było stracić.
No i wreszcie jej ciekawość została zaspokojona. Laurent przeszedł do tego, o czym wspominał w liście. Obserwowała go uważnie, kiedy zaczął mówić. Chodziło o Dolinę. Nie sądziła, że przyjdzie z tym do niej, wszak marna z niej była specjalistka od magicznych stworzeń, dużo bardziej wolała rośliny, jednak coś tam do niej trafiło, jakieś informacje.
Biała magia, czarna magia, czy podział faktycznie powinien w ogóle istnieć? Wszak jedna mogła być drugą, w zależności kto i w jakim celu z niej korzystał. Nigdy nie była specjalnie radykalna jeśli o to chodzi. - Tak, słyszałam o tym zakazie. - Brenna ją ostrzegała, żeby porozmawiała z Mabel, aby nie oddalała się od domu dziadków, bo mogłaby znaleźć się w lesie, a las był aktualnie bardzo niebezpieczny. - Nie wiem, czy powinnam się wypowiadać, przecież jestem tylko cukierniczką, nie żadnym pracownikiem z ministerstwa. - To oni przecież ustalali odgórnie panujące zasady. - Jednak mój świat jest kolorowy, nie czarno-biały, jeśli wiesz o czym mówię. - Podziały nie do końca uważała za słuszne, mogła się z nim tym podzielić.