Norka przez lata doszła do wprawy. Potrafiła sobie zorganizować każdą minutę w ciągu dnia, tak, żeby była jak najbardziej produktywna. Miała dużo na głowie i każda, nawet krótka chwila była dla niej ważna. Musiała jakoś pogodzić wszystkie obowiązki, które na siebie wzięła. Nie było to lekkie, jednak z czasem wypracowała swoje metody. Może i przez to spała coraz mniej, jednak była w stanie zadowolić wszystkich wokół. To było bardzo istotne. Przynajmniej dla panny Figg. Schudła przez to jeszcze bardziej, jedynie pucułowate policzki jej pozostały. Tych nigdy nie była w stanie się pozbyć.
- Niby nie miała, ale wiesz jak jest. Widziałam, że nie jest specjalnie dokładna. Podrywa połowę klientów, zamiast zająć się parzeniem kawy. - Zdawała sobie sprawę, że kawiarnia była całkiem niezłym miejscem na szukanie bogatego męża, ale w czasie pracy Wendy powinna się skupić na czym innym.
- Ciekawe, kiedy to się skończy. - Odparła jeszcze. Była mocno przerażona tym, jak zrobiło się niebezpiecznie w miejscu, w którym spędziła praktycznie całe dzieciństwo. To tam czuła się najbardziej bezpiecznie, a teraz, teraz czaiły się tam potwory.
- To już? - Dla niej Erik nadal był tym młodzieńcem, którego poznała bardzo dawno temu. Przeżyli razem sporo, zawsze mogli na siebie liczyć, a teraz on dobijał trzydziestki. Jak ten czas szybko płynął. Zresztą Mabel skończyła już osiem lat, a wydawało jej się, że urodziła się ledwie kilka miesięcy temu. - Żadnej siwizny i zmarszczek nie dostrzegam, wyglądasz kwitnąco mój drogi. Nie przejmuj się, to tylko liczba, na którą nikt nie zwraca uwagi. - Będzie musiała zastanowić się nad jakimś prezentem, w końcu trzydziestka to poważny moment w życiu. Longbottom był świetny w podarunki, musiała mu dorównać i zorganizować coś ciekawego. Na szczęście do października mieli jeszcze sporo czasu.
- Wygląda przepięknie. Widać, że się postarałeś. - Zaczęło do niej docierać to, że ta łódka nie była wynajęta, przecież gdyby była, to nie przejmowałby się jej renowacją. Chwilę to potrwało zanim dotarło do niej, że faktycznie musiał sobie ją kupić na własność. On to potrafił siebie uszczęśliwić. Widziała, że patrzy na ten stateczek z ogromną czułością. Cieszyło ją, że znalazł sobie jakieś zajęcie i trochę radości po tym wszystkim, co aktualnie działo się w czarodziejskim świecie.
Kiedy ruszyli w rejs przyjemny wiatr zaczął muskać twarz Nory. Na chwilę przestała myśleć o tym całym źle, które ostatnio im towarzyszyło. Jakby wyrwali się z tej okropnej rzeczywistości. Coraz bardziej rozumiała dlaczego Erik sprawił sobie taki prezent. - Mam nadzieję, że masz doświadczenie w prowadzeniu takich pojazdów. - Wolałaby się nie utopić przypadkiem, dlatego zapytała. Nie, żeby sądziła, że Erik chciałby ją zabić, ale jakoś tak wolała się upewnić.
- Jest piękna i idealnie do ciebie pasuje. - Nie uważała, że był to głupi pomysł. Każdy potrzebował mieć jakąś odskocznię. Cieszyła się, że to właśnie jej, jako pierwszej pokazał łódkę. Widać było, że nadal darzy ją ogromnym zaufaniem, a było to ważne dla panny Figg, traktowała go jako swoje oparcie w najgorszych, kryzysowych sytuacjach i dobrze było wiedzieć, że podchodzi do niej podobnie. Nic się nie zmieniło przez te lata. Ich przyjaźń kwitła.
- Uważam, że to wyśmienity pomysł. Naprawdę nie mogłeś sobie kupić niczego wspanialszego. Te widoki są niesamowite. Zresztą nie sądzę, że jakbyś został landlordem, to byłbyś upierdliwy. To do ciebie nie pasuje. - Mimo wszystko bardziej podobała się jej wizja Erika, jako kapitana tej łajby.