— Zważywszy na okoliczności... miło mi Cię poznać. Dostrzegam to pewne podobieństwo. — Odparł jedynie, przywołując z pamięci urywki tych wizji. Nawet, jeśli ona widziała w nim Sebastiana Heinzela, nie był nim i nie zamierzał dokładać wszelkich starań aby wcielić się w tego człowieka. Jedynie nie zamierzał wyprowadzić tej dziewczyny z błędu. Przede wszystkim dlatego aby nie tracić więcej czasu. Gdyby chciał powiedzieć jej prawdę to ona najpewniej nie uwierzyłaby mu. Nie miała ku temu podstaw.
— Wierzę w nieposzlakowaną reputację Sir Howarda, jednak dobrze sprawdzać takie plotki, czyż nie? — Zadał dziewczynie retoryczne pytanie. To powinno wystarczyć do zakończenia tej konwersacji. Tym bardziej, że miał ważniejsze sprawy na głowie.
Niedochodzące za drzwi jakiekolwiek dźwięki tworzyły dla niego złudne wrażenie, że kajuta jest opuszczona. Było to niepokojące, choć nie tak jak obecność lokatorek. Zadowalające za to było to, że tych drzwi nie chroniła żadna magia. Nie musiał tracić czasu na łamanie nałożonych na nie zaklęć. Najbardziej zaniepokoiło go to, że drzwi są otwarte, kiedy powinny być zamknięte.
Przekraczając próg tej kajuty spodziewał się ataku. Była to pierwsza i zupełnie naturalna myśl przy wchodzeniu do pomieszczenia zajmowanego przez dwie czarownice. Nic nie wskazywało na to, że one są w środku, ale ostrożność jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Omiótł wzrokiem pierwsze pomieszczenie, w którym się znalazł. Podczas tych oględzin dostrzegł leżącą na łóżku bladą, młodą dziewczynę. Zwrócił również uwagę na jej strój, a przede wszystkim na poznaczone długimi, głębokimi ranami ręce. Tego zdecydowanie się nie przeżyć. Oddychała. Nienaturalnie powoli... zupełnie jak on, co odkrył wsłuchując się przez moment we własny oddech. Może będzie skłonna z nim porozmawiać.
— Marianne, co dokładnie zrobiła twoja matka? Postaraj się powiedzieć mi wszystko, co wiesz. — Zapytał wprost, od razu przechodząc do konkretów. Chciał wiedzieć wszystko odnośnie tej całej sprawy, choć najbardziej interesowała go ta klątwa. Musiał liczyć się z tym, że dziewczyna nie będzie skłonna albo nie będzie w stanie z nim porozmawiać. Mogła też nic nie wiedzieć. Mogła spróbować go zaatakować, przed czym zamierzał się bronić. Nasłuchiwał również kroków za swoimi plecami. Bo zza nich również mógł nastąpić atak. Odrobina współpracy byłaby jednak mile widziana.