25.09.2023, 15:22 ✶
- Mamy parę ubrań. Część znajduje się na górze, w pokojach gdzie spali, ale parę elementów garderoby znaleźliśmy też na parterze, pewnie z nich uda ci się wyciągnąć coś bardziej sensownego niż codzienne udawanie, ze nie istnieją - poczłapał za nią, oglądając się za Heather, która postanowiła się rozejrzeć na własną rękę. - Tylko niczego nie ruszaj - rzucił, chociaż bez większego przekonania i bardziej dla zasady. Tylko tego by brakowało, żeby smarkula coś popsuła lub przestawiła.
To nawet nie było tak, że mu na tej sukience jakoś konkretnie zależało. Tak, chciał ją wylicytować dla Elaine, ale to nad czym nie mógł przejść, to zwykła potrzeba wygrywania. Coś go zwyczajnie skręcało w środku, kiedy myślał że przegrał. Kropka. Nie z nią, a w ogólnym tego słowa znaczeniu. Z własnymi uczuciami nie mógł się jednak bić czy okazać im niezadowolenie, więc padło na dziewczynę, tym bardziej z jakim niesmakiem podchodził do faktu, że wydane wtedy pieniądze dostała pewnie na dobre samopoczucie od rodziców.
- Płaszcz i szalik - zwrócił się do Brenny, wskazując na leżące na fotelu ubrania, rzucone tam by nie leżały na podłodze w przejściu. - Jeśli byś chciała, jest też kurtka Meadowesa, ale nie miał jej na sobie w chwili ataku, a wszystko w czym go zabrali, będzie do sprawdzenia pewnie po autopsji. Mamy też przedmioty użytku codziennego, które prawdopodobnie mogły być przez nich używane tego samego dnia, kiedy nastąpił atak, są w kuchni.
Bulstrode nigdzie się nie wybierał. Był zmęczony, a dotychczasowe przeczesywanie domku i jego otoczenia dawało niewiele. Mieli pełno przedmiotów, skatalogowanych i częściowo już opisanych, ale bez pomocy kogoś, kto mógł się im przyjrzeć o wiele lepiej, na ten moment na niewiele się zdawały.
- Gdzie chcesz się rozłożyć? Pomogę ci ustawić świeczki, a ty możesz sobie wybrać cokolwiek wyda ci się najsensowniejsze do sprawdzenia - zwyczajnie nie chciał jej zostawiać samej. W całej sprawie dało się wyczuć pewne napięcie. Już we trójkę, będąc tu do tej pory, aurorzy zdawali patrzeć sobie mimowolnie na ręce, nawet jeśli przecież znali się całkiem dobrze. Brenna natomiast, była brygadzistką - przyszła z zewnątrz, przydzielona do tej sprawy szybko i, cóż, aż nazbyt wygodnie, biorąc pod uwagę jej ciągoty do popełniania samobójstwa po godzinach pracy. Jakaś część niego, ta większa i posiadająca większą władzę, nie była w stanie przełknąć faktu, że mogłaby się jakkolwiek bratać ze śmierciożercami. To zwyczajnie, ani w tym, ani jakikolwiek innym życiu, do niej nie pasowało. Cokolwiek jednak robiła hobbystycznie, sprawiało że nawet Atreus, które nie wszystkie niekoniecznie działające w świetle prawa zagrania brał w pełni na poważnie, nie mógł w tej sytuacji nie czuć się podejrzliwie.
To nawet nie było tak, że mu na tej sukience jakoś konkretnie zależało. Tak, chciał ją wylicytować dla Elaine, ale to nad czym nie mógł przejść, to zwykła potrzeba wygrywania. Coś go zwyczajnie skręcało w środku, kiedy myślał że przegrał. Kropka. Nie z nią, a w ogólnym tego słowa znaczeniu. Z własnymi uczuciami nie mógł się jednak bić czy okazać im niezadowolenie, więc padło na dziewczynę, tym bardziej z jakim niesmakiem podchodził do faktu, że wydane wtedy pieniądze dostała pewnie na dobre samopoczucie od rodziców.
- Płaszcz i szalik - zwrócił się do Brenny, wskazując na leżące na fotelu ubrania, rzucone tam by nie leżały na podłodze w przejściu. - Jeśli byś chciała, jest też kurtka Meadowesa, ale nie miał jej na sobie w chwili ataku, a wszystko w czym go zabrali, będzie do sprawdzenia pewnie po autopsji. Mamy też przedmioty użytku codziennego, które prawdopodobnie mogły być przez nich używane tego samego dnia, kiedy nastąpił atak, są w kuchni.
Bulstrode nigdzie się nie wybierał. Był zmęczony, a dotychczasowe przeczesywanie domku i jego otoczenia dawało niewiele. Mieli pełno przedmiotów, skatalogowanych i częściowo już opisanych, ale bez pomocy kogoś, kto mógł się im przyjrzeć o wiele lepiej, na ten moment na niewiele się zdawały.
- Gdzie chcesz się rozłożyć? Pomogę ci ustawić świeczki, a ty możesz sobie wybrać cokolwiek wyda ci się najsensowniejsze do sprawdzenia - zwyczajnie nie chciał jej zostawiać samej. W całej sprawie dało się wyczuć pewne napięcie. Już we trójkę, będąc tu do tej pory, aurorzy zdawali patrzeć sobie mimowolnie na ręce, nawet jeśli przecież znali się całkiem dobrze. Brenna natomiast, była brygadzistką - przyszła z zewnątrz, przydzielona do tej sprawy szybko i, cóż, aż nazbyt wygodnie, biorąc pod uwagę jej ciągoty do popełniania samobójstwa po godzinach pracy. Jakaś część niego, ta większa i posiadająca większą władzę, nie była w stanie przełknąć faktu, że mogłaby się jakkolwiek bratać ze śmierciożercami. To zwyczajnie, ani w tym, ani jakikolwiek innym życiu, do niej nie pasowało. Cokolwiek jednak robiła hobbystycznie, sprawiało że nawet Atreus, które nie wszystkie niekoniecznie działające w świetle prawa zagrania brał w pełni na poważnie, nie mógł w tej sytuacji nie czuć się podejrzliwie.