25.09.2023, 13:11 ✶
Honorowe pojedynki jawiły jej się jako pozostałości po czasach, gdy królował patriarchat (cóż, w środowisku, z którego pochodziła niewiele się zmieniło w ciągu ostatnich dekad), a kobiety spychano do roli inwentarza. Nie była też zwolenniczką przemocy - na pewno nie fizycznej, ale to dlatego, że sama była raczej krucha i nie miała szans w bezpośrednich starciach - lecz kiedy dowiedziała się, że powodem pojedynku jest Loretta, musiała zrewidować swoje poglądy. W końcu sama najchętniej biłaby po tym głupim ryju każdego z jej eks i patrzyła, czy równo puchnie; zwyczajnie nie wypadało jej o tym mówić głośno.
Rankiem zatrzymała ją pilna sprawa służbowa (syn jednego z jej klientów użył magii poza szkołą), dlatego też na miejscu zjawiła się nieco spóźniona, nieco rozczochrana (efekt paskudnego nawyku przeczesywania włosów palcami, gdy jest zirytowana, a tego dnia irytowała się dość intensywnie), za to rozpromieniona - niewątpliwie za sprawą kobiety, która czekała na nią przed wejściem.
— Przepraszam za spóźnienie, Jane — przywitała ją z uśmiechem, po czym wyciągnęła zza pleców maleńki bukiecik lawendy, który wręczyła pannie Potter — Przyjmij proszę ten drobny podarek jako dowód mej skruchy.
Chciała jej powiedzieć coś więcej; że wygląda oszałamiająco pięknie, że stale myślała o niej od ich ostatniego spotkania, czy wreszcie, jak bardzo cieszy się z tego, że zgodziła się jej towarzyszyć. Słowa jednak ugrzęzły jej w gardle i nie były w stanie wyrwać się spomiędzy warg - została tylko lawenda i jej ukryte znaczenie.
— Gotowa? — zapytała Severine, podsuwając Jane swoje ramię. Miała na sobie szary męski garnitur, poprawiany przez krawcową, by pasował do jej sylwetki, choć wcale tych poprawek nie było tak wiele. Znalazłszy się w strefie czarodziejów, którzy nie wiedzieli, co zrobić ze swoimi pieniędzmi w jej oczy natychmiast rzucił się bar. Zanim jednak skierowała swe kroki ku studni rozkosznego zamroczenia, rozejrzała się w poszukiwaniu Louvaina, a gdy natrafiła na doskonale znaną jej sylwetkę, posłała mu serdeczny uśmiech. Nie chciała do niego podchodzić - nie, gdy był zajęty rozmową z kimś innym.
— Napijesz się czegoś, Jane? — zwróciła się do swojej towarzyszki.
@Jane Potter @Louvain Lestrange
Rankiem zatrzymała ją pilna sprawa służbowa (syn jednego z jej klientów użył magii poza szkołą), dlatego też na miejscu zjawiła się nieco spóźniona, nieco rozczochrana (efekt paskudnego nawyku przeczesywania włosów palcami, gdy jest zirytowana, a tego dnia irytowała się dość intensywnie), za to rozpromieniona - niewątpliwie za sprawą kobiety, która czekała na nią przed wejściem.
— Przepraszam za spóźnienie, Jane — przywitała ją z uśmiechem, po czym wyciągnęła zza pleców maleńki bukiecik lawendy, który wręczyła pannie Potter — Przyjmij proszę ten drobny podarek jako dowód mej skruchy.
Chciała jej powiedzieć coś więcej; że wygląda oszałamiająco pięknie, że stale myślała o niej od ich ostatniego spotkania, czy wreszcie, jak bardzo cieszy się z tego, że zgodziła się jej towarzyszyć. Słowa jednak ugrzęzły jej w gardle i nie były w stanie wyrwać się spomiędzy warg - została tylko lawenda i jej ukryte znaczenie.
— Gotowa? — zapytała Severine, podsuwając Jane swoje ramię. Miała na sobie szary męski garnitur, poprawiany przez krawcową, by pasował do jej sylwetki, choć wcale tych poprawek nie było tak wiele. Znalazłszy się w strefie czarodziejów, którzy nie wiedzieli, co zrobić ze swoimi pieniędzmi w jej oczy natychmiast rzucił się bar. Zanim jednak skierowała swe kroki ku studni rozkosznego zamroczenia, rozejrzała się w poszukiwaniu Louvaina, a gdy natrafiła na doskonale znaną jej sylwetkę, posłała mu serdeczny uśmiech. Nie chciała do niego podchodzić - nie, gdy był zajęty rozmową z kimś innym.
— Napijesz się czegoś, Jane? — zwróciła się do swojej towarzyszki.
@Jane Potter @Louvain Lestrange