Dla Philipa było to trochę... niepojęte, że ktoś mógłby nie wykazywać choćby minimalnego zainteresowania tym szlachetnym sportem. Ilość osób, jaka zasiadała na trybunach podczas meczów, pozwalała mu tkwić w przekonaniu, że wszyscy kochali Quidditch. Jednostki, które wyłamywały się z tego schematu, były jego zdaniem nieliczne. Nie miał pełnego obrazu sytuacji, ponieważ nie miał wglądu w statystyki prowadzone przez Departament Magicznych Gier Sportów. Nawet gdyby miał to nieszczególnie go to interesowało. Nie przepadał za tą całą biurokracją. O wiele bardziej do niego przemawiały wiwatujące tłumy i brak wolnych miejsc na trybunach. Najbardziej mu zależało na tego typu rzeczach w przypadku meczów z udziałem swojej drużyny, Zjednoczonych z Puddlemere. Nie było nic lepszego jak tłum czarodziejów i czarownic śpiewa na całe gardło ich hymn.
Może być Bell. Doskonale. Chciał aby prowadzona przez nich rozmowa cechowała się względną prostotą. Nie należało tego mylić z prostactwem. W towarzystwie tak wielu znanych i wpływowych osób nie wypadało zachowywać się niczym prostak, nawet jeśli większości z nich się zwyczajnie nie lubiło. Często z wzajemnością. Wywodzący się z arystokracji Philip doskonale znał wszystkie przywary przedstawicieli socjety. Sam nie był od nich wolny i co gorsza, nie był w stanie się ich wyzbyć.— Otrzymałem prawdziwie królewską sypialnię, która na samego mnie wydaje się nawet za duża. — Pochwalił starania swoich gospodarzy, sprytnie wplatając w swoje słowa subtelną aluzję odnośnie braku odpowiedniego towarzystwa do aktywnego spędzania czasu w tak ogromnym łóżku. Tego gospodarze nie mogli mu zagwarantować i o to sam musiałby zadbać.
— Bardzo chętnie przespaceruję się po polach lawendy. Zwłaszcza po takiej rekomendacji. — Przyznał ze szczerym uśmiechem. Przeczuwał, że tego nie pożałuje. Będąc tutaj powinien skorzystać z tego wszystkiego, co oferował ten bajeczny zakątek świata. Powinien przywieźć stąd masę zdjęć krajobrazów.
— Niepotrzebnie się ukrywasz. Czasami ja również potrzebuję chwili spokoju, najczęściej kiedy potrzebuję odetchnąć od magicznego Londynu. Przenoszę się wtedy na wieś albo wybieram się na wycieczkę. — Nie posiadał pewnego obrazu relacji Bella i jego rodziny, jednak nie uważał, że powinien się on ukrywać. Zmiana otoczenia pozwalała na złapanie oddechu. Życie w samym sercu magicznego Londynu było momentami zbyt przytłaczające. Zwłaszcza kiedy było się celebrytą.
— A fanem? Bardzo chętnie się udam. Może pójdziesz ze mną i pokażesz mi, co warto sfotografować? Ponieważ dużo podróżuję to krajobrazy i ludzi, których spotykam. — Zadając to pytanie rozumiał, że ktoś może nie być typem sportowca i nie uprawiać żadnego sportu, ale może być fanem i obserwować sportowe rozgrywki z trybun. Zapowiadało się na to, że nie będzie się nudzić podczas pobytu tutaj. Zaproponowanie tego było powiązane z tym, że Bell wydawał się dobrze znać okoliczne łąki i gdyby się zgodził to jemu również mógłby zrobić zdjęcie.
— Intrygujące. Ja nie mam ręki do roślin. Za to lubię zwierzęta. Mam konie i dwa psidwaki. — Wyraził swoje zainteresowanie. Uprawianie roślin wydawało mu się znacznie trudniejsze, niż opieka na zwierzętami. Posiadanymi przez niego końmi zajmował się zatrudniony przez niego zarządca. Konie potrzebowały odpowiedniej opieki, ciągłego kontaktu z człowiekiem a on nie mieszkał w Dolinie Godryka na stałe. Bycie bogatym pozwalało mu na posiadanie tylu nieruchomości, na ile było go stać.
— Bardzo chętnie będzie Ci towarzyszyć. Przyjdź po mnie jak będziesz wybierać się na ten spacer. — Bez wahania się na to zgodził. Będzie mógł poznać lepiej syna gospodarza i zobaczyć jak sobie radzi ze zbieraniem roślin. Możliwe, że dowie się czegoś ciekawego o tych roślinach. W Hogwarcie uczył się na tyle dobrze, aby przechodzić z roku na rok, jednak poświęcił się sportowi.