26.09.2023, 22:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.09.2023, 23:27 przez Brenna Longbottom.)
Uśmiechnęła się tylko do Bulstroda, uśmiechem pozbawionym prawdziwej wesołości.
Nie, to nie było łatwe. Zwłaszcza, że faktycznie uważała Jasona za przyjaciela.
Ale byli na wojnie. Na wojnach zawsze ginęli ludzie.
– Kazał się im pieprzyć, zanim dostał avadą.
Zacisnęła palce na ręce Heather, dźwigając się z podłogi. Nie próbowała bronić się i przed pomocą jego chłodnej dłoni, chociaż zdecydowanie dobrze było, że niemal natychmiast ją puścił i przynajmniej został kilka kroków za nimi. Wolałaby, żeby zostawił je same, bo mogłaby streścić Wood wszystko, co zobaczyła, ale też musiała pamiętać nieustannie o tym, że każde potknięcie, każde zachowanie, mogło zwrócić na nie uwagę. A przecież nie była całkowicie pewna, czy to nie on zdradził – nawet jeżeli nie chciała w to uwierzyć.
Brenna nie lubiła udawać, a jej bezpośredniość była jak taran, ale w świecie półprawd i tworzenia wrażenia, poruszała się bardzo sprawnie.
Przygarnęła do siebie Heather, obejmując ją po prostu. Nie szukała pocieszenia. Raczej widziała po pierwsze, że i Wood jest ponura, poza tym gdy on był z tyłu, w momencie, gdy one wychodziły na zewnątrz, dawało to szansę na złowienie jej spojrzenia, poruszenie ustami, tak by Heather raczej odczytała z nich wskazówkę, niż usłyszała, gdy on jeszcze znajdował się w środku.
Regent’s Park.
Nie mogła powiedzieć więcej, nie ryzykując, że Bulstrode coś wyłapie. Ale przesłanie było chyba jasne w połączeniu z tym, co powiedziała wcześniej – że Catherine nie było w momencie ataku na dole, nie walczyła razem z Jasonem. (Znów, to mogła powiedzieć Ministerstwu, bo skoro uciekła, śmierciożercy wiedzieli przecież, że jej nie dorwali.) Barlow uciekła. I prawdopodobnie próbowała dostać się do Regent’s Park.
Brenna miała nadzieję, że może uda się im zaraz zostać samym chociaż na chwilę, ale na wypadek, gdyby się to nie udało, ta drobna wskazówka musiała wystarczyć. Pocztówka zresztą mogła dać jakiś punkt zaczepienia dla Mav.
– Dzięki, ale nic mi nie jest. Wzrok tylko się zamazuje – zapewniła spokojnie, puszczając Wood i podpierając się o ścianę. – Mogę zaraz spróbować znowu. Po prostu rób, czym tam się zajmowaliście, a mnie daj dwie minuty.
Mogła próbować. Zarówno po to, by uśpić czujność, nie tworzyć wrażenia, że rwie się do ucieczki, że nie chce pomóc, jak i z nadzieją, że faktycznie dojrzy coś więcej. Może rozmowę Catherine i Jasona na temat tego świstoklika. Tego, dokąd prowadził. Gdzie w Regent’s Park – który nie był przecież mały – mieli się spotkać.
– W porządku, młoda? – upewniła się jeszcze, zerkając na Heather z troską. Ostatecznie do tej pory rzadko była zabierana na miejsca, gdzie ktoś umarł. Chociaż Brenna i tak zafundowała jej staż bardzo przyspieszony, bo wpadła na żywe trupy już dwukrotnie, widziała trochę szczątek i wreszcie oberwała podczas Beltane.
Nie, to nie było łatwe. Zwłaszcza, że faktycznie uważała Jasona za przyjaciela.
Ale byli na wojnie. Na wojnach zawsze ginęli ludzie.
– Kazał się im pieprzyć, zanim dostał avadą.
Zacisnęła palce na ręce Heather, dźwigając się z podłogi. Nie próbowała bronić się i przed pomocą jego chłodnej dłoni, chociaż zdecydowanie dobrze było, że niemal natychmiast ją puścił i przynajmniej został kilka kroków za nimi. Wolałaby, żeby zostawił je same, bo mogłaby streścić Wood wszystko, co zobaczyła, ale też musiała pamiętać nieustannie o tym, że każde potknięcie, każde zachowanie, mogło zwrócić na nie uwagę. A przecież nie była całkowicie pewna, czy to nie on zdradził – nawet jeżeli nie chciała w to uwierzyć.
Brenna nie lubiła udawać, a jej bezpośredniość była jak taran, ale w świecie półprawd i tworzenia wrażenia, poruszała się bardzo sprawnie.
Przygarnęła do siebie Heather, obejmując ją po prostu. Nie szukała pocieszenia. Raczej widziała po pierwsze, że i Wood jest ponura, poza tym gdy on był z tyłu, w momencie, gdy one wychodziły na zewnątrz, dawało to szansę na złowienie jej spojrzenia, poruszenie ustami, tak by Heather raczej odczytała z nich wskazówkę, niż usłyszała, gdy on jeszcze znajdował się w środku.
Regent’s Park.
Nie mogła powiedzieć więcej, nie ryzykując, że Bulstrode coś wyłapie. Ale przesłanie było chyba jasne w połączeniu z tym, co powiedziała wcześniej – że Catherine nie było w momencie ataku na dole, nie walczyła razem z Jasonem. (Znów, to mogła powiedzieć Ministerstwu, bo skoro uciekła, śmierciożercy wiedzieli przecież, że jej nie dorwali.) Barlow uciekła. I prawdopodobnie próbowała dostać się do Regent’s Park.
Brenna miała nadzieję, że może uda się im zaraz zostać samym chociaż na chwilę, ale na wypadek, gdyby się to nie udało, ta drobna wskazówka musiała wystarczyć. Pocztówka zresztą mogła dać jakiś punkt zaczepienia dla Mav.
– Dzięki, ale nic mi nie jest. Wzrok tylko się zamazuje – zapewniła spokojnie, puszczając Wood i podpierając się o ścianę. – Mogę zaraz spróbować znowu. Po prostu rób, czym tam się zajmowaliście, a mnie daj dwie minuty.
Mogła próbować. Zarówno po to, by uśpić czujność, nie tworzyć wrażenia, że rwie się do ucieczki, że nie chce pomóc, jak i z nadzieją, że faktycznie dojrzy coś więcej. Może rozmowę Catherine i Jasona na temat tego świstoklika. Tego, dokąd prowadził. Gdzie w Regent’s Park – który nie był przecież mały – mieli się spotkać.
– W porządku, młoda? – upewniła się jeszcze, zerkając na Heather z troską. Ostatecznie do tej pory rzadko była zabierana na miejsca, gdzie ktoś umarł. Chociaż Brenna i tak zafundowała jej staż bardzo przyspieszony, bo wpadła na żywe trupy już dwukrotnie, widziała trochę szczątek i wreszcie oberwała podczas Beltane.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.