Kiedy tak biegła przed siebie, sądziła, że uda jej się dosięgnąć trupa. Byłoby jednak zbyt kolorowo. Geraldine bardzo szybko została sprowadzona na ziemię. Odbiła się od niewidzialnej ściany, która chroniła tę istotę siedzącą przed nimi. Cały jej misterny plan się posypał.
Po raz kolejny pojawiła się wizja, tym razem Geraldine uderzyła ciałem o pokład, gdy forsowała magiczną ścianę. Leżała na ziemi, widziała gwieździste niebo i ludzi, wszędzie obok byli nieprzytomni ludzie. Najwyraźniej oni nie byli pierwszymi, którym przydarzyło się coś podobnego, czy było to cykliczne? Nie miała pojęcia. Odwróciła się jednak od razu, żeby zobaczyć, czy z Erikiem jest wszystko w porządku. Przed chwilą jeszcze jakaś dziwna siła próbowała go udusić, musiała się upewnić, że nadal był tu z nimi i żył. Przecież wystarczyło kilka minut duszenia, a mógłby stracić życie, a tego nie chciała.
Na szczęście nic mu nie było, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Kamień spadł jej z serca, mogła wrócić do rozwiązywania ich problemu.
Yaxley nie wierzyła w to, że im się nie uda. Mimo wszystkich dzisiejszych niepowodzeń sądziła, że mają szansę zwyciężyć. Podniosła się na nogi. Tym razem jednak nie zamierzała korzystać z sił fizycznej, jak widać te metody w tym przypadku się do niczego nie nadawały.
Machnęła różdżką i mruknęła pod nosem zaklęcie. Chciała, żeby siedzący przed nią mężczyzna rozsypał się na milion kawałków. Próbowała wyczarować siłę, która będzie w stanie to zrobić.
Sukces!
Akcja nieudana