Wiedział doskonale, że Philip nie analizuje wszystkich swoich słów i w żadnym wypadku nie oczekiwał, żeby zaczął tak robić. Wtedy to... przestałby być Philip. Laurent uwielbiał jego prostoduszność, szczerość, to, że nie bał się stanowczo wypowiadać swojego zdania. Lubił też w nim tę względną prostotę. Nie mylić z byciem prostakiem - bo bycie człowiekiem prostym nie oznaczało niczego złego. Względnie, ponieważ pokazał, że potrafią w nim zachodzić zawirowania sprawiające, że sięgał naprawdę głęboko do ludzkiej natury i zaglądać pod powierzchnię - nie tylko swoją własną. To spotkanie było wynikiem bardzo prostego zabiegu ze strony Laurenta, standardowej manipulacji, jakiej Philip był poddawany - sam nie chciał go zaprosić, chciał, żeby Philip to zrobił. Więc stworzył mu okazję i chciał, żeby ten ją wykorzystał. Wyszło to... pośrednio i jednocześnie całkiem zadowalająco. Nie chciał mieszać w głowie temu człowiekowi, ale nie potrafił się powstrzymać. Nie potrafił samemu sobie odmówić pomimo tego, że czuł, że to zupełnie niewłaściwe. Że powinien się trzymać naprawdę z daleka od blondyna nie dla swojego, ale głównie dla jego własnego dobra. Nie po raz pierwszy czuł zawirowania swojego serca, ale po raz pierwszy było to takie intensywne, że nie potrafił przeciąć tej linii. Ale z nikim nie spędził takiej ilości czasu.
Chciał zapytać, czy w takim razie miał się zamienić w Śpiącą Królewnę, chciał kontynuować tę rozmowę w ciągu dalszym, by płynnie przechodziła na inne tematy, czy koniecznie na te ciężkie? W zasadzie... to niekoniecznie. Nie potrzebował teraz ciężaru dodatkowego na ramionach, właściwie to chciał spędzić czas przyjemnie. Chyba jednak w tej niepewności ciężko było mówić o tak radosnym i beztroskim czasie, jaki spędzali kiedyś. W tym "zdrowym układzie". No... dla nich był zdrowy. Skoro dostawali od siebie dokładnie to, czego potrzebowali. Tym nie mniej i to nie miało mieć znaczenia na ten moment. Wszystkie oczekiwania, albo wrażenia na dzisiejszy dzień, miały zostać przecięte przez pojawienie się dziennikarza. I to takiego, który nie zainteresuje się Philipem, tylko samym Laurentem. I nie to, żeby Laurent nigdy nie udzielił wywiadu czy dwóch, żeby nie rozmawiał z dziennikarzami - czasami czegoś potrzebował, choć zazwyczaj były to raczej czysto przyrodnicze zagadnienia dotyczące magicznych stworzeń, takie do konkretnych czasopism tematycznych, a nie do Proroka, jak mignął swoją wizytówką zresztą mężczyzna. Najwyraźniej Philip był w takim samym szoku, jak i on. Choć... Philip miał prawo nie wiedzieć, że to zastępstwo roku snu Laurent poświęcał na robienie rzeczy całkowicie szalonych.
- Jakie można mieć stanowisko wobec wprowadzonego tam terroru przez groźnych czarnoksiężników? Nadal przeżywam żałobę za zmarłych i poszkodowanych podczas Beltane. Przyznaję, że szybka reakcja Ministerstwa na miejscu wydarzenia i dobrze zorganizowana pomoc pomogła niejednemu życiu. Cieszę się, że mogłem w tym uczestniczyć. - Zdziwienie nadal w nim trwało, ale blondyn potrzebował naprawdę silnego bodźca, żeby go zacięło, zatkało i zaczął mówić nieskładnie, albo przestawał się odzywać wcale. Różnica była jeszcze taka, że tutaj musiał się wysilić, żeby po pierwsze - nie palnąć głupstwa, po drugie - nie zacząć się jąkać. Wiadomo, jak to piśmaki - gotowe są do skupienia się na rzeczy trywialnej tylko po to, żeby zrobić jakieś przedstawienie. Fakt pochodzenia z Proroka uspakajał. - Jestem specjalistą w dziedzinie magicznych stworzeń, nie translokacji czy czarnej magii. Niestety nie mogę odpowiedzieć na pana pytanie. - Nie to, że nie chciał. Nie zamierzał dawać pożywki przez pierdzielnięcie "bo mi się wydaje". To znaczy - mógł, ale to w swojej dziedzinie, gdzie rzeczywiście mogło mu się coś wydawać. Tutaj? Podejrzewał. Podejrzewał, że miało to coś wspólnego z tym rozdarciem dwóch rzeczywistości, przemknięciem Limbo do naszego świata. Tyle.
Dziennikarz pokiwał głową i zaczął notować. Jego ręka błyskawicznie przesuwała się po kartkach, notując zapewne słowa-klucze, albo fragmenty wypowiedzi.
- Co w takim razie powie pan o widmach z Kniei Godryka, które pojawiły się po Beltane?
- To wiecznie nienasycone głodem istoty podobne do dementorów, które stwarzają prawdziwe niebezpieczeństwo dla ludzi. Potrafią zabić. Skutecznie odpędza je Patronus... który prawnie jest zabroniony. Dlatego tak ważne jest, aby aurorzy i brygadziści mogli obywateli (i siebie) przed nimi bronić. Przy spotkaniu z nimi należy uciekać. Jak najszybciej. - Mógł się wypowiadać już szerzej na ich temat, ale nie zamierzał, dopóki wszystko nie zostanie potwierdzone w samym Ministerstwie. Natomiast też nie omieszkał, skoro już ten wywiad był prowadzony, wspomnieć o samej próbie wprowadzenia zmian w ten świat. Laurent spojrzał na Philipa i posłał mu trochę zdziwiony wzrok, a trochę... zmęczony. Sfrustrowany nieco wręcz. Generalnie widać było po nim, że niekoniecznie ma na to tu i teraz ochotę i że gdyby miał wybrać sen albo wywiad - wybrałby jednak sen. Zamknął oczy na kilka chwil, obracając głowę znów do dziennikarza.
- Długo pan zna pana Prewetta? - Zwrócił się tutaj dziennikarz do Notta. - Pomagali panowie razem na Beltane? - Ponieważ z tego, co sam dziennikarz wiedział, Nott również na polanie był, by wspierać potrzebujących. Zresztą akurat słynął z tego, że udzielał się we wszelkich charytatywnych akcjach.