Nora Figg w przeciwieństwie do Laurenta po prostu była idealna. Przynajmniej bardzo starała się robić wszystko, żeby tak było. Każdą swoją niesubordynację, chwilowy moment niepowodzenia traktowała jako ogromną porażkę. Zależało jej na opinii innych, nie pozwalała sobie ani na chwilę na moment zapomnienia. Musiała być wzorem dla Mabel, profesjonalną przedsiębiorczynią i najlepszą przyjaciółką. Uważała to, za swój obowiązek. Tak w to szła, bez zastanowienia nie dając sobie nawet drobnej chwili wytchnienia. Była przepracowana, ale dotrzymywała słowa. Poza cukiernią bardzo aktywnie wspierała Zakon. Musiała to robić. Skoro nie mogła walczyć - nie ma się co oszukiwać, nie byłaby w stanie nawet zdeptać pająka, to pomagała swoim przyjaciołom w sposób, w który była najlepsza. Warzyła eliksiry w każdej wolnej chwili, a nie miała ich zbyt wiele. Często zdarzało się to kosztem snu, bo nie chciała ich zawieść. Chciała się w pełni zaangażować, trochę cierpiało na tym jej zdrowie, ale tylko trochę. Kiedyś się wyśpi, jak znajdzie się w trumnie. Taką filozofię sobie przyjęła i się jej trzymała.
Panna Figg nigdy nie zazdrościła nikomu bogactwa. Nie czuła się w żaden sposób pokrzywdzona, że przyszło jej się urodzić właśnie w swojej rodzinie. Miała sporo rodzeństwa, dużo wsparcia i miłości od rodziców, a to było dla niej najważniejsze. Bogactwo zawsze mogło przepaść, a relacje jednak były czymś trwalszym niż diament, tak uważała Norka. Nie odwrócili się od niej, kiedy powiedziała im, że jest w ciąży, pozwolili zachować tajemnicę, którą nie chciała się dzielić. Mało którzy rodzice byliby na tyle wyrozumiali.
- Jako cukiernik wkładam dłoń w politykę? - Uniosła brwi, bo nie wiedziała zupełnie o co mu chodzi. Naprawdę mógł ją oskarżyć o wszystko, ale nie o to, że bawi się w jakieś polityczne gierki. Kto, jak kto, ale Nora? Ona spędzała godziny na segregacji ziół, a nie jakichś sprawach ministerstwa.
- Tyle, że jeśli jedni dostaną zgodę, to i drudzy. Nic nie jest czarno-białe. Nie wiesz, kto będzie korzystał z tych zaklęć. - Widziała, że jest podekscytowany myślą, że może coś zmienić. Figg jednak nie była aż taka entuzjastyczne. Kij miał dwa końce, zawsze.
- To prawda. Ministerstwo zawsze nie mogło dogonić zmian, które działy się na świecie. - Przyznała mu w tym rację, miała bowiem świadomość, że nigdy nie byli w stanie nadążyć. - Myślisz, że jestem w stanie zapewnić ci taką pomoc? - Ona? Cukierniczka, ciekawe na jakiej podstawie dobierał sojuszników.