27.09.2023, 01:02 ✶
Może Bulstrode był zbyt zmęczony w tym momencie, by jakoś bardziej zwrócić uwagę na to, jak mogłyby teraz do siebie szeptać, lub był zbyt zatroskany tym, że Brenna słaniała się właśnie na nogach. W każdym razie jednak - zdawał się w ogóle nie podejrzewać tego, że obie kobiety aktualnie knuły mu praktycznie pod nosem.
Klepał się jeszcze przez chwilę po kieszeniach, szukając ewidentnie czegoś konkretnego, nawet jeśli Longbottom właśnie mu powiedziała, że jednak nic jej nie jest.
- Aha, pomijając to, że słaniasz się na nogach - rzucił ironicznie, wywracając przy tym nieco oczami. W końcu jednak wsunął dłoń do jednej z kieszeni, pomacał co miał w środku i jego twarz odrobinę się rozjaśniła. - Nie śpiesz się. - powiedział, podchodząc do niej bliżej i ujmując ją lekko za dłoń jedną ręką, by drugą wsunąć jej niewielki przedmiot, opakowany w sreberko. Pralinka. Gest ten był odrobinę zbyt powolny, jak zawsze kiedy jej dotykał. Wyraz jego twarzy jednak ani na moment się nie zmienił. - Jak zjesz, powinno ci się zrobić chociaż odrobinę lepiej. Sprawdzony sposób - rzucił, cofając się o krok w stronę drzwi. Zrobił jeszcze parę, ale zatrzymał się we framudze, jakby wreszcie decydując na coś. - Brenna? - zawahał się na moment, z uporem maniaka ignorując obecność Wood. - Współczuję straty - dodał w końcu i przez moment patrzył jej w oczy z nieodgadnionym wyrazem, aż wreszcie ruszył dalej, wchodząc do wnętrza budynku.
Klepał się jeszcze przez chwilę po kieszeniach, szukając ewidentnie czegoś konkretnego, nawet jeśli Longbottom właśnie mu powiedziała, że jednak nic jej nie jest.
- Aha, pomijając to, że słaniasz się na nogach - rzucił ironicznie, wywracając przy tym nieco oczami. W końcu jednak wsunął dłoń do jednej z kieszeni, pomacał co miał w środku i jego twarz odrobinę się rozjaśniła. - Nie śpiesz się. - powiedział, podchodząc do niej bliżej i ujmując ją lekko za dłoń jedną ręką, by drugą wsunąć jej niewielki przedmiot, opakowany w sreberko. Pralinka. Gest ten był odrobinę zbyt powolny, jak zawsze kiedy jej dotykał. Wyraz jego twarzy jednak ani na moment się nie zmienił. - Jak zjesz, powinno ci się zrobić chociaż odrobinę lepiej. Sprawdzony sposób - rzucił, cofając się o krok w stronę drzwi. Zrobił jeszcze parę, ale zatrzymał się we framudze, jakby wreszcie decydując na coś. - Brenna? - zawahał się na moment, z uporem maniaka ignorując obecność Wood. - Współczuję straty - dodał w końcu i przez moment patrzył jej w oczy z nieodgadnionym wyrazem, aż wreszcie ruszył dalej, wchodząc do wnętrza budynku.