Błysk reflektorów oślepiał i choć potrafił go ignorować i robić swoje, to jednak wolał, jak paliła się tylko jedna czy dwie świece. Jaskrawe światło było dla tych, co uwielbiali błyszczeć w tłumach, jak jego kuzyn. Mieli coś do zaoferowania światu i pławili się w tym intensywnym blasku, świecąc własnym światłem. Oślepiając innych. Kayden jednak czuł się najlepiej w ciepłym płomieniu, ogrzewającym skórę. Nawet gdyby rzeczywiście potrafił grać, grałby dla kogoś dla czystej przyjemności, a nie po to, by go podziwiano. - Gwiazdą jednej nocy… to tak bezdusznie brzmi… - Zaśmiał się cicho. - Jakbym miał zgasnąć w czerni, tylko po to, by kogoś raz jedynie oczarować. - Pokręcił lekko głową, wciąż z delikatnym uśmiechem na ustach. Nie był ani gwiazdą, ani jasnym księżycem, ani nawet nocą, choć noc była najpiękniejszą porą, podczas której mógł kogoś oczarowywać. - Szkoda by było jednak tłumić w sobie talent, skoro mógłby kogoś natchnąć, nie uważasz? Zachowanie go dla siebie byłoby po prostu samolubne. - Powiedział to pół żartem, pół serio. Osobiście lubił przebywać w towarzystwie ludzi, którzy potrafili inspirować i zanurzyć kogoś w tej innej magii.
- A widzisz, żebym był pijany? - Wyszczerzył ząbki w dość niewinnym uśmiechu, choć na pewno niewinny nie był. Gdyby mógł, uwaliłby się nie raz i nie dwa, i nie raz i nie dwa żałowałby za każdym razem. Na całe szczęście przez swoją wrodzoną odporność pił albo dla towarzystwa, albo dla smaku. - Mam bardzo mocną głowę. Nie wiem, czy to dobrze, czy jednak nie do końca… w każdym razie nie musisz się martwić, że znajdziesz mnie kiedyś pod stołem. Wolę spać w swoim łóżku. - Doprecyzowanie — w swoim. Nie potrafił zasnąć w żadnym innym, co nie raz sprowadzało się do tego, że znikał po pięknej nocy jak ta gwiazda, o której wcześniej mówił Prevett. Gwiazda, która miała ten swój skrawek nieba i nie potrafiła być w żadnym innym miejscu na dłużej.
Zabiło mu szybciej serce z ekscytacji, kiedy Laurent wspomniał o śpiewie. Uśmiech rozjaśnił oczy. Oh, niczego teraz bardziej nie pragnął jak usłyszeć jego głos. - Zaciągniesz mnie śpiewem w głębiny? - Zapytał i mrugnął do niego zaczepnie. - Nie mam nic przeciwko… - Skinął lekko głową i znów mina mu złagodniała, a oczy zaiskrzyły ciekawością. - Zaśpiewaj mi. - Poprosił. Nie wiedział czego się spodziewać, ale Laurent miał teraz całą jego uwagę, którą nie zmąciłby nawet sztorm. Szkoda mu było jedynie tego, że nie potrafił grać na pianinie, choć był prawie pewny, że mężczyzna wcale nie potrzebował podkładu. Gdyby tylko znalazł tu skrzypce albo wiolonczelę… Cóż, może następnym razem…
Brunet znał bardzo dobre rozproszenie myśli, choć nie był pewien czy mógł je teraz zastosować. Zwykle to on z dziką ochotą dawał się rozproszyć lub tego rozproszenia szukał. Nie grał więc żeby zachwycić, a raczej, żeby rozbawić, choć tego rozbawienia w Laurentym nie znalazł. Znalazł za to coś innego, co sprawiło, że wstrzymał na chwilę oddech, a źrenice rozszerzyły się z… Zaskoczenia? Zachwytu? Cokolwiek to było, sprawiło, że cisza stała się niesamowicie ciężka i głucha na fale czy trzeszczenie drewna. Był piękny. Kiedy tak patrzył z oczami pełnymi emocji, był po prostu… oszałamiający. Morskie fale przelewały się w jego tęczówkach, porywając cały świat do swojego wnętrza. Kayden uniósł dłoń i delikatnie odgarnął jedwabne, bladozłote nitki włosów, by przyjrzeć się dokładniej porywającej tafli błękitu. Miał wrażenie, że za każdym razem, gdy w nie spogląda, traci rozum. Pozwala się zagłuszyć tej magii, poddaje się bez walki. Zabawna myśl pojawiła się w jego umyśle, gdy tak wbijał w niego swoje srebro. - Przysięgam, że w twoich oczach zamknięty jest patronus… - Powiedział cicho, z lekkim uśmiechem. Słowa wypłynęły z niego samoistnie, choć wcale nie próbował ich zatrzymać.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)