27.09.2023, 00:12 ✶
Zimna. Dlaczego skóra siostry była tak zimna? Przy czym Anne nie sprawiała wrażenia, żeby zmarzła? Żadnego owijania się czymkolwiek się dało, żadnego szczękania zębami – nic. A jednak… jednak tak nieprzyjemnie zimna, aż się wewnętrznie wzdrygnęła.
- Tak, zaraz wrócimy, mamo – obiecała krótko. Och, gdyby tylko wiedziała, co zaraz ujrzy… To zapewne byłaby mądrzejsza i wcale a wcale nie zgodziłaby się na tę małą wyprawę.
- Nie zimno ci przypadkiem? – spytała siostrę, dość cicho, po kilku krokach od wyjścia z kajuty. Cała ta sytuacja coraz bardziej ją niepokoiła – a najgorsze, że średnio, w zasadzie wcale, miała pojęcie, co się mogło wyprawiać. A to, co podpowiadał cichy głosik w głowie, jawiło się jako najzwyczajniej w świecie nie-mo-żli-we.
Zatrzymała się w progu kajuty; głośny krzyk nie potoczył się po pokładzie chyba tylko dlatego, że zasłoniła sobie usta dłonią; drugą musiała się podeprzeć o framugę. Wpatrywała się szeroko otwartymi oczyma w to, co właśnie widziała. Ślady walki. Krew. Nieprzytomny (?) mężczyzna na krześle, ranny. Marianne na łóżku, z pociętymi rękoma – co już nasuwało mocno konkretne skojarzenia. A w tym wszystkim…
… Anne, doskonale obojętna na cały ten „obrazek” i chrzaniąca coś o energii. Energii! Fawley z takimi rękoma mogła być już chyba tylko trupem, a jeśli nie: to potrzebowała lekarza!
Raz, dwa, trzy. Wdech. Wydech.
Choć może faktycznie najprościej byłoby wrzasnąć wniebogłosy i ściągnąć, kogo się da, tylko, tylko… Czy przypadkiem jej własna siostra nie miała z tym czegoś wspólnego?! Najprostsza droga do skandalu, a choć matka niewątpliwie sobie życzyła, by zwrócono na nie uwagę, to jednak nie taką uwagę!
- Co się tu... – zaczęła dość słabym głosem, urwała. Nie. Nie było czasu na rozmowy, jeszcze ktoś je nakryje; jeszcze ktoś wymyśli, że to one są temu wszystkiemu winne! - Wychodzimy stąd – wyrzuciła z siebie, cofając się krok. Dwa. – Natychmiast. Anne, chodź, same im nie pomożemy – wyciągnąć stąd siostrę, pod pretekstem, a potem, potem… Nie, nie mogła jej pozwolić sobie towarzyszyć, nie mogła (nie chciała) zostawić jej też bez opieki. Niemniej, przede wszystkim musiała ją stąd wyciągnąć… tylko czy posłucha?
- Tak, zaraz wrócimy, mamo – obiecała krótko. Och, gdyby tylko wiedziała, co zaraz ujrzy… To zapewne byłaby mądrzejsza i wcale a wcale nie zgodziłaby się na tę małą wyprawę.
- Nie zimno ci przypadkiem? – spytała siostrę, dość cicho, po kilku krokach od wyjścia z kajuty. Cała ta sytuacja coraz bardziej ją niepokoiła – a najgorsze, że średnio, w zasadzie wcale, miała pojęcie, co się mogło wyprawiać. A to, co podpowiadał cichy głosik w głowie, jawiło się jako najzwyczajniej w świecie nie-mo-żli-we.
Zatrzymała się w progu kajuty; głośny krzyk nie potoczył się po pokładzie chyba tylko dlatego, że zasłoniła sobie usta dłonią; drugą musiała się podeprzeć o framugę. Wpatrywała się szeroko otwartymi oczyma w to, co właśnie widziała. Ślady walki. Krew. Nieprzytomny (?) mężczyzna na krześle, ranny. Marianne na łóżku, z pociętymi rękoma – co już nasuwało mocno konkretne skojarzenia. A w tym wszystkim…
… Anne, doskonale obojętna na cały ten „obrazek” i chrzaniąca coś o energii. Energii! Fawley z takimi rękoma mogła być już chyba tylko trupem, a jeśli nie: to potrzebowała lekarza!
Raz, dwa, trzy. Wdech. Wydech.
Choć może faktycznie najprościej byłoby wrzasnąć wniebogłosy i ściągnąć, kogo się da, tylko, tylko… Czy przypadkiem jej własna siostra nie miała z tym czegoś wspólnego?! Najprostsza droga do skandalu, a choć matka niewątpliwie sobie życzyła, by zwrócono na nie uwagę, to jednak nie taką uwagę!
- Co się tu... – zaczęła dość słabym głosem, urwała. Nie. Nie było czasu na rozmowy, jeszcze ktoś je nakryje; jeszcze ktoś wymyśli, że to one są temu wszystkiemu winne! - Wychodzimy stąd – wyrzuciła z siebie, cofając się krok. Dwa. – Natychmiast. Anne, chodź, same im nie pomożemy – wyciągnąć stąd siostrę, pod pretekstem, a potem, potem… Nie, nie mogła jej pozwolić sobie towarzyszyć, nie mogła (nie chciała) zostawić jej też bez opieki. Niemniej, przede wszystkim musiała ją stąd wyciągnąć… tylko czy posłucha?