Przełknęła ciężko ślinę, kierując wzrok ponownie na niego. Niezbadane meandry myśli błądziły nieposkładanie, ciążąc okrutnie na umyśle wątłym, w którym nagle pojawiło się tyle uczuć gorliwych i ciężkich do przełknięcia – jego obecność przecież, jego widok ciążyły na niej okrutnie, bo przecież tak bardzo chciała powiedzieć wszystko, co leżało na kruchym sercu. To, że go nie widziała tyle lat musiało być jakąś piekielną igraszką istnienia; no bo dlaczego tak bardzo umykał jej dłoniom przez mnogość miesięcy przekłuwanych w wieczność, aby znaleźć się tutaj? Przecież istnieli niejako poblisko, a jednak tak odlegle – wskazywały na to lata niebytu, w którym gorzko się znaleźli.
Przecież była egoistką w całym tym ambarasie – ochrona Logana stawała na piedestale, ale nie chciała nade wszystko, aby jej udział i nakłanianie do podwójnego morderstwa wyszło na światło dzienne. Nie potrafiła jednak go nie kochać i prawdopodobnie to stanowiło lwi problem – z bólem serca trzepoczącego w klatce piersiowej ignorowała wszelkie sowy, które odbijały się od szkła szyb i z niemniejszym ciężarem zapominała o nim, jak myślała wówczas. W gruncie rzeczy jednak nie zapomniała absolutnie nigdy i prawdopodobnie właśnie to krzywdziło jej serce w tak ogromnej mierze.
Skierowała na niego ponownie wzrok przerażony, wielkie oczy wbijając igłami w jego spojrzenie.
Coś zaszumiało jej w głowie, zupełnie jakby była pod władaniem niewiadomej siły, która umykała wszelkiemu rozumowi. Bo przecież wszystko zastawało ją na nowo, cała plejada emocji, które do niego żywiła tak gorliwie na rozciągłości tej całej przeklętej wieczności, w której go sobie ukochała. Odżyło w niej literalnie wszystko – każda spośród nieistotności, najmniejszy szkopuł chociażby, w którym chciała, aby należał do niej. On jednak nigdy nie był jej i prawdopodobnie nigdy nie będzie.
– Nie mogę – odpowiedziała miękko, głosem, który wyraźnie się łamał. Coś na samym jego dnie zadrżało.
Nawet gdyby chciała istnieć mniej jako opętana uczuciem do niego, drobna jednostka tańcząca gdzieś pośród lawiny emocji, w których przecież go ukochała, nie potrafiła. I patrzyła na niego tak, jak tylko ona mogła, wzrokiem pełnym uczuć wielorakich.
– Przecież całe życie, cały ten czas – urwała, czując jak ponownie głos się jej łamie – boże, Logan, znamy się od dziecka i ja cały ten czas cię ko- – zamilkła. Nie była w stanie wydusić z siebie nic więcej, a spętana bólem krtań wyrażała jedynie niewysłowione cierpienie.
Myślała przecież o nim intensywnie i często, nie potrafiąc zapomnieć, jak wiele dla niej znaczył i ile rzęsistych łez wylała, wiedząc, że musi dla niej nie istnieć. I choć wspomnienia zacierały się coraz śmielej, chciała, aby szybował w jej pamięci, bo przecież go kochała.
Jego słowa zabolały ją ze zdwojoną mocą.
– Masz rację, to nie jest miejsce i czas – odparła. Zadrżało coś w niej ze zdwojoną siłą, gdy brała ponownie głęboki wdech. – Wrócimy do niej, obiecuję.
Odwróciła się, wciąż czując gorące łzy toczące się po policzkach, torujące swoją drogę, pomimo usilnego wycierania ich wierzchem dłoni co rusz. Odchodzenie od niego zawsze było trudne.