26.09.2023, 01:02 ✶
Atreus, Brenna
Mark westchnął cicho pod nosem. Posłał bratu nieszczególnie pewne swojego spojrzenie.
- To miały być proste pieniądze – rzucił. – Jeśli myślisz, że ślub z tą księżniczką dałby ci dostęp do bogactwa, to za przeproszeniem, ale powinieneś ożenić się z jej mężem – zagderał, ale nie ciągnął już tego tematu dalej.
Nie, bo natrafili akurat na Brennę i Neville’a. Nie, bo temat pieniędzy był mu zawsze o wiele bliższy niż jakichkolwiek miłostek. Nie, bo Atreus rzeczywiście zamierzał spróbować swojego szczęścia u schodzącej po schodach kobiety.
Mark wyprzedził brata, rzucając mu ostatnie spojrzenie z gatunku: tylko tego nie zepsuj, proszę, a potem posłał szeroki uśmiech Neville’owi.
- Dobry wieczór. Jaka niespodzianka. Czyżby państwo również wybierali się na bal? – zapytał, główną uwagę kierując ku mężczyźnie.
- Niech zgadnę, poznał pan to po smokingu i sukni mojej żony? – odpowiedział niecierpliwie Sedley. – Ale nie. W tej chwili szukamy naszej córki. Wyszła z nianią i jeszcze nie wróciły. Przed balem wolelibyśmy z nią porozmawiać – prosta, dość dyplomatyczna odpowiedź, ale Neville prędzej dałby się oskórować, niż wyjaśniłby, że zgubili córkę.
- To może pomożemy? – zaproponował Mark. – We czwórkę będzie łatwiej. Ja pójdę z panem, mój brat może pójść z panią Sedley. Co państwo na to?
Neville zmarszczył czoło. Z jednej strony kompletnie nie uśmiechało mu się angażowanie dwójki obcych mężczyzn, z drugiej Mark Cavendish miał rację: im więcej ich szukało Maddie, tym szybciej ją odnajdą.
Mavelle
Skóra Anne była zimna w dotyku, niemal lodowata. Siostra posłała Mavelle wdzięczny uśmiech. Wyraźnie ucieszyło ją, że ta stanęła po jej stronie. Podniosła się ze swojego miejsca. Zakołysała lekko i zamrugała szybko powiekami.
- Obiecajcie mi tylko, że za moment wrócicie – rzuciła matka. Pokręciła przy tym głową, jakby naprawdę nie rozumiała, dlaczego w życiu dwóch młodych panien na wydaniu, ważniejsze było ganianie się za trzecią panną, choćby i porzuconą przez niewiernego kochanka, a nie strojenie się na bal.
Anne wyszła z kajuty pierwsza i od razu skierowała się do kajuty Marianne Fawley i jej matki. Ale ku zdumieniu Mavelle, wcale nie zapukała – a od razu nacisnęła na klamkę i otworzyła drzwi.
A w środku? Cóż, z pewnością to nie był widok, którego jakakolwiek racjonalna kobieta powinna się spodziewać. W środku Mavelle dostrzegła ślady po walce. Na jednej ze ścian był niewielki rozbryzg z krwi. Zobaczyła również, że na krześle na wpół siedział, na wpół leżał jakiś mężczyzna z raną głowy. Z boku wyglądał na nieprzytomnego.
Ale najdziwniej zachowywała się w tym wszystkim Anne. Nie krzyczała, nie panikowała, nie dostała histerii. Po prostu minęła go, jakby wcale nie zobaczyła i podeszła do łóżka. Na tym leżała Marianne Fawley. I wyglądała strasznie. Była równie nieprzytomna co raniony mężczyzna, ale na rękach miała głębokie ślady po cięciach. Wyglądała tak, jakby ktoś wyciągnął ją z wanny i położył na łóżku.
Anne usiadła przy niej.
- Biedna. Biedna Marianne – powiedziała. – Potrzeba więcej energii.
Tura trwa do 29.09.2023 roku do godziny 21.00