26.09.2023, 07:48 ✶
Brenna drgnęła i poderwała głowę, kiedy usłyszała głos Marka. Utkwiła na moment spojrzenie w mężczyźnie i pobladła nieco, uświadamiając sobie, że ten zaczepia jej męża. Bardzo chętnie zamieniłaby z nim kilka słów, ale nie wtedy, gdy tuż obok był Neville i może też nie w chwili, w której szukała córki. Prześladowała ją myśl, że zasilanie faktycznie przestanie działać i Maddie zostanie samotna w ciemnościach. A i wiedziała, że jeśli szybko nie odszuka dziewczynki, Neville nie będzie zadowolony. Póki nie zejdą ze statku, nie miała szans przed nim uciec. I po prostu... nie chciała, żeby patrzył na nią z pogardą.
Nieco nerwowym gestem roztarła dłonie, na moment zapominając nawet o tej dziwnej myśli na schodach. A kiedy Mark zaproponował, że on pójdzie z jej mężem, nie była pewna, czy jest bardziej rozczarowana, czy zaniepokojona. Dlaczego chciał iść z Nevillem, nie z nią?
Nie odezwała się, nie wtrącała, jak przystało na dobrą żonę, czekając na decyzję męża. Wiedziała przecież, że nieważne, co by powiedziała - czy że woli iść z nim, czy że pójdzie chętnie z bratem Marka albo z samym Markiem - szybko wbiłby szpilkę, sugerując, że postąpiła niewłaściwie. Albo zignorowałby ją, jak wiele razy przedtem.
Oderwała spojrzenie od Marka, na moment przenosząc je na jego brata. I omal nie zapytała, czy się przypadkiem nie znają. Głupota, bo przecież oczywiste, że na statku minęli się przynajmniej kilka razy, ale poza tym nie, absolutnie się nie znali inaczej niż z widzenia, nie wymienili ze sobą ani dwóch słów. Może po prostu przypominał jej Marka?
- Mhm - mruknęła, zdając sobie sprawę z tego, że przypatrywała się mu chwilę za długo i przypominając sobie o Maddie. - Sprawdzę tutaj - powiedziała po prostu, ostatecznie przestając czekać, co zdecyduje mąż. Czy sam za nią pójdzie, czy poślę któregoś z braci, na to nie miała już wpływu. Ale sama po prostu ruszyła, chcąc jak najszybciej oddalić się z tego miejsca, bo obecność tych trzech konkretnych mężczyzn tuż obok, to było dla niej trochę za wiele.
Nieco nerwowym gestem roztarła dłonie, na moment zapominając nawet o tej dziwnej myśli na schodach. A kiedy Mark zaproponował, że on pójdzie z jej mężem, nie była pewna, czy jest bardziej rozczarowana, czy zaniepokojona. Dlaczego chciał iść z Nevillem, nie z nią?
Nie odezwała się, nie wtrącała, jak przystało na dobrą żonę, czekając na decyzję męża. Wiedziała przecież, że nieważne, co by powiedziała - czy że woli iść z nim, czy że pójdzie chętnie z bratem Marka albo z samym Markiem - szybko wbiłby szpilkę, sugerując, że postąpiła niewłaściwie. Albo zignorowałby ją, jak wiele razy przedtem.
Oderwała spojrzenie od Marka, na moment przenosząc je na jego brata. I omal nie zapytała, czy się przypadkiem nie znają. Głupota, bo przecież oczywiste, że na statku minęli się przynajmniej kilka razy, ale poza tym nie, absolutnie się nie znali inaczej niż z widzenia, nie wymienili ze sobą ani dwóch słów. Może po prostu przypominał jej Marka?
- Mhm - mruknęła, zdając sobie sprawę z tego, że przypatrywała się mu chwilę za długo i przypominając sobie o Maddie. - Sprawdzę tutaj - powiedziała po prostu, ostatecznie przestając czekać, co zdecyduje mąż. Czy sam za nią pójdzie, czy poślę któregoś z braci, na to nie miała już wpływu. Ale sama po prostu ruszyła, chcąc jak najszybciej oddalić się z tego miejsca, bo obecność tych trzech konkretnych mężczyzn tuż obok, to było dla niej trochę za wiele.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.