25.09.2023, 23:46 ✶
- Jeśli powiesz, dokąd ją odesłałeś, wszystko skończy się szybko.
Ciemność, zamazane kształty.
- Pieprz się.
- Crucio.
Krzyk, wwiercający się w uszy, a potem znów cisza... i trzask. Jedna z dwóch sylwetek, wciąż trzymających się na nogach - bo trzecia siedziała podparta o ścianę, nieruchoma, najwyraźniej ranna po walce - przeleciała przez pokój i walnęła o ścianę.
Nie wiedzieli, że Jason Meadowes znał magię bezróżdżkową. Tyle że ona też nie wystarczyła.
Błysk zielonego światła.
Brenna zgięła się w pół, zarówno pod wpływem wizji, jak i nie chcąc pokazać innym twarzy.
Jase.
Zmusił ich, żeby go zabili.
Jase.
Jego imię obijało się w jej umyśle, krzyk bólu wciąż rozbrzmiewał w uszach, nawet kiedy obrazy się rozpłynęły. Zdusiła w sobie dominujący żal za Jasonem, poczucie straty i to nagłe szarpnięcie tęsknoty, gdy w pełni dotarło do niej, że nigdy więcej go nie zobaczy. Odrzuciła je na bok, przepełniona ponurą determinacją. Mocniej zacisnęła palce na materiale, wciąż pochylona do przodu. Opuściła powieki i głęboko odetchnęła, wciągając w płuca zapach dymu, szukając punktu zaczepienia. W chwili, gdy Jason zginął, Catherine tu nie było. Musiała dowiedzieć się więcej.
Dokąd ją odesłałeś, Jase? Nie powiedziałeś im. Pokaż to mnie.
Dalej.
Głębiej.
Zapadła się w ciemność.
- Biegnij po świstoklik.
- Ale...
- Teleportuję się, gdy go użyjesz! SZYBKO! Spotkamy się w Regent's Park.
Jase, odwracający się, zrzucający świecę ze stołu, tak że w pokoju zapadła ciemność, pewnie by utrudnić walkę, w której to nie on miał przewagę, a napastników będzie więcej. W ostatnim błysku światła mignęła Brennie jeszcze tylko jego zdeterminowana twarz. Trzask, gdy wysadzono drzwi, pierwsze zaklęcia, błyskające w mroku...
Tupot stóp na schodach na poddasze.
Odetchnęła, wyrywając się z wizji. Catherine uciekła. Ten spryciarz, spryciarz do samego końca, miał nielegalny świstoklik, nie powiedział o nim Ministerstwu... Uciekła... i mogła żyć... Na pewno musiała żyć. Nie mogli pomóc jemu, ale ona...
Istniała nadzieja.
Uniosła powoli głowę. Teraz jej twarz niczego już nie wyrażała.
- Obawiam się, że walczyli w ciemnościach. Meadowes przewrócił świecę, może gdzieś tutaj ją znaleźliście. Nie mogłam się im przyjrzeć. Było ich trzech. Chyba sami mężczyźni. Ciężko ranił albo zabił jednego. Widziałam głównie sylwetki w mroku… nic, o czym mogłabym opowiedzieć. Przed kedavrą użyli na pewno crucio. Catherine chyba nie było na dole, kiedy umarł. Nie widziałam jej. Walczył sam - powiedziała beznamiętnie, a potem zwróciła trochę zamglone spojrzenie ku Heather, wyciągając do niej rękę. - Heath, pomóż, trochę mnie zamroczyło, chyba muszę wyjść na powietrze.
To nawet nie było kłamstwo. Oglądała w widmowidzeniu najpaskudniejsze rzeczy od lat - było tam wszystko, morderstwa, gwałty, przemoc wobec dzieci, pobicia, wypadki - ale nie codziennie patrzysz, jak torturują i mordują twojego przyjaciela.
I cóż, naprawdę nie było niczego, o czym mogłaby im opowiedzieć. I nie zobaczyła Catherine. Słyszała tylko jej głos i kroki na schodach… Ani słowa kłamstwa: ot niepełna prawda. Twierdząc, że nie zobaczyła "nic", wzbudziłaby za wiele podejrzeń, a przecież to, co powiedziała, śmierciożercy i tak wiedzieli.
Poza tym naprawdę spróbowała zobaczyć trochę za wiele na raz i faktycznie wirowało jej w głowie. Chociaż w tej chęci wyjścia najważniejsze było coś innego, oczywiście.
Ludzie czekający w domu musieli jak najszybciej ruszyć za Cathy. I Wood powinna zrozumieć przesłanie, bo przecież właśnie o tym rozmawiały, zanim tu weszły. Brenna coś zobaczyła i to coś, co nie mogło czekać. Bo przecież w innej sytuacji prędzej by się z tego kręgu wyczołgała niż prosiła, żeby ktoś jej pomógł.
