25.09.2023, 19:04 ✶
Florence nie miała w zwyczaju zakrywać ust rękami i wydawać okrzyków przestrachu. Gdyby Patrick obnażył lewe przedramię i pokazał jej mroczny znak, wstałaby zapewne, wyszła i nigdy nie wróciła - ale nie mógł w niej wywołać gwałtownej reakcji fakt, że jego rodzice popiera mrocznego czarownika. Że sami byli czarnoksiężnikami. Bo dzieci nie dziedziczyły grzechów ojców - musiały jedynie zmagać się z ich konsekwencjami.
- Chodź - powiedziała więc po prostu, ciągnąc go za rękę w stronę łóżka, i wolną dłonią sięgając po koc, by ułożyć go między nimi, osłonić się trochę przed chłodem. Normalnie nigdy nie położyłaby się w ubraniu, w którym spędziła kilka ostatnich godzin, ale to nie był normalny wieczór, a Patrick potrzebował teraz obok kogoś, kto jeżeli nawet nie zrozumie, to przynajmniej spróbuje.
Nie mogła mu tego ułatwić, zetknięcia się z wspomnieniami, które były straszne i które należały do ludzi, których chciał kochać i za którymi pewnie tęsknił. Mogła tylko chwycić jego dłoń.
– Przykro mi, że musiałeś na to patrzeć – powiedziała cicho. – Jestem tego pewna – dodała, kiedy spytał, czy tak myśli, i w jej głosie nie dało się słyszeć ani drobiny wątpliwości.
Było coś strasznego w jego historii. Coś, co nawet we Florence, nieskłonnej do ulegania gwałtownym emocjom, wywoływało uczucie zimna, nie mające nic wspólnego z chłodem jego dotyku, który osiadł na jej palcach. Przypominało kobiecie, że jej przyjaciel i jej brat, byli już tam, na końcu drogi. A może tylko w przedsionku miejsca, do którego odchodziły wszystkie dusze? A wspomnienie wracające w mauzoleum – kiedy walczyli z wampirzycą – jak mało brakowało, aby kosztowało Stewarda życie?
– Może wasze wspomnienia zostały wciągnięte do Limbo i wymieszały się w jakiś sposób z tym, co już tam było? – zasugerowała. Tajemnicą pozostawało jednak, dlaczego nic takiego nie działo się z jej bratem… a może działo się, ale on nie chciał o tym wspomnieć?
Florence przypatrywała się Patrickowi badawczo, przez długą chwilę.
– Może to nie jest na to dobry moment – stwierdziła w końcu. Wciąż jednak myślała o tym, dlaczego w ogóle trafił do Limbo. O tym wszystkim, co tam się stało i o odbytej wcześniej rozmowie. – Ale wiedziałeś o tym, że podczas Beltane coś się zdarzy, prawda? A kilka dni wcześniej moją ciotkę zaatakowali czarnoksiężnicy i to nie Ministerstwo ją ratowało.
Neutralność była czymś mocno zakorzenionym we Florence, podobnie jak wiara w przepisy, prawo i porządek. Ale Patrick Steward potrafił tym zachwiać. A może zrobiło to samo Beltane i kolejne ofiary, wnoszone do namiotu medyków?
– Czy mogę jakoś ci pomóc?
- Chodź - powiedziała więc po prostu, ciągnąc go za rękę w stronę łóżka, i wolną dłonią sięgając po koc, by ułożyć go między nimi, osłonić się trochę przed chłodem. Normalnie nigdy nie położyłaby się w ubraniu, w którym spędziła kilka ostatnich godzin, ale to nie był normalny wieczór, a Patrick potrzebował teraz obok kogoś, kto jeżeli nawet nie zrozumie, to przynajmniej spróbuje.
Nie mogła mu tego ułatwić, zetknięcia się z wspomnieniami, które były straszne i które należały do ludzi, których chciał kochać i za którymi pewnie tęsknił. Mogła tylko chwycić jego dłoń.
– Przykro mi, że musiałeś na to patrzeć – powiedziała cicho. – Jestem tego pewna – dodała, kiedy spytał, czy tak myśli, i w jej głosie nie dało się słyszeć ani drobiny wątpliwości.
Było coś strasznego w jego historii. Coś, co nawet we Florence, nieskłonnej do ulegania gwałtownym emocjom, wywoływało uczucie zimna, nie mające nic wspólnego z chłodem jego dotyku, który osiadł na jej palcach. Przypominało kobiecie, że jej przyjaciel i jej brat, byli już tam, na końcu drogi. A może tylko w przedsionku miejsca, do którego odchodziły wszystkie dusze? A wspomnienie wracające w mauzoleum – kiedy walczyli z wampirzycą – jak mało brakowało, aby kosztowało Stewarda życie?
– Może wasze wspomnienia zostały wciągnięte do Limbo i wymieszały się w jakiś sposób z tym, co już tam było? – zasugerowała. Tajemnicą pozostawało jednak, dlaczego nic takiego nie działo się z jej bratem… a może działo się, ale on nie chciał o tym wspomnieć?
Florence przypatrywała się Patrickowi badawczo, przez długą chwilę.
– Może to nie jest na to dobry moment – stwierdziła w końcu. Wciąż jednak myślała o tym, dlaczego w ogóle trafił do Limbo. O tym wszystkim, co tam się stało i o odbytej wcześniej rozmowie. – Ale wiedziałeś o tym, że podczas Beltane coś się zdarzy, prawda? A kilka dni wcześniej moją ciotkę zaatakowali czarnoksiężnicy i to nie Ministerstwo ją ratowało.
Neutralność była czymś mocno zakorzenionym we Florence, podobnie jak wiara w przepisy, prawo i porządek. Ale Patrick Steward potrafił tym zachwiać. A może zrobiło to samo Beltane i kolejne ofiary, wnoszone do namiotu medyków?
– Czy mogę jakoś ci pomóc?