28.09.2023, 07:21 ✶
- Maddie. Ma na imię Maddie - powiedziała i obawa znów narosła, na moment przyćmiewając lęk przed myślą o tym, że Neville i Mark teraz rozmawiają i zakłopotanie, jakie odczuwała przez całą tę sytuację. (Bo chyba była kobietą upadłą. Ledwo co myślała nie o mężu, a o Marku, a teraz zdawało się jej, że wolałaby jednak trzymać za rękę nie jego, a jego obcego sobie brata? Mogła sobie wyobrazić, co powiedziałaby matka.) Ten strach był na pewno irracjonalny, bo ostatecznie byli na statku, nie w najmroczniejszych zaułkach Londynu, ale być może po prostu cały stres związany z tym, że planowała zostawić męża, wytrącał ją z równowagi. Przecież małej nic nie groziło. Nikomu nic nie groziło.
Podała mu dłoń. W pierwszej chwili nie tak, jak powinna, czyli faktycznie do pocałunku, a po prostu po męsku, i dopiero po sekundzie zdała sobie sprawę z tego, co robi i dość niezręcznym gestem ułożyła dłoń poprawnie.
A potem zamarła i zadarła nieco głowę, jakby mogła stąd zobaczyć maszt, choć było go przecież niemożliwe. Nie było sztormu. Nie było żadnego sztormu, więc...
- Słyszał to... - zaczęła, ale urwała. Nie słyszał. Oczywiście, że nie słyszał, skoro ludzie wokół nich tak spokojnie szli na bal. Nikt nie zachowywałby się w ten sposób, gdyby usłyszał coś takiego. Najpierw schody, teraz ten maszt. Może była przemęczona stresem.
A może oszalała. I Neville zabierze jej Maddie, a ją gdzieś zamknie.
Przez chwilę stała po prostu, próbując pochwycić ten dźwięk, ale gdy nic się już nie stało, ruszyła dalej. I kiedy zobaczyła Maddie, dokładnie tam, gdzie się jej spodziewała, przyspieszyła tak mocno, jak tylko mogła, nie biegnąc.
- Maddie, moje maleństwo. Gdzie twoja niania? - spytała, podchodząc do niej. Pochyliła się i oparła dłoń na ramieniu dziewczynki.
Podała mu dłoń. W pierwszej chwili nie tak, jak powinna, czyli faktycznie do pocałunku, a po prostu po męsku, i dopiero po sekundzie zdała sobie sprawę z tego, co robi i dość niezręcznym gestem ułożyła dłoń poprawnie.
A potem zamarła i zadarła nieco głowę, jakby mogła stąd zobaczyć maszt, choć było go przecież niemożliwe. Nie było sztormu. Nie było żadnego sztormu, więc...
- Słyszał to... - zaczęła, ale urwała. Nie słyszał. Oczywiście, że nie słyszał, skoro ludzie wokół nich tak spokojnie szli na bal. Nikt nie zachowywałby się w ten sposób, gdyby usłyszał coś takiego. Najpierw schody, teraz ten maszt. Może była przemęczona stresem.
A może oszalała. I Neville zabierze jej Maddie, a ją gdzieś zamknie.
Przez chwilę stała po prostu, próbując pochwycić ten dźwięk, ale gdy nic się już nie stało, ruszyła dalej. I kiedy zobaczyła Maddie, dokładnie tam, gdzie się jej spodziewała, przyspieszyła tak mocno, jak tylko mogła, nie biegnąc.
- Maddie, moje maleństwo. Gdzie twoja niania? - spytała, podchodząc do niej. Pochyliła się i oparła dłoń na ramieniu dziewczynki.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.