Roześmiał się na jej wyjaśnienia i po przyjacielsku położył dłoń na ramieniu. Uwielbiał w Ger spontaniczność i luźne podejście do zarządzania czasem. Sam do najpunktualniejszych również nie należał, chociaż gdy trzeba było, potrafił się spiąć. O ile akurat nie zatracił się w pracy.
— Następnym razem możesz użyć tej pięknej chusty, którą przywiozłem Ci z Rodezji. Owijasz wokół głowy i gotowe.
Dłoń zabrał niemal tak szybko, jak ją położył, zapominając o odsłoniętych ramionach przyjaciółki. Ogólnie grzecznie skupiał swój wzrok tylko na jej twarzy. Jako podróżnik przyzwyczajony był do obnażonych kobiet, lecz na wyspach głoe łydki wciąż stanowiły na niego nowość.
Uniósł brew w rozbawieniu. Znieczulić. No tak. Sam zwyczajowo nie pijał z uwagi na swoje zdrowie, ale lubił sączyć lampkę czegoś słabszego przez całe przyjęcie tylko tyle, by potowarzyszyć Geraldine. Udali się więc w odpowiednie miejsce z odpowiednim zaopatrzeniem.
— Jak zawsze — odpowiedział. — Czymże byłoby przybycie na to przyjęcie bez wzięcia udziału w głównym wydarzeniu? Oh, i przy okazji może znajdę coś interesującego na urodziny matki, chociaż to dopiero za dwa miesiące.
Sięgnął po kieliszek niewinnie wyglądającego napoju i rozejrzał się po otoczeniu. Dzisiaj wyjątkowo nie szukał nikogo konkretnego. Mógł dać się ponieść chwili. Albo Ger, jeśli ta miała jakieś szczególne plany na ten wieczór.
— A ty? Będziesz licytować jakiś przedurodzinowy prezent dla samej siebie?
Licytacja się rozpoczęła. Giovanni spojrzał na wystawione obiekty. Każdy kolejny objawiał się jeszcze większym kunsztem i wykwintnością. Obraz wyglądałby idealnie w jego posiadłości. Zdecydowanie weźmie udział w tej licytacji. Suknie wolał odpuścić. Nie znał na tyle dobrze gust znanych sobie kobiet, żeby ryzykować taki prezent. Ozdoby do włosów z tej odległości dobrze nie widział, ale potencjalna historyczna wartość była wystarczająca, by zainteresował się obiektem dla matki.
— Podejdziemy bliżej? — spytał przyjaciółki.
Następnie bez względu na to czy to zrobili, czy nie, zgłosił się do licytacji obrazu z czterdziestoma galeonami. Miał zamiar licytować do sześćdziesięciu. Gdy suknie znalazły nowych właścicieli, zwrócił swą uwagę na ozdobę do włosów — pięćdziesiąt galeonów. Był skłonny dać za nią nawet siedemdziesiąt galeonów. Przebijał stawkę o pięć galeonów, nie chciał się popisywać bogactwem, jednocześnie podszedł do tego bardzo luźno i przyjaźnie. Trochę nie miał opcji — jeśli nie chciał wywoływać Jonathana musiał zachować spokój.