27.09.2023, 23:04 ✶
Danielle ani drgnęła. Wlanie w jej usta eliksiru wiggenowego również nie pomogło. Nie dało się jej obudzić, tak samo jak nie dało się obudzić żadnej ze śpiących na pokładzie osób. Może dlatego, że więzieni byli nie zwykłym snem, ale snem, z którego mogli się wyrwać jedynie sami?
Augustus znał się trochę na nekromancji. I chociaż nie potrafił dostrzec ciemnej energii, która ciasno oblepiała cały statek, nieprzytomnych a nawet próbowała się wspinać po ich własnych ciałach, gdy stali, miał już trochę informacji, z których mógł co nieco wywnioskować. Po pierwsze: tu rzeczywiście mieli do czynienia z jakąś formą nekromancji. Być może nie czystej – nie znał tak potężnych nekromantów, którzy potrafiliby wynurzać z dna morza okręty a później wabić na nie ludzi, ale niewątpliwie coś na statku – albo i sam statek – wysysało z nich energię. Biorąc pod uwagę to, że nieprzytomni pozostawali nieprzytomni a on i Avelina ocknęli się z wizji, bo zaczęli dostrzegać w niej nieścisłości – magia pozostawała w tym miejscu ciągle w mocy. Po drugie, patrząc na podnoszącą się coraz wyżej mgłę i fakt, że według plotek statek pojawiał się niedaleko brzegów raz na kilkanaście, kilkadziesiąt lat a potem znikał, zbliżali się do chwili, w której znowu miał tonąć. Wreszcie trzecie, które trochę wynikało z dwóch poprzednich i było raczej czystą dedukcją: skoro nie było tak potężnych nekromantów to musiała oddziaływać na tym statku przynajmniej jeszcze jedna siła, która wprawiła magię w taką siłę (albo i dwie, albo i trzy?). Być może wszystko co tu się stało i co się odtwarzało co kilkanaście, kilkadziesiąt lat było splotem kilku niefortunnych zdarzeń?
Odgłosy dochodzące z atrium ucichły. Podnosząc głowę do góry, Avelina dostrzegła półprzezroczystą postać ducha unoszącą się w jednym z okrętowych okien. Był chyba mężczyzną i… próbował się wydostać? Ale z jakiegoś powodu nie mógł przeniknąć do nich?
Augustus znał się trochę na nekromancji. I chociaż nie potrafił dostrzec ciemnej energii, która ciasno oblepiała cały statek, nieprzytomnych a nawet próbowała się wspinać po ich własnych ciałach, gdy stali, miał już trochę informacji, z których mógł co nieco wywnioskować. Po pierwsze: tu rzeczywiście mieli do czynienia z jakąś formą nekromancji. Być może nie czystej – nie znał tak potężnych nekromantów, którzy potrafiliby wynurzać z dna morza okręty a później wabić na nie ludzi, ale niewątpliwie coś na statku – albo i sam statek – wysysało z nich energię. Biorąc pod uwagę to, że nieprzytomni pozostawali nieprzytomni a on i Avelina ocknęli się z wizji, bo zaczęli dostrzegać w niej nieścisłości – magia pozostawała w tym miejscu ciągle w mocy. Po drugie, patrząc na podnoszącą się coraz wyżej mgłę i fakt, że według plotek statek pojawiał się niedaleko brzegów raz na kilkanaście, kilkadziesiąt lat a potem znikał, zbliżali się do chwili, w której znowu miał tonąć. Wreszcie trzecie, które trochę wynikało z dwóch poprzednich i było raczej czystą dedukcją: skoro nie było tak potężnych nekromantów to musiała oddziaływać na tym statku przynajmniej jeszcze jedna siła, która wprawiła magię w taką siłę (albo i dwie, albo i trzy?). Być może wszystko co tu się stało i co się odtwarzało co kilkanaście, kilkadziesiąt lat było splotem kilku niefortunnych zdarzeń?
Odgłosy dochodzące z atrium ucichły. Podnosząc głowę do góry, Avelina dostrzegła półprzezroczystą postać ducha unoszącą się w jednym z okrętowych okien. Był chyba mężczyzną i… próbował się wydostać? Ale z jakiegoś powodu nie mógł przeniknąć do nich?
Tura trwa do 30.09.2023 roku do godziny 21.00