27.09.2023, 23:25 ✶
- Mavelle. Mavelle Bishop. Jestem siostrą Anne, przyjaciółki pańskiej córki – wyjaśniła.
I faktycznie, była trochę podobna do kobiety, która – jak pamiętał z wizji – towarzyszyła Avelinie i Danielle. Tak samo szczupła i wiotka jak tamta, o podobnie ciemnych włosach. Ale Mavelle miała delikatniejszą urodę, mniejszy nos, pełniejsze usta i spojrzenie zdradzające silny charakter.
- Jest pan ojcem Aveliny, która zaręczyła się tego poranka z sir Jamesem Howardem – odpowiedziała powoli. – I jeśli dobrze rozumiem, chce pan sprawdzić krążące plotki. Te, w których ludzie szepczą, że sir Howarda i pannę Marianne Fawley coś łączyło.
Nie, nie domyślała się prawdziwych motywacji Traversa, ale też dla niej pozostawał on ciągle tylko i wyłącznie Sebastianem Heinzelem. Być może nawet udzielała mu odpowiedzi, bo wydawało jej się, że kierowały nim jakieś szlachetne pobudki, może bo chciał oczyścić imię zięcia z niepochlebnych mu insynuacji, a może bo – wprost przeciwnie – zamierzał zerwać oświadczyny córki, gdyby okazało się, że Howard zniszczył Marianne reputację?
Zza drzwi nie dochodziły żadne dźwięki. A zaklęcia – chociaż niewątpliwie prawidłowo rzucone, nie ujawniły by drzwi chroniła jakakolwiek magia. Pani Fawley najwidoczniej uważała, że razem z córką są jedynymi czarownicami na statku.
Za to pierwszą tak naprawdę alarmującą rzeczą było to, że… że drzwi nie były zamknięte. Po otworzeniu ich Sebastian trafił do typowej kajuty sypialnej przeznaczonej dla drugiej klasy. Były tu dwa łóżka, stolik z dwoma metalowymi krzesłami, niewielka toaletka, szafa na ubrania. Do tego pomieszczenia przynależało jeszcze drugie: niewielka łazienka (w środku mieściła się tylko mała wanna, toaleta oraz zlew).
Tylko, że to nie wystrój wnętrza przykuł uwagę. Na łóżku leżała blada, młoda dziewczyna. Była w pełni ubrania – a jedyny nieporządek w stroju stanowiły rękawy jej sukienki, rozcięte czymś i odsłaniające długie i głębokie rany na rękach. Takie rany powinny być śmiertelne, nie dało się stracić tyle krwi i przeżyć. A jednak oddychała – nienaturalnie powoli i jeśli Sebastian wsłuchał się we własny oddech, dotarło do niego, że on również oddychał w tym samym tempie.
Marianne była cała mokra. Koło łóżka widać było ślady prowadzące z łazienki do łóżka. Jakby ktoś ją wyciągnął z wanny i położył na nim.
I faktycznie, była trochę podobna do kobiety, która – jak pamiętał z wizji – towarzyszyła Avelinie i Danielle. Tak samo szczupła i wiotka jak tamta, o podobnie ciemnych włosach. Ale Mavelle miała delikatniejszą urodę, mniejszy nos, pełniejsze usta i spojrzenie zdradzające silny charakter.
- Jest pan ojcem Aveliny, która zaręczyła się tego poranka z sir Jamesem Howardem – odpowiedziała powoli. – I jeśli dobrze rozumiem, chce pan sprawdzić krążące plotki. Te, w których ludzie szepczą, że sir Howarda i pannę Marianne Fawley coś łączyło.
Nie, nie domyślała się prawdziwych motywacji Traversa, ale też dla niej pozostawał on ciągle tylko i wyłącznie Sebastianem Heinzelem. Być może nawet udzielała mu odpowiedzi, bo wydawało jej się, że kierowały nim jakieś szlachetne pobudki, może bo chciał oczyścić imię zięcia z niepochlebnych mu insynuacji, a może bo – wprost przeciwnie – zamierzał zerwać oświadczyny córki, gdyby okazało się, że Howard zniszczył Marianne reputację?
Zza drzwi nie dochodziły żadne dźwięki. A zaklęcia – chociaż niewątpliwie prawidłowo rzucone, nie ujawniły by drzwi chroniła jakakolwiek magia. Pani Fawley najwidoczniej uważała, że razem z córką są jedynymi czarownicami na statku.
Za to pierwszą tak naprawdę alarmującą rzeczą było to, że… że drzwi nie były zamknięte. Po otworzeniu ich Sebastian trafił do typowej kajuty sypialnej przeznaczonej dla drugiej klasy. Były tu dwa łóżka, stolik z dwoma metalowymi krzesłami, niewielka toaletka, szafa na ubrania. Do tego pomieszczenia przynależało jeszcze drugie: niewielka łazienka (w środku mieściła się tylko mała wanna, toaleta oraz zlew).
Tylko, że to nie wystrój wnętrza przykuł uwagę. Na łóżku leżała blada, młoda dziewczyna. Była w pełni ubrania – a jedyny nieporządek w stroju stanowiły rękawy jej sukienki, rozcięte czymś i odsłaniające długie i głębokie rany na rękach. Takie rany powinny być śmiertelne, nie dało się stracić tyle krwi i przeżyć. A jednak oddychała – nienaturalnie powoli i jeśli Sebastian wsłuchał się we własny oddech, dotarło do niego, że on również oddychał w tym samym tempie.
Marianne była cała mokra. Koło łóżka widać było ślady prowadzące z łazienki do łóżka. Jakby ktoś ją wyciągnął z wanny i położył na nim.
Tura trwa do 29.09.2023 roku do godziny 21.00