Rozumiał obawy Elaine ale z drugiej strony wiedział, że nie trafiła źle. Miała trochę szczęścia, że akurat facet z bronią ją odwiedził, a nie jego poprzednik - Nie wiem czy to klątwa. Raczej nie nazwałbym tego w ten sposób, ponieważ musiałby być jakiś punkt wspólny, zaczepny dla tylu osób. On pewnie jakoś wybiera sobie "ofiarę" do obrony - przyznał, chociaż brzmiał całkiem niepewnie w tym co mówił. Nie ma co się jednak dziwić, wszak ciężko opowiadać o czymś o czym nie ma się za dużo wiedzy - Zadajesz bardzo dużo pytań... I to bardzo trudnych - przyznał, biorąc w końcu trochę ciasta do ust, te i tak było już wystarczająco zmaltretowane - Sprawa jest na tyle świeża, że naprawdę ciężko o jakieś konkrety. Nadal opieramy się głównie na zeznaniach innych osób, a jak sama się pewnie domyślasz, ciężko o nowe zgłoszenia - napił się kawy - Zapewniam Cię, że najbardziej przepracowana i zaangażowana osoba w całym Ministerstwie już zaczęła maczać w tym dzioba - dodał z ciężkim westchnięciem. Oczywiście chodziło o Brenne Longbottom, bo o nikogo innego przecież.
- Problemem jest też rozstrzał w tych wszystkich wydarzeniach. Ja pierwszy raz natknąłem się na to jakoś w połowie 1969, a na przestrzeni ostatniego miesiąca wszystko się nasiliło... - wyjaśnił - Może i gazety są jakimś tropem ale wątpię abyśmy dowiedzieli się czegoś więcej z jakichś kwitków, niż pracy w terenie - zanotował informację, swego rodzaju poradę odnośnie gazet. Był to jakiś punkt odniesienia, który należało sprawdzić - Czekamy, aż Ministerstwo przypisze kogoś oficjalnie do tej sprawy bo na razie błądzimy trochę po omacku, a sprawa jest dziwna. Nie wiem czy nie powinniśmy też innych departamentów w to zaangażować... - ugryzł się w język - I tak już chyba za dużo powiedziałem... - pokręcił przecząco głową, zamykając się w sobie na kilka chwil. Nie omieszkał wykorzystać tego czasu, aby zjeść trochę ciasta bo te było przecież wyborne.
- Też mam taką nadzieję ale nie mogę Ci tego nie obiecać. Nie mogę Ci nic obiecać. Nie mogę Ci obiecać, że już nie wróci, ani że ten pierwszy nie powróci. Przepraszam - wyjaśnił, nie chcąc robić żadnej nadziei Elaine. Z jednej strony był przecież brygadzistą i mieli chronić i służyć ludziom, ale nie będzie jej przecież obiecywał gruszek na wierzbie - Tutaj nawet nie ma żadnych dobrych praktyk, aby tego uniknąć. Po prostu musimy z tym jakoś żyć - dodał, przejeżdżając dłonią po twarzy - Czy się bałem? - powtórzył pytanie, kupując sobie trochę czasu - Nie bałem się o siebie bo to nie ja byłem tym atakowanym. Bałem się o bardzo bliską mi osobę, chociaż uznałem to z początku za głupi sen, który o niczym nie świadczy. Dopiero kiedy ujrzałem te wszystkie rany na jej ciele to zrozumiałem jak bardzo byłem głupi wtedy... No i teraz to wszystko powróciło jak bumerang... Dałbym sobie uciąć obie ręce i nogi, aby mieć pewność, że nic się jej nie stanie - zapewnił, przedstawiając Bell to co czuł wtedy i po części teraz, wszak udusiłby tego szaleńca ze snu gdyby miał tylko taką możliwość, za to co zrobił Stelli.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972