26.09.2023, 21:40 ✶
Przyglądał się jej przez cały ten czas i trochę miał wrażenie, że tonie razem z nią w tej rozpaczy. Nie miał pojęcia kim dokładnie był dla niej Meadowes, ale zdecydowanie nie była to osoba jej obojętna. Może był to jakiś daleki krewny, może dobry przyjaciel, a może i jakaś miłostka. Kiedy to ostatnie przyszło mu do głowy, przez moment oczekiwał, że gdzieś w tym wszystkim pojawi się ukłócie zazdrości, ale nie było go. Był tylko smutek i żal. Była żałoba, wstrzymywana wewnątrz, żeby nie rozlała się na wszystko dookoła niej.
Współczuł jej, bo czemu niby miałby nie, szczególnie kiedy to ona właśnie została wysłana, żeby zająć się tą sprawą, a widzenie wszystkiego, co działo się w wizji, na pewno nie było dla niej niczym łatwym. Widział to nie raz - nie ważne co się wiedziało, nie ważne ile razy wchodziło się w trans, jeśli dotyczył on kogoś bliskiego, tak łatwo było się rozpaść.
- I nic nie mówili? - zapytał, ale w jego głosie nie było żadnej podejrzliwości, a pobrzmiewająca gdzieś daleko troska. Kiedy wyciągnęła rękę, nawet jeśli nie do niego, drgnął mimowolnie, odrywając się od parapetu i podchodząc do niej z drugiej strony. Ujął ją pod łokieć, pomagając wstać, ale zaraz puścił, zostając na moment parę kroków za nią i Wood. Nie chciała jego pomocy, nawet jeśli on sam rwałby się do niej w tym momencie.
- Nie powinnaś usiąść? - rzucił zatroskany, ruszając za nimi i wychodząc na zewnątrz. - Jeśli to było za wiele, może mam coś, co pomoże ci się poczuć lepiej - stanął przed drzwiami, spoglądając po sobie i poklepując się kieszeniach.
Współczuł jej, bo czemu niby miałby nie, szczególnie kiedy to ona właśnie została wysłana, żeby zająć się tą sprawą, a widzenie wszystkiego, co działo się w wizji, na pewno nie było dla niej niczym łatwym. Widział to nie raz - nie ważne co się wiedziało, nie ważne ile razy wchodziło się w trans, jeśli dotyczył on kogoś bliskiego, tak łatwo było się rozpaść.
- I nic nie mówili? - zapytał, ale w jego głosie nie było żadnej podejrzliwości, a pobrzmiewająca gdzieś daleko troska. Kiedy wyciągnęła rękę, nawet jeśli nie do niego, drgnął mimowolnie, odrywając się od parapetu i podchodząc do niej z drugiej strony. Ujął ją pod łokieć, pomagając wstać, ale zaraz puścił, zostając na moment parę kroków za nią i Wood. Nie chciała jego pomocy, nawet jeśli on sam rwałby się do niej w tym momencie.
- Nie powinnaś usiąść? - rzucił zatroskany, ruszając za nimi i wychodząc na zewnątrz. - Jeśli to było za wiele, może mam coś, co pomoże ci się poczuć lepiej - stanął przed drzwiami, spoglądając po sobie i poklepując się kieszeniach.