27.09.2023, 06:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2023, 07:06 przez Brenna Longbottom.)
– Ja? – zdziwiła się Brenna, posyłając Heather uśmiech. Może paplała dziś trochę za mało, skoro najwyraźniej Wood coś zauważyła. Właściwie na pewno paplała trochę za mało, bo nastrój zdecydowanie temu nie sprzyjał. Ale teraz Brenna uniosła po prostu rękę i pstryknęła Wood bezceremonialnie prosto w nos. – Okulary, ruda, okulary. Dla nas obu. Może tym razem zamiast na cmentarz zabiorę cię do okulisty. Ty źle chyba widzisz, a mnie po prostu ciut zamroczyło. To tak działa. Czasem obraz tego, co jest tutaj zanika, kiedy patrzysz wstecz. Nie przejmuj się – wyjaśniła beztrosko, bo martwiąca się o nią Heather była ostatnią rzeczą, jakiej Brenna by potrzebowała. Powinni teraz martwić się przede wszystkim o Catherine i o bliskich Jasona. – Musimy potem skoczyć do biura, więc jak chcesz, możesz polecieć przodem. Skorzystaj z mojego kominka, bo na tej miotle zajmie ci to z godzinę. Dołączę, jak skończę – poinstruowała po prostu. Ona mogła się teleportować stąd, kiedy spróbuje znowu, Wood teleportować się nie umiała, więc zostałaby w tyle.
A przy okazji mogła przekazać wiadomość.
Brenna miała nadzieję, że wszystkie formalności załatwią szybko i będą mogły wybiec z biura, żeby pomóc pozostałym szukać śladów w Regent’s Park. Albo po prostu pomóc, jeżeli – gdyby mieli szczęście – znaleźliby Catherinie.
- Bez przesady - skwitowała z kolei słowa Bulstroda, ale uśmiechnęła się mimowolnie, kiedy podał jej pralinę. Tak naprawdę na powolność gestu nie zwróciła szczególnie uwagi: dla Brenny dotykanie innych było tak naturalne, jak oddychanie, włóczyła za rękę przynajmniej raz połowę czarodziejskiej populacji, a po dwóch miesiącach tak już przywykła do chłodu Zimnych, że nie tylko uparcie to ignorowała, ale wręcz już ledwo to dostrzegała. - Dzięki.
Za to kolejna słowa… tu omal mina jej nie zrzedła, ale bardzo starała się nie dać po sobie niczego poznać.
Kiedy wszedł do środka, pochyliła się jeszcze na moment ku Heather, by rzucić parę słów.
Świstoklik, spotkanie w parku, uciekła nocą...
Sama Brenna potem odbiła się od ściany i ruszyła z powrotem do domku. Gotowa spróbować, tym razem na górze - być może tam miała miejsce jakaś rozmowa, która wskaże odpowiedni kierunek. Zakonowi, oczywiście. Bo Atreus Bulstrode do przekazania reszcie Biura miał usłyszeć od niej tylko tyle, że Catherine prawdopodobnie wydostała się jakoś z domu, bo nigdzie nie zobaczyła jej śladów w chwili, gdy umierał Jason.
Ostatecznie śmierciożercy wiedzieli, że nie zdołali dorwać dziewczyny. A ona nie wspomni o świstokliku. Nie musiała tego zobaczyć, prawda?
Niech więc wszyscy szukają tutaj, w Dolinie Godryka. Ministerstwo i ta druga strona.
A przy okazji mogła przekazać wiadomość.
Brenna miała nadzieję, że wszystkie formalności załatwią szybko i będą mogły wybiec z biura, żeby pomóc pozostałym szukać śladów w Regent’s Park. Albo po prostu pomóc, jeżeli – gdyby mieli szczęście – znaleźliby Catherinie.
- Bez przesady - skwitowała z kolei słowa Bulstroda, ale uśmiechnęła się mimowolnie, kiedy podał jej pralinę. Tak naprawdę na powolność gestu nie zwróciła szczególnie uwagi: dla Brenny dotykanie innych było tak naturalne, jak oddychanie, włóczyła za rękę przynajmniej raz połowę czarodziejskiej populacji, a po dwóch miesiącach tak już przywykła do chłodu Zimnych, że nie tylko uparcie to ignorowała, ale wręcz już ledwo to dostrzegała. - Dzięki.
Za to kolejna słowa… tu omal mina jej nie zrzedła, ale bardzo starała się nie dać po sobie niczego poznać.
Kiedy wszedł do środka, pochyliła się jeszcze na moment ku Heather, by rzucić parę słów.
Świstoklik, spotkanie w parku, uciekła nocą...
Sama Brenna potem odbiła się od ściany i ruszyła z powrotem do domku. Gotowa spróbować, tym razem na górze - być może tam miała miejsce jakaś rozmowa, która wskaże odpowiedni kierunek. Zakonowi, oczywiście. Bo Atreus Bulstrode do przekazania reszcie Biura miał usłyszeć od niej tylko tyle, że Catherine prawdopodobnie wydostała się jakoś z domu, bo nigdzie nie zobaczyła jej śladów w chwili, gdy umierał Jason.
Ostatecznie śmierciożercy wiedzieli, że nie zdołali dorwać dziewczyny. A ona nie wspomni o świstokliku. Nie musiała tego zobaczyć, prawda?
Niech więc wszyscy szukają tutaj, w Dolinie Godryka. Ministerstwo i ta druga strona.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.