27.09.2023, 03:20 ✶
Atreus niestety obawiał się, że nie był w typie męża Brenny. Nie na tyle, by ten zaoferował mu małżeństwo i podzielenie się swoim ogromnym majątkiem. A szkoda, bo ten chętnie przytuliłby jeszcze trochę więcej pieniędzy i nie martwił się już o nic do końca swojego życia.
Uśmiechnął się do Marka przelotnie, ale niewątpliwie głupio, kiedy ten posłał mu ostatni uśmiech, zanim uderzył do Nevilla, zagadując go jak gdyby nigdy nic. Atreus przez moment obserwował mężczyznę, zanim nie przeniósł spojrzenia na jego żonę, a wtedy skinął jej głową, widząc że sama na niego patrzy.
- Proszę się nie martwić, panie Sedley. Co dwie głowy, to nie jedna, a co dopiero cztery. Raz dwa znajdziemy pana córkę - uśmiechnął się jeszcze grzecznie do Sedleya, kiedy Brenna wyminęła go, ruszając na poszukiwania swojej pociechy. Sam więc odwrócił się, ruszając za nią nieśpiesznie, a przynajmniej chcąc tak wyglądać dla jej męża, bo zakładać że gdyby rzucił się za nią w te pędy, to nawet ktoś głupi mógłby się zorientować, że coś jest na rzeczy. Po paru krokach, zrównał się z nią, a po jeszcze kolejnych, kiedy zwiększyli dodatkowo dystans od Marka i jej męża, wreszcie się odezwał.
- Pani córka - zaczął, spoglądając na jej twarz. - Jak się nazywa? - skoro już mieli jej szukać, to mógł chociaż udawać, że robi to trochę rzetelnie. - Przepraszam, ale mój brat wspominał mi o pani i miło wreszcie dopasować twarz do imienia. Aż dziw, że potrzeba było takiego przypadku, żebyśmy wreszcie mogli porozmawiać. Mam na imię Atreus, miło mi. - uśmiechnął się do niej życzliwie, wyciągając do niej dłoń, a gdyby ona podała mu swoją, zwyczajnie pochyliłby się, żeby ucałować ją delikatnie w jej wierzch.
Uśmiechnął się do Marka przelotnie, ale niewątpliwie głupio, kiedy ten posłał mu ostatni uśmiech, zanim uderzył do Nevilla, zagadując go jak gdyby nigdy nic. Atreus przez moment obserwował mężczyznę, zanim nie przeniósł spojrzenia na jego żonę, a wtedy skinął jej głową, widząc że sama na niego patrzy.
- Proszę się nie martwić, panie Sedley. Co dwie głowy, to nie jedna, a co dopiero cztery. Raz dwa znajdziemy pana córkę - uśmiechnął się jeszcze grzecznie do Sedleya, kiedy Brenna wyminęła go, ruszając na poszukiwania swojej pociechy. Sam więc odwrócił się, ruszając za nią nieśpiesznie, a przynajmniej chcąc tak wyglądać dla jej męża, bo zakładać że gdyby rzucił się za nią w te pędy, to nawet ktoś głupi mógłby się zorientować, że coś jest na rzeczy. Po paru krokach, zrównał się z nią, a po jeszcze kolejnych, kiedy zwiększyli dodatkowo dystans od Marka i jej męża, wreszcie się odezwał.
- Pani córka - zaczął, spoglądając na jej twarz. - Jak się nazywa? - skoro już mieli jej szukać, to mógł chociaż udawać, że robi to trochę rzetelnie. - Przepraszam, ale mój brat wspominał mi o pani i miło wreszcie dopasować twarz do imienia. Aż dziw, że potrzeba było takiego przypadku, żebyśmy wreszcie mogli porozmawiać. Mam na imię Atreus, miło mi. - uśmiechnął się do niej życzliwie, wyciągając do niej dłoń, a gdyby ona podała mu swoją, zwyczajnie pochyliłby się, żeby ucałować ją delikatnie w jej wierzch.