Gdyby tylko znała myśli Laurenta zapewne uważałaby, że coś mu się pomyliło. Nie czuła się w żaden sposób wyjątkowa, wręcz przeciwnie pełna była kompleksów związanych z różnymi dziedzinami życia. Zawsze była niewystarczająca, nic nie udawało jej się w pełni tak, jak planowała. Nie powodowało to jednak, że stawała się zazdrosna, czy nieprzyjemna dla innych. Wręcz przeciwnie, każdemu życzyła dobrze, próbowała pomagać w każdy możliwy sposób. Taka już była. Na szczęście nie znała myśli Prewetta nie musiała więc z nim tutaj dyskutować na temat tego, że wcale nie jest taka, za jaką ją uważa. Miała sobie wiele do zarzucenia. Większość osób, chyba tak już do tego podchodziła. Do siebie byli bardziej krytyczni niż do innych, Norka stała w pierwszym rzędzie dokładnie takich osób.
Nie zostawi Laurenta samego. Jeśli chciał dokonać rewolucji, to będzie miał ją u swojego boku. Decyzja ta została podjęta w krótką chwilę. Uważała, że słusznie. Trochę się bała, że mogą się nią przez to zainteresować nieodpowiedni ludzie, jednak martwić się tym będzie później. Nie był to na to czas. Powinni raczej dyskutować na temat tego, w jaki sposób zamierzają przeprowadzić ten bunt. Nadal nie mogła uwierzyć, że chciał zaangażować w to cukierniczkę, ale skoro chciał, to oznaczało, że faktycznie jej potrzebował, a przyjaciołom nie odmawiała pomocy - nigdy.
- Stąd moje początkowe wahanie. Nekromancja mnie przeraża. - Postanowiła mu wyjaśnić, bo dziedzina ta jawiła się jej jako zabawa życiem i śmiercią. Wiedziała, że odpowiednio użyta może ratować życia, sama jednak nigdy nie interesowała się tym tematem. Uważała, że jest zbyt słaba. Pewnie nic by z tego nie zrozumiała. Wiele pewnie było osób, które niezbyt mocno znały się na tym temacie. Jednak, kiedy korzystali z niej odpowiedni ludzie, to nie powinno się wydarzyć nic złego.
- No właśnie. Może więc to wszystko ma jakiś sens. - Laurent mógł zauważyć pełne skupienie na twarzy Norki, zagryzła dolną wargę i nadal się nad tym wszystkim zastanawiała, chociaż decyzję podjęła już chwilę temu. Teraz jednak próbowała wymyślić, od czego ona powinna zacząć wspierając go w tej małej rewolucji.
- Nie obciążasz mnie. - Od razu weszła mu w słowo. Nie chciała, żeby czuł jakiekolwiek poczucie winy, że ją w to angażuje. - Sporo osób przewija się przez Norę, mam całkiem duże znajomości. - Wbrew pozorom. Figg lawirowała między czystokrwistymi, mugolakami, półkrwi, biednymi, bogatymi. Miała ogromne możliwości. W jej klubokawiarni pojawiały się najróżniejsze twarze. Będzie musiała zacząć im nawijać makaron na uszy.
- Mogę dodawać broszury do każdego zamówienia. - Będzie wtedy na celowniku, jeśli komuś nieodpowiedniemu z ministerstwa wpadnie ona w ręce to może mieć przesrane. Nie powodowało to jednak, że się bała. Nora Figg była odważna, gdy przychodziło o walkę w słusznej sprawie.
- Widma to dobry początek, słyszałam od Brenny, że są to potworne stworzenia. - Na pewno biała magia przydałby się do walki z nimi, więc pomysł, aby od tego zacząć był naprawdę niezły.