25.09.2023, 23:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.09.2023, 22:33 przez Norvel Twonk.)
Persefona Fawley wreszcie popatrzyła na Anthony’ego, Stanleya i Laurenta. I kiedy zwróciła na nich swoją bladą, odzwyczajoną od słońca twarz, dostrzegli, że oczy miała niemal zupełnie czarne, jakby przesiąknięte energią, która tkwiła na statku. Nie rozpoznała ich, ale i nie mogła ich rozpoznać. Poznali ją tkwiąc w cudzych wspomnieniach, gdzie i ona była tylko wspomnieniem.
Przyczepiony do ściany duch dziecka wierzgał rozpaczliwie rękoma i nogami. Próbował się wyrwać, ale energia tkwiąca w tym miejscu wydawała się zbyt silna, zbyt potężna, zbyt… pochłaniająca nawet jego?
Persefona Fawley uniosła różdżkę. Tarcza wyczarowana przez Stanleya starczyła im dosłownie na to jedno zaklęcie, a potem uległa zniszczeniu. Czarownica znowu uniosła różdżkę. Nie wyglądała jakby próby obrony wywarły na niej jakiekolwiek wrażenie. Ale może dzięki tej tarczy, a może dzięki temu, że nie stali jak słupy soli tylko zdecydowali się na biegnięcie, udało im się dotrzeć do zejścia w dół.
Schody były drewniane i chybotliwe a przed oczami mieli tylko coraz większą ciemność. Chodź do nas, uratuj nas, oddaj nas morzu – szeptały do uszu Laurenta metaliczne głosy. Stały się nieco wyraźniejsze, ale wciąż dochodziły skądś niżej.
Na niższym pokładzie było ciemno. Nie docierało tu żadne zwykłe światło. Już schodząc po schodach musieli wyczarować płomienie na końcach różdżek, byle tylko mogli cokolwiek zobaczyć. A widzieli… widzieli zniszczony dolny pokład – z długim korytarzem na planie kwadratu, z wieloma pomieszczeniami, które kiedyś służyły za kajuty dla pracowników, pralnię i pomieszczenia gospodarcze. Teraz brakowało w nich drzwi, a zaglądając do środka dostrzegali mnóstwo metalowych pryczy, resztki szaf i skrzynek, w których musiano trzymać przedmioty codziennego użytku. Było tu też brudno, na podłodze leżało połamane drewno, były zacieki z wody i soli. Śmierdziało tu zgniłymi rybami i wodorostami. No i było duszno. Gdzieś dalej musiało się skrywać kolejne zejście w dół, gdzie było jeszcze ciemnej niż tutaj i jeszcze duszniej.
Idący przodem Laurent pierwszy dostrzegł cień stojący w wejściu do jednej z kajut. Żywy trup kiedyś był mężczyzną. A resztki ubrania, które oblepiały resztki jego ciała, wskazywały na to, że najpewniej był jednym z tych nieszczęśników, którzy przed kilkunastoma laty przypłynęli by zbadać unoszący się na wodzie statek widmo i nigdy go już nie opuścili. Jego oczy pulsowały ciemną energią. Ruszył w ich stronę.
Przyczepiony do ściany duch dziecka wierzgał rozpaczliwie rękoma i nogami. Próbował się wyrwać, ale energia tkwiąca w tym miejscu wydawała się zbyt silna, zbyt potężna, zbyt… pochłaniająca nawet jego?
Persefona Fawley uniosła różdżkę. Tarcza wyczarowana przez Stanleya starczyła im dosłownie na to jedno zaklęcie, a potem uległa zniszczeniu. Czarownica znowu uniosła różdżkę. Nie wyglądała jakby próby obrony wywarły na niej jakiekolwiek wrażenie. Ale może dzięki tej tarczy, a może dzięki temu, że nie stali jak słupy soli tylko zdecydowali się na biegnięcie, udało im się dotrzeć do zejścia w dół.
Schody były drewniane i chybotliwe a przed oczami mieli tylko coraz większą ciemność. Chodź do nas, uratuj nas, oddaj nas morzu – szeptały do uszu Laurenta metaliczne głosy. Stały się nieco wyraźniejsze, ale wciąż dochodziły skądś niżej.
Na niższym pokładzie było ciemno. Nie docierało tu żadne zwykłe światło. Już schodząc po schodach musieli wyczarować płomienie na końcach różdżek, byle tylko mogli cokolwiek zobaczyć. A widzieli… widzieli zniszczony dolny pokład – z długim korytarzem na planie kwadratu, z wieloma pomieszczeniami, które kiedyś służyły za kajuty dla pracowników, pralnię i pomieszczenia gospodarcze. Teraz brakowało w nich drzwi, a zaglądając do środka dostrzegali mnóstwo metalowych pryczy, resztki szaf i skrzynek, w których musiano trzymać przedmioty codziennego użytku. Było tu też brudno, na podłodze leżało połamane drewno, były zacieki z wody i soli. Śmierdziało tu zgniłymi rybami i wodorostami. No i było duszno. Gdzieś dalej musiało się skrywać kolejne zejście w dół, gdzie było jeszcze ciemnej niż tutaj i jeszcze duszniej.
Idący przodem Laurent pierwszy dostrzegł cień stojący w wejściu do jednej z kajut. Żywy trup kiedyś był mężczyzną. A resztki ubrania, które oblepiały resztki jego ciała, wskazywały na to, że najpewniej był jednym z tych nieszczęśników, którzy przed kilkunastoma laty przypłynęli by zbadać unoszący się na wodzie statek widmo i nigdy go już nie opuścili. Jego oczy pulsowały ciemną energią. Ruszył w ich stronę.
Tura trwa do 28.09.2023 roku do godziny 21.00