— Dlatego właśnie przedstawimy tę fascynującą opowieść prasie, jak zapytają nas o to samo. Nasi fani również ją pokochają. Obejrzałbym takie przedstawienie. — Odpowiedział z rozbawieniem Erikowi. Bellowi mógł przedstawić prawdę odnośnie tego jak to się stało, że Erik został jego sekundantem. Dziennikarze z zasady nie chcieli przedstawiać światu prawdy odnośnie znanych osobistości świata czarodziejów, a fani nie chcieli jej poznawać. Im bardziej niezwykła albo im bardziej skandaliczna historia, tym lepiej. To się sprzedawało. Jako, że jego matka jest emerytowaną aktorką, prowadzącą warsztaty dla młodych aktorów, to nieraz oglądała występy szkolnego koła aktorskiego. Tak poszukiwało się młodych talentów i przyszłych gwiazd estrady.
Świat czarodziejów wydawał się mu momentami bardzo mały pod wieloma względami. Zupełnie jakby wszyscy wydawali się ze sobą znać. Mniej lub bardziej. Nie pierwszy raz przekonywał się o tym, że Laurent i on mieli wspólny krąg znajomych albo znajomych. To było coś, co nie powinno w tym momencie zajmować jego myśli, skupionych jak dotąd wokół tego pojedynku i widowiska, które zamierzał urządzić.
— Gdybym opowiedział Ci o tajnych taktykach to one przestałyby być tajne. Nie dopuszczam się niecnych sztuczek. — Odparł z rozbawieniem w głosie. Stanowiło to dla niego pewną świętość. Zamierzał wygrać ten pojedynek całkowicie uczciwie. Nie spodziewał się tego samego po swoim rywalu, pozostającym w jego mniemaniu do zrobienia wszystkiego. Zwłaszcza po przegraniu tego pojedynku. Tego nie zamierzał mówić Laurentowi. — Nie musisz się o to martwić. Nie powiemy Atreusowi. — Zapewnił go zanim Laurent postanowił się oddalić i zająć miejsce obok wróżbity, do którego tak lubiła chodzić jego matka.
— Jak to mówią... niech wygra lepszy. — Zwrócił się do nich z uśmiechem. Przed wejściem na arenę pozostawił w rękach Bella swoją pelerynę, z zamiarem odebrania jej po skończonym pojedynku. Po drodze na arenę dostrzegł kobietę określaną przez niego mianem jadowitej tentakuli, teraz wyraźnie uschniętej.