26.09.2023, 18:51 ✶
Dora siedziała na łóżku, wsparta o strategicznie ułożone poduszki, z głową Sarki opartą o swoje uda. Przeczesywała palcami jej jasne włosy, co chwila splatając je w grubsze i cieńsze warkoczyki, by potem rozplątać je i zacząć pracę od początku.
Nie spodziewała się, że z ust Sarah usłyszy imię akurat Brenny. Brenny, która chyba nawet gdzieś w tym domu teraz była, a może nie? Może znowu gdzieś zniknęła, zajmując się sprawami ministerstwa albo zakonu? Dora tylko na moment zatrzymała rękę, zaraz jednak znowu oddzielając pasma włosów, by zacząć powoli je zaplatać. Tutaj na szczęście, nikt nikomu do drzwi szklanek nie przystawiał.
- Jestem pewna, że nie przejęła się tym zbytnio - postanowiła ją zapewnić, nawet jeśli Sarka nie wyglądała, jakby szczególnie ją to dotknęło. O ile w ogóle.
- To chyba dobrze? - zapytała, zabierając się za kolejny warkoczyk. - Mam na myśli, że nawet sama natura nie jest w stanie działać przeciwko samej sobie. - ściągnęła nieco usta, nie będąc w sumie do końca pewną, czy aby dobrze wyraziła to, co miała na myśli, ale nie miała nic przeciwko temu, żeby w razie czego spróbować bardziej, gdyby tylko koleżanka tego potrzebowała. Ludzkie emocje były dla niej czymś no... naturalnym. Jedną z esencji istoty człowieka, występujące tak samo jak deszcz padający z nieba czy słońce zachodzące każdego dnia. Były częścią cyklu i gdyby sama Natura była w stanie się im sprzeniewierzyć, to tak jakby zadawała kłam samej sobie.
Nie spodziewała się, że z ust Sarah usłyszy imię akurat Brenny. Brenny, która chyba nawet gdzieś w tym domu teraz była, a może nie? Może znowu gdzieś zniknęła, zajmując się sprawami ministerstwa albo zakonu? Dora tylko na moment zatrzymała rękę, zaraz jednak znowu oddzielając pasma włosów, by zacząć powoli je zaplatać. Tutaj na szczęście, nikt nikomu do drzwi szklanek nie przystawiał.
- Jestem pewna, że nie przejęła się tym zbytnio - postanowiła ją zapewnić, nawet jeśli Sarka nie wyglądała, jakby szczególnie ją to dotknęło. O ile w ogóle.
- To chyba dobrze? - zapytała, zabierając się za kolejny warkoczyk. - Mam na myśli, że nawet sama natura nie jest w stanie działać przeciwko samej sobie. - ściągnęła nieco usta, nie będąc w sumie do końca pewną, czy aby dobrze wyraziła to, co miała na myśli, ale nie miała nic przeciwko temu, żeby w razie czego spróbować bardziej, gdyby tylko koleżanka tego potrzebowała. Ludzkie emocje były dla niej czymś no... naturalnym. Jedną z esencji istoty człowieka, występujące tak samo jak deszcz padający z nieba czy słońce zachodzące każdego dnia. Były częścią cyklu i gdyby sama Natura była w stanie się im sprzeniewierzyć, to tak jakby zadawała kłam samej sobie.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.