Ciemność, zamazane kształty.
- Pieprz się.
- Crucio.
Krzyk, wwiercający się w uszy, a potem znów cisza... i trzask. Jedna z dwóch sylwetek, wciąż trzymających się na nogach - bo trzecia siedziała podparta o ścianę, nieruchoma, najwyraźniej ranna po walce - przeleciała przez pokój i walnęła o ścianę.
Nie wiedzieli, że Jason Meadowes znał magię bezróżdżkową. Tyle że ona też nie wystarczyła.
Błysk zielonego światła.
Brenna zgięła się w pół, zarówno pod wpływem wizji, jak i nie chcąc pokazać innym twarzy.
Jase.
Zmusił ich, żeby go zabili.
Jase.
Jego imię obijało się w jej umyśle, krzyk bólu wciąż rozbrzmiewał w uszach, nawet kiedy obrazy się rozpłynęły. Zdusiła w sobie dominujący żal za Jasonem, poczucie straty i to nagłe szarpnięcie tęsknoty, gdy w pełni dotarło do niej, że nigdy więcej go nie zobaczy. Odrzuciła je na bok, przepełniona ponurą determinacją. Mocniej zacisnęła palce na materiale, wciąż pochylona do przodu. Opuściła powieki i głęboko odetchnęła, wciągając w płuca zapach dymu, szukając punktu zaczepienia. W chwili, gdy Jason zginął, Catherine tu nie było. Musiała dowiedzieć się więcej.
Dokąd ją odesłałeś, Jase? Nie powiedziałeś im. Pokaż to mnie.
Dalej.
Głębiej.
Zapadła się w ciemność.
- Biegnij po świstoklik.
- Ale...
- Teleportuję się, gdy go użyjesz! SZYBKO! Spotkamy się w Regent's Park.
Jase, odwracający się, zrzucający świecę ze stołu, tak że w pokoju zapadła ciemność, pewnie by utrudnić walkę, w której to nie on miał przewagę, a napastników będzie więcej. W ostatnim błysku światła mignęła Brennie jeszcze tylko jego zdeterminowana twarz. Trzask, gdy wysadzono drzwi, pierwsze zaklęcia, błyskające w mroku...
Tupot stóp na schodach na poddasze.
Odetchnęła, wyrywając się z wizji. Catherine uciekła. Ten spryciarz, spryciarz do samego końca, miał nielegalny świstoklik, nie powiedział o nim Ministerstwu... Uciekła... i mogła żyć... Na pewno musiała żyć. Nie mogli pomóc jemu, ale ona...
Istniała nadzieja.
Uniosła powoli głowę. Teraz jej twarz niczego już nie wyrażała.
- Obawiam się, że walczyli w ciemnościach. Meadowes przewrócił świecę, może gdzieś tutaj ją znaleźliście. Nie mogłam się im przyjrzeć. Było ich trzech. Chyba sami mężczyźni. Ciężko ranił albo zabił jednego. Widziałam głównie sylwetki w mroku… nic, o czym mogłabym opowiedzieć. Przed kedavrą użyli na pewno crucio. Catherine chyba nie było na dole, kiedy umarł. Nie widziałam jej. Walczył sam - powiedziała beznamiętnie, a potem zwróciła trochę zamglone spojrzenie ku Heather, wyciągając do niej rękę. - Heath, pomóż, trochę mnie zamroczyło, chyba muszę wyjść na powietrze.
To nawet nie było kłamstwo. Oglądała w widmowidzeniu najpaskudniejsze rzeczy od lat - było tam wszystko, morderstwa, gwałty, przemoc wobec dzieci, pobicia, wypadki - ale nie codziennie patrzysz, jak torturują i mordują twojego przyjaciela.
I cóż, naprawdę nie było niczego, o czym mogłaby im opowiedzieć. I nie zobaczyła Catherine. Słyszała tylko jej głos i kroki na schodach… Ani słowa kłamstwa: ot niepełna prawda. Twierdząc, że nie zobaczyła "nic", wzbudziłaby za wiele podejrzeń, a przecież to, co powiedziała, śmierciożercy i tak wiedzieli.
Poza tym naprawdę spróbowała zobaczyć trochę za wiele na raz i faktycznie wirowało jej w głowie. Chociaż w tej chęci wyjścia najważniejsze było coś innego, oczywiście.
Ludzie czekający w domu musieli jak najszybciej ruszyć za Cathy. I Wood powinna zrozumieć przesłanie, bo przecież właśnie o tym rozmawiały, zanim tu weszły. Brenna coś zobaczyła i to coś, co nie mogło czekać. Bo przecież w innej sytuacji prędzej by się z tego kręgu wyczołgała niż prosiła, żeby ktoś jej pomógł.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.