Norka przewróciła oczami, kiedy usłyszała komentarz Erika. - I Ty Brutusie przeciwko mnie? - Nie takiej odpowiedzi się spodziewała, przecież powinien stanąć po jej stronie. Jak widać nie zawsze wszystko szło po jej myśli. Będzie musiała znaleźć jakieś rozwiązanie tego problemu, tylko poobserwuje Wendy nieco dłużej podczas pracy.
Zamilkła na chwilę. Wpatrywała się w Longbottoma bez słowa dłuższy moment. O czym on do niej właściwie mówił? Mabel, chłopcu, Hogwart? Dobre sobie. - Nie, nie, nie. Żadnych chłopców, dopóki nie skończy szkoły. Mam nadzieję, że pomożesz mi ich wszystkich od niej odpędzić. - Jej latorośl przecież powinna się zajmować w czasie szkoły, czymś zupełnie innym. Już ona o to zadba. Szczególnie, że sama nie była do końca zadowolona z tego, że jej życie ułożyło się własnie w ten sposób przez chwilowe zaćmienie umysłu spowodowane zakochaniem. Oby Mabel nie spotkało to samo. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby jej marzenia przepadły przez jakiegoś chłopaka. Zamierzała naprawdę tego pilnować. - Wiesz o co mi chodziło, no w tym momencie życia, w którym jesteśmy to tylko liczba, wcześniej nie do końca. - Próbowała się tłumaczyć, bo chyba Erik nie do końca rozumiał jej podejście. Nie, żeby nie przejmowała się tym, że przekroczy magiczną granicę, tyle, że dla niego oznaczało to najwyraźniej coś więcej niż dla Norki.
Ta rozmowa szła w zdecydowanie nieodpowiednią stronę. Figg pewnie dzisiaj nie zaśnie przez te sugestie przyjaciela. - Broń Merlinie, nie żebym miała coś do uczniów z wymiany, ale jeśli zechce wyjechać? Zostanę sama. - Tego lękała się najbardziej, że kiedyś nadejdzie moment, w którym zostanie zupełnie sama. Słowa Longbottoma spowodowały, że ten strach wydawał się być bardzo realny.
- Niby nie. Nie umniejszam twoim umiejętnościom mój drogi, ale wiesz, nie sądziłam, że wśród tylu talentów jest także ten od prowadzenia łódki. - Faktycznie wcale nie najgorzej mu to wychodziło, przynajmniej jak na razie. Jeszcze w nic nie stuknęli, więc nie było tak źle.
- Skoro obiecujesz, to wierzę na słowo. - Wiedziała, że przyjaciel zawsze dotrzymuje obietnic, więc musiał być pewien, że nic im się nie stanie.
Figg była odpowiednią osobą jeśli chodzi o takie sprawy. Nie krytykowała nigdy, reagowała z ogromnym entuzjazmem na wszelkie nowe pomysły swoich najbliższych. Nie gasiła ich zapału, wręcz przeciwnie, zawsze zapewniała, że podjęte decyzje mają sens. Zresztą taka łódka była naprawdę ciekawym pomysłem. Mogła okazać się przydatna w wielu dziedzinach życia. Erik będzie miał wreszcie swój własny kąt, bo w ich domu ostatnio mieszkało całe stado ludzi. Potrafiła zrozumieć dlaczego podjął taką, a nie inną decyzję.
- Ty w ogóle wiesz, kto tak faktycznie tam u Was mieszka? - Była ciekawa. Słyszała o Julku, o Dorze, ale kiedy u nich bywała spotykała też całą masę innych ludzi. Zastanawiała się kto faktycznie jest stałym mieszkańcem, a kto gościem. Zresztą samej Norze i Mabel zdarzało się zostać tam na noc. Powinni odhaczać co wieczór listę obecności, czy coś, żeby mieć pewność, że wszyscy są bezpieczni i w domu.
- Wszystko przed tobą Erik, przecież dopiero będziesz miał trzydzieści lat, może na czterdziestkę sobie wybudujesz warownię? Czy to za późno? - Próbowała sobie zwizualizować ten pomysł i szło jej to całkiem nieźle.