09.11.2022, 19:22 ✶
Gest Erika oszczędził nieco dziewczynie wspinania się na palce - choć sama nie należała do karłów, to jednak starszy Longbottom... nietrudno go posądzić o krew olbrzymów w żyłach, tak wystrzelił ze swym wzrostem ponad pozostałych członków rodziny.
Choć równie dobrze mógł być karmiony jakimś magicznym mlekiem czy coś; sama Mavelle w to nie wnikała, bo cokolwiek stało za przyczyną takiego stanu rzeczy, absolutnie nie było w stanie zmienić tego, jak postrzegała mężczyznę - był jej ulubionym kuzynem (tak jak Brenna - kuzynką) i koniec, kropka, żadnego pola do dyskusji tu nie było.
Zaśmiała się cicho, gdy ją podniósł, a gdy ponownie poczuła grunt pod nogami - nie omieszkała wyciągnąć ręki i zmierzwić mu czuprynę z łobuzerskim uśmiechem na wargach.
- No wiesz co, jak możesz mnie posądzać o żałowanie - obruszyła się, ale ewidentnie tylko na pokaz, w formie żartu, bowiem oczy zdecydowanie się śmiały - I wiecie co, trzyosobowe biurko brzmi przewspaniale. Och, to chyba oznacza, że będę musiała postarać się o awans... - zreflektowała się od razu. Cóż, detektywi mieli swoje miejsca, brygadziści - swoje. Od strony praktycznej nie bardzo to sobie wyobrażała, tym bardziej że na dłuższą metę raczej unikano łączenia osób powiązanych więzami krwi - co miało swoje, jak najbardziej logiczne, uzasadnienie.
- Eee, jeśli nie biega tu nic, co by mogło uznać, że mój motor i bagaże wyglądają zbyt interesująco, żeby przejść obok nich obojętnie, to w zasadzie może poczekać. Choć też nie jest tego wiele do przeniesienia, więc jak ci wygodniej? - ostateczną decyzję pozostawiła Longbottomowi, czy wolał od razu posłużyć pomocą czy może jednak... porządnie zjeść, nabrać sił i wtedy okazać rycerstwo.
Szczegół, że faktycznie nie wyglądało, aby miała tego wszystkiego dużo - raz, że przecież motocykle miały dość ograniczone możliwości, dwa... błogosławione niech będą zaklęcia, dzięki którym wszelkie możliwe torby stawały się o wiele przepastniejsze niż by się wydawało na pierwszy rzut oka. Skądś się przecież brał ten żart o tym, że w kobiecej torebce znajdzie się absolutnie wszystko.
- TEN makaron z serem? - wyszczerzyła się, zachwycona wizją makaronu utopionego w ciągnącym serze. Lepszego powitania nie mogła sobie wymarzyć! - Nie można kazać mu dłużej czekać! - oświadczyła stanowczo, ewidentnie deklarując "idziemy jeść i koniec, kropka, reszta poczeka".
Choć równie dobrze mógł być karmiony jakimś magicznym mlekiem czy coś; sama Mavelle w to nie wnikała, bo cokolwiek stało za przyczyną takiego stanu rzeczy, absolutnie nie było w stanie zmienić tego, jak postrzegała mężczyznę - był jej ulubionym kuzynem (tak jak Brenna - kuzynką) i koniec, kropka, żadnego pola do dyskusji tu nie było.
Zaśmiała się cicho, gdy ją podniósł, a gdy ponownie poczuła grunt pod nogami - nie omieszkała wyciągnąć ręki i zmierzwić mu czuprynę z łobuzerskim uśmiechem na wargach.
- No wiesz co, jak możesz mnie posądzać o żałowanie - obruszyła się, ale ewidentnie tylko na pokaz, w formie żartu, bowiem oczy zdecydowanie się śmiały - I wiecie co, trzyosobowe biurko brzmi przewspaniale. Och, to chyba oznacza, że będę musiała postarać się o awans... - zreflektowała się od razu. Cóż, detektywi mieli swoje miejsca, brygadziści - swoje. Od strony praktycznej nie bardzo to sobie wyobrażała, tym bardziej że na dłuższą metę raczej unikano łączenia osób powiązanych więzami krwi - co miało swoje, jak najbardziej logiczne, uzasadnienie.
- Eee, jeśli nie biega tu nic, co by mogło uznać, że mój motor i bagaże wyglądają zbyt interesująco, żeby przejść obok nich obojętnie, to w zasadzie może poczekać. Choć też nie jest tego wiele do przeniesienia, więc jak ci wygodniej? - ostateczną decyzję pozostawiła Longbottomowi, czy wolał od razu posłużyć pomocą czy może jednak... porządnie zjeść, nabrać sił i wtedy okazać rycerstwo.
Szczegół, że faktycznie nie wyglądało, aby miała tego wszystkiego dużo - raz, że przecież motocykle miały dość ograniczone możliwości, dwa... błogosławione niech będą zaklęcia, dzięki którym wszelkie możliwe torby stawały się o wiele przepastniejsze niż by się wydawało na pierwszy rzut oka. Skądś się przecież brał ten żart o tym, że w kobiecej torebce znajdzie się absolutnie wszystko.
- TEN makaron z serem? - wyszczerzyła się, zachwycona wizją makaronu utopionego w ciągnącym serze. Lepszego powitania nie mogła sobie wymarzyć! - Nie można kazać mu dłużej czekać! - oświadczyła stanowczo, ewidentnie deklarując "idziemy jeść i koniec, kropka, reszta poczeka".
367/